Apetyt na miłość

Czekolada, truskawki, kawior... powszechnie wiadomo, że te smakołyki wspomagają pożądanie. Jednak jak podawać je ukochanemu (lub ukochanej), żeby zaostrzyć apetyt na miłość?

Hanna Rydlewska: Już widzę ten tandetny scenariusz randki, który opisuje, jak mam zlizywać czekoladę z ciała kochanka. Proszę, powiedz, że to coś innego.

Reklama

Marta Niedźwiecka: - Powiem, ale nie unikniemy prostoty opowiadając o zmysłach, trzeba to po prostu znieść. Zauważ, że nasza percepcja nie jest obiektywna. To, co trafia do naszego mózgu, jest już wstępnie "przygotowane". I tak, ty już masz przygotowane skojarzenie z obrazem "namiętna kochanka zlizująca czekoladę z ciała mężczyzny". Wiesz, że to jest tandetne i nie w twoim stylu.

Rzecz w tym, że prawdopodobnie nigdy tego nie próbowałaś, bo od pierwszego razu, od pierwszego usłyszenia o czekoladzie w seksie, nabrałaś przekonania, że to jest obciachowe. Niestety seks rządzi się innymi kategoriami niż na przykład sztuka i może nas skrajnie podniecać coś, co jest obciachowe.

Namawiam do prowadzenia testów na zmysły bez wstępnej cenzury. Dopiero gdy na sobie wypróbujemy, że zapach lawendy w kąpieli zupełnie nas nie kręci, ponieważ do drżenia doprowadza nas zapach mokrej ziemi i mchu, to będziemy mogli ocenić, co działa, a co nie.

A ciebie podnieca lawenda czy mokra ziemia?

 - Ja jestem na etapie, na którym i lawenda, i mokra ziemia, i zapach torfu, i genialne perfumy podniecają mnie podobnie. Bo ja sobie pozwalam. Pozwalam poczuć się porwana, zaprzątnięta wrażeniami zmysłowymi, które codziennie do mnie napływają. W tym roku latem uczestniczyłam w wydarzeniu, które przygotowała trójka entuzjastów - znany szef kuchni, który gotuje zgodnie z zasadami slow food, kobieta zajmująca się zapachami, czyli tak zwany senselier, oraz somellier, czyli spec od wina.

Razem przyrządzili ucztę złożoną z jedzenia, zapachów i wina, które dopełniały się w niesamowitą całość. Jedzenie było bardzo niecodzienne, smaki i konsystencje zaskakiwały - w menu znalazł się na przykład chrobotek reniferowy, rodzaj mchu nadającego aromat lasom iglastym, zapieczony w cieście bezowym. A towarzyszył mu organiczny i niezwykle pobudzający zapach ouro.

Zjadłam i bezę, mimo że nie lubię, i inne potrawy, bo chciałam sprawdzić, co się wydarzy, jak zareagują moje kubki smakowe, jak zareaguje mój umysł. Po pięciu daniach byłam maksymalnie podekscytowana i uradowana tym, co się działo. Nie dlatego, że zjadłam swoje ulubione dania, ale ponieważ moja receptywność, zmysłowe pobudzenie sięgały zenitu.

W rozwijaniu receptywności wiele możemy osiągnąć, wchodząc bez oceniania w doświadczenia i nasycając się nimi. Dlatego namawiam do rozszerzania swoich granic poznania, nawet jeżeli nie chcemy jeść dziwnego jedzenia i wąchać specyficznych zapachów.

Nawet nie wiem, jak miałabym się nauczyć takiego nieoceniającego odczuwania.

- To zaproponuję ci proste ćwiczenie. Twój partner przygotowuje dla ciebie niewielkie porcje urozmaiconego jedzenia. Chodzi o poszukiwanie zarówno sześciu smaków (słodki, słony, gorzki, kwaśny, ostry i umami, czyli smak grzybów lub mięsa), jak i wielości konsystencji. Trzeba umieścić w tym zestawie rzeczy, których możesz nie lubić lub nie znać.

Ty masz zasłonięte oczy i powoli, bez sztućców, za to wąchając, dotykając i smakując, starasz się doświadczać jedzenia. Nie szukasz nazw dla potraw, które masz przed sobą, bo to nie konkurs smakoszy. Skupiasz się na wrażeniach, jakie niesie pokarm. Nie oceniasz, czy to smaczne, czy paskudne, tylko sprawdzasz, jak kosmita, który po raz pierwszy ma kontakt z ziemskimi pokarmami. Obiecuję, że efekty cię zaskoczą.

Jedzenie i seks, jak wiadomo, mają sporo wspólnego.

 - Jedzeniem możemy się uwodzić, służy nam jako metafora seksualności, bo jest jak seks - zmysłowe, odżywiające. Seks i jedzenie mogą się nawzajem zasilać. Nie bez przyczyny jedną z metod urozmaicenia życia seksualnego jest wzajemne karmienie się przez kochanków. To bardzo sensualne i pobudzające jednocześnie, no i buduje atmosferę bliskości.

Jedzenie i seks wychodzą naprzeciw naszym najgłębszym potrzebom biologicznym i psychicznym, nie chodzi przecież tylko o odżywienie się i rozmnożenie, ale o czucie przyjemności z obydwu.

Jak zastanowisz się nad naszymi wyobrażenia na temat erotyki, to ona jest ściśle związana z jedzeniem. Weźmy chociażby "Dziewięć i pół tygodnia", gdzie jedzenie, karmienie się, jest elementem seksualnej obsesji. Kiedy chcemy przedstawić części ludzkiego ciała, a nie możemy lub nie chcemy być dosłowni, używamy owoców lub warzyw. Jeśli chcemy komuś powiedzieć, że bardzo go pragniemy, mówimy często, "że chcemy go zjeść".

A w "Kompleksie Portnoya" Philipa Rotha Aleksander masturbuje się za pomocą wołowego steku.

Zaś bohaterka "Wilgotnych miejsc" Charlotte Roche używa do tego całego warzywniaka - od marchewki do pora. Trzymajmy się jedzenia w seksie, bo można je wykorzystać na wiele różnych sposobów. Idąc na romantyczną kolację, korzystamy z niego jako wstępu do seksu. Tak budujemy atmosferę emocjonalną i zmysłową.

Możemy użyć jedzenia jako seksu albo do oswojenia różnych technik seksualnych. Zjadamy, zlizujemy pokarmy z ciała, na przykład syrop z penisa, aby osłodzić fellatio. Karmienie się nawzajem tworzy bliskość i także jest niezwykle zmysłowe. Możemy w końcu użyć jedzenia do seksu w sposób jak najbardziej dosłowny - chociażby podłużnych owoców i warzyw, aczkolwiek repertuar nie musi się tu kończyć...



Tekst jest fragmenetm książki Hanny Rydlewskiej i Marty Niedźwieckiej "Slow Sex. Uwolnij miłość"

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje