Zrozum, nasze drogi się rozeszły

Nie, nie, nie!!! Nie chcę, nie zgadzam się, ma być tak jak do tej pory. Jesteście wstrętni!!!

Takimi okrzykami mojej 12-letniej córki kończy się ostatnio każda próba wytłumaczenia jej, że mąż i ja rozstajemy się. Może dlatego, że nasze kłótnie, a nawet awantury, udawało się nam ukrywać przed Malwiną. Córka myśli więc, że wszystko jest w porządku i nie rozumie, po co miałoby się coś zmienić w naszej rodzinie. Mąż i ja chcemy rozstać się w jako takiej przyjaźni, po prostu miłość między nami wygasła. Nie widzimy sensu życia koło siebie, a nie ze sobą. Córce powiedzieliśmy o tym dwa miesiące temu.

Reklama

- Proszę, nie zostawiajcie mnie! - wybuchnęła płaczem. - Będę grzeczna, obiecuję, i poprawię oceny, proszę!

- Kochanie, to nie twoja wina - tłumaczyliśmy jej. - Nasz rozwód nie ma z tobą nic wspólnego. To nie przez ciebie.

Niestety, nic do niej nie dociera. Szlocha, że chce mieszkać i z mamą, i z tatą.

- Malwinko, zawsze będę cię kochał, między nami nic się nie zmieni - zapewniał mąż daremnie. A już zupełnie poczułam się bezradna, kiedy córka zagroziła, że ucieknie z domu i nigdy jej nie znajdziemy. Wtedy postanowiłam opowiedzieć o naszej rodzinnej sytuacji wychowawczyni Malwinki.

- Proszę pani, to typowa sytuacja, dzieci często tak reagują na wieść o rozwodzie rodziców, szantaż z ich strony to rodzaj obrony przed tą nową sytuacją. Czują się zagrożone, tracą poczucie bezpieczeństwa. Może będzie potrzebna pomoc psychologa - usłyszałam w szkole.

- Nie będziemy roztrząsać naszych rodzinnych spraw przed obcymi ludźmi - oburzył się mąż, kiedy powtórzyłam mu tę rozmowę. - Wszystko się ułoży, gdy Malwina przekona się, że oboje nadal ją kochamy i poświęcamy jej dużo czasu. Będę często do niej przyjeżdżał i dzwonił.

Nie podzielam optymizmu męża - córka ciągle jest smutna, popłakuje, nie ma apetytu. Przestała zapraszać koleżanki i do nich chodzić.

Co będzie, jeżeli Malwina zrealizuje groźbę i rzeczywiście ucieknie? Rok temu Igor, 16-letni syn mojej koleżanki z pracy, połknął mnóstwo tabletek nasennych, kiedy ojciec odszedł do innej kobiety.
Na szczęście matka wróciła wcześniej z pracy i wezwała pogotowie. Dzięki temu nic się nie stało. Nie mogę jednak przestać o tym myśleć. Może warto poprosić o pomoc psychologa, aby nie było za późno?

Justyna Król z Ostrzeszowa


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje