Zrozum, dojrzewasz, to normalne

Moja Ola kilka miesięcy temu zaczęła zmieniać się w kobietę. Wyraźnie się zaokrągliła, urosły jej piersi. Zaczęła mocniej się pocić. Bardzo ją to drażniło.

Na co pani córka choruje? To coś z kręgosłupem? - gdy w telefonie usłyszałam głos wychowawczyni Oli, zamarłam. - Już od miesiąca nie ćwiczy na wuefie - dokończyła pani Kasia. - Przyniosła zwolnienie od pani, ale to za mało. Proszę o takie od lekarza.

Reklama

- Pani Kasiu, owszem, zwolniłam ją dwa razy z tych zajęć, ale to była na początku listopada. Nie wiedziałam, że nadal nie ćwiczy - przyznałam.

- Proszę porozmawiać z córką - pani Kasia zawsze była przychylna Oli. - Unikanie ćwiczeń do niczego dobrego nie prowadzi.

Wiedziałam, że ma rację. Wiedziałam też, że wcale nie będzie tak łatwo. Moja Ola kilka miesięcy temu zaczęła zmieniać się w kobietę. Wyraźnie się zaokrągliła, urosły jej piersi. Zaczęła mocniej się pocić. Bardzo ją to drażniło.

- Córeczko, to normalne - tłumaczyłam jej. - Dojrzewasz, hormony szaleją. To trochę potrwa zanim wszystko się unormuje.

- Ale ja nie chcę czekać! - Ola nie kryła złości. - Wszyscy się ze mnie śmieją na wuefie. A na przerwach Łukasz i Kacper chodzą za mną i kręcą tyłkami. Olaf to nawet wypchał sobie bluzkę i mówił wszystkim, że ma cycki jak ja!

- Olu, to taki wiek. Wy, dziewczynki szybciej się rozwijacie, a chłopcy... no cóż. Według nich to zabawne. Zobaczysz, niedługo przestaną. 

Myślałam, że zrozumie i się wyluzuje. Niestety. Przestała ćwiczyć i zgłaszać się do odpowiedzi. Nawet w domu nie brała udziału w dyskusjach. Zaczęła unikać  rodzinnych spotkań. Na każdą uwagę, że ładnie wygląda, czerwieniła się i uciekała do swego pokoju.

- A nie pamiętasz, jak ty się zachowywałaś? - moja mama usprawiedliwiała wnuczkę. - Jak zaczęłaś miesiączkować, to nie tylko na wuefie nie ćwiczyłaś, ale nie mogłam cię do szkoły wyciągnąć. Wydawało ci się, że wszyscy o tym wiedzą i tylko wypatrują plam na spódnicy. Histeryzowałaś tak, że aż ojciec musiał na ciebie nakrzyczeć.

Przyznałam jej rację, ale nie do końca. Owszem, też czułam się niezręcznie, ale nie aż tak jak Ola. Ona popada w apatię, nic nie chce robić. Nawet gdy chciałam ją wyciągnąć na zakupy, odmówiła. Powiedziała, że nie chce oglądać na takiego hipopotama w przymierzalni. Co mam zrobić? Co powiedzieć, by uwierzyła w siebie?

Edyta Kochańska z Pszczyny

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje