Bóg i dziewczyna

Małgorzata pięć razy dziennie modli się do Allaha. Józefina co piątek świętuje szabat. Na biurku Anny obok laptopa leży różaniec. Dlaczego nowoczesne Polki wybierają dziś religijne życie?

Warszawa rok 5767. Miesiąc: Heszwan. Dzień: 21. Czyli listopad półtora roku temu. W restauracji czterech młodych mężczyzn trzyma baldachim. Pod nim Józefina i Adam wymieniają obrączki. On: "Oto jesteś mi poślubiona zgodnie z wiarą Mojżesza i Izraela". Ona: "Ja jestem jego, a ukochany jest mój". Rabin udziela im siedmiu błogosławieństw. Ona ma sukienkę z gorsetem w lekko pudrowym różu. On garnitur, a na nim tałes, białą chustę w granatowe pasy zakończoną frędzlami. Na głowie kipę. Józefina sprowadziła ją przez internet z Izraela. Tak jak ketubę, akt małżeński, w którym mąż zobowiązuje się, że będzie opiekował się żoną i utrzymywał ją.

Reklama

Ślub Józefiny i Adama był pierwszym po wojnie nieortodoksyjnym żydowskim ślubem w Polsce. Było jarskie jedzenie, klezmerska muzyka: skrzypce, klarnet, akordeon. - Wychowywaliśmy się w zasymilowanych rodzinach. O żydowskich ślubach wiedzieliśmy tyle, ile widzieliśmy w Skrzypku na dachu - żartuje Józefina. - Informacji, kiedy Adam ma stłuc butem kielich, szukaliśmy w internecie. Warszawa nie miała jeszcze rabina, więc konsultowałam się przez skype´a z rabinem z New Jersey. W ostatniej chwili dowiedziałam się, że cały dzień przed ślubem musimy pościć.

Pierwszy szabat

Dom rodzinny Józefiny. Dużo książek, o Izraelu, judaizmie, Holocauście. Przed Bożym Narodzeniem Józefina i czwórka rodzeństwa krzyczą, że chcą choinkę. Więc tata przynosi małe drzewko. Dzieci wieszają bombki, mama kładzie prezenty. Kolęd nie śpiewają. Jest ochrzczona, ale gdy ma kilkanaście lat, tata zabiera ją do synagogi: "Pokażę ci inny kościół". - W domu długo nie mówiło się o pochodzeniu. Ale żydostwo przewijało się przez nasze życie, odkąd pamiętam. Do rodziców przychodzili znajomi. W piątki czasem zapalali świece. Jak podrosłam, zrozumiałam, że to był szabat - wspomina. Zapisuje się na hebrajski. "Bo czuję, że ta kultura jest we mnie. Bo słyszałam, że to łatwy język" - tłumaczy ojcu. On po raz pierwszy opowiada jej o prababci Żydówce. Owdowiała przed wojną i wyszła za mąż za Polaka. Wyjechali na Śląsk. Zmieniła nazwisko. Mówili po niemiecku, więc nikt nie wiedział, kim jest. Dlatego przeżyła.

"Jadę do Izraela jako wolontariuszka" - komunikuje rodzicom zaraz po maturze. Skończyła kurs pierwszej pomocy w agencji żydowskiej. Zna hebrajski. Nie protestują. Przez trzy miesiące jeździ w karetce pogotowia. Gdy jest na miejscu, wybucha Druga Intifada. - Nie bałam się. Chciałam pomagać. Może dlatego, że miałam 20 lat i wzniosłe ideały? Szukałam tożsamości. Jakiejś więzi z ludźmi, z krajem. Czułam, że Polska to nie wszystko. W Izraelu poczułam się Żydówką - mówi. Najbardziej w Aszkelonie, gdy ratowała kierowcę, ofiarę wypadku, który dusił się krwią. Ale też u kolegi na kolacji szabatowej w ortodoksyjnej dzielnicy, w której za jeżdżenie po zachodzie słońca samochodem lub rowerem można było narazić się na krzyk ortodoksów. Poszła na piechotę. Poczuła się związana z tym krajem, kiedy kolega, zaprosił ją nad wycieczkę wzdłuż Jordanu. Pojechali małą grupą. A potem spali w namiotach nad Jeziorem Tyberiadzkim. - Wakacje się skończyły. Po trzech miesiącach wróciłam do Polski - opowiada Józefina. - W Warszawie tworzyła się reformowana społeczność żydowska. Zaczęliśmy wspólnie obchodzić szabaty i inne święta judaizmu. Często odbywały się w naszym domu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje