Bycie kobietą upokarzające?

Chciała pracować w Holandii, chciała pracować przez "najlepszą agencję". Jako posiadaczka polskiego paszportu czuła się pracownikiem drugiej kategorii, jako kobieta przeklęła biologię, która co miesiąc kobietę osłabia.

Ma żal, pretensje i poczucie, że musi o tym powiedzieć innym. Choć pewnie, jak i ona wcześniej, inni nie uwierzą i będą chcieli zdobyć własne doświadczenia.

Reklama

5 minut i do roboty

Młoda elokwentna osoba, studiowała prawo, zna języki. Zdecydowała się jednak na emigrację zarobkową w charakterze pracownika fizycznego, dlaczego? Zuza opowiada o sobie, że jest ze Śląska, z małego miasteczka.

- Pochodzę z niezamożnej rodziny. W pewnym momencie nie zdołałam się utrzymać na studiach, musiałam je przerwać, zrobiłam to, co wydawało się najłatwiejsze - zdecydowałam się na pracę zagranicą, u renomowanego pracodawcy. Podjęłam pracę w połowie lutego, przepracowałam dwa tygodnie i dwa dni, później aż do końca mojej współpracy z pośrednikiem byłam bez pracy, czyli ok. dwa miesiące siedziałam na tzw. beshinkbaar, "robiąc koszty na mieszkaniu", czekając na zatrudnienie. Za mieszkanie musiałam później oczywiście zapłacić - mówi Zuzanna. Przyznaje również, że zdaje sobie sprawę z tego, co to jest "praca tymczasowa", jeśli aktualna się kończy, trzeba czekać, trafia się do różnych firm i tak dalej, w każdej chwili może tej pracy zabraknąć.

Zuzanna twierdzi, że na początku kwietnia została zwolniona z powodu jednego dnia choroby, nie była w stanie tego dnia pracować:

- Jeśli masz miesiączkę taką, że mdlejesz i zalewa cię krew przez dwa, trzy dni tak mocno, że się słaniasz z osłabienia, też byś nie pracowała. Pech chciał, że to było po długiej przerwie, od razu w pierwszy dzień nowej pracy - Zuza nie może o tym spokojnie mówić. - Nie poinformowano mnie o innej przyczynie zwolnienia, zostałam zwolniona o 6. rano, przez telefon - oburza się.

Park manager, czyli osoba odpowiedzialna za to, co się dzieje w miejscu zakwaterowania pracowników zapisał się w pamięci Zuzanny: - Kopał mi po drzwiach, by mnie obudzić, mówiąc - masz 5 minut i widzę cię na dole, jedziesz do pracy! - Powiedziałam, co się ze mną dzieje, chwilę później ponownie mi "pukał", wręczył telefon i kazał rozmawiać. Po drugiej stronie "planista", oznajmił mi, że nie uznaje mojej choroby, że kłamię, i "wy wszystkie macie ciągle okres, a co mnie to obchodzi". Usłyszałam, że albo jadę do roboty albo do domu, że skoro mam czas na makijaże, mam też czas na robotę, jeśli nie chcę robić, to mam wypier***.

Dowiedz się więcej na temat: firmy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje