Co kupują w sex-shopach?

Co mężczyźni kupują w sex-shopach i czy rzeczywiście tylko oni tam zaglądają? O klientach i ich upodobaniach opowiada ekspedientka katowickiego sex-shopu.

Sex-shopy, istniejące we wszystkich większych miastach przestały szokować, jak wszystko, co nie jest zakazane. Kto najczęściej kupuje w tych sklepach? Czy jesteśmy społeczeństwem pruderyjnym? O tych i innych sprawach rozmawiamy ze sprzedawczynią w katowickim sex-shopie, która zaraz na początku zastrzegła sobie anonimowość.

Reklama

- Czy pani chłopak wie, że jest pani ekspedientką w sex-shopie?

- Oczywiście, nie widzę powodów, żebym miała się wstydzić miejsca, w którym pracuję. Miejsce jak każde inne. Skończyłam szkołę handlową i miałam spore kłopoty ze znalezieniem pracy. Lepsze miejsca w handlu są dawno obstawione. O tym, że poszukują sprzedawczyni w sex-shopie dowiedziałam się od znajomych.

- Co najlepiej "idzie"?

- Prezerwatywy. Lęk przed AIDS robi swoje. Na przykład przed studniówkami w klasach licealnych mieliśmy spory ruch. Mamy spory wybór "gumek". Niektóre są bardzo wyszukane w kolorach i kształtach. Zauważyłam, że młodzież nie krępuje się z ich nabywaniem. Zdarza się, że prezerwatywy kupują dziewczyny. Jest to dla mnie sygnał, iż wybierają się na rozbierane randki i chcą mieć zabezpieczenie.

- "Świerszczyki" mają mniejsze wzięcie?

- Tego bym nie powiedziała. Kupują je zupełnie inni ludzie. Przede wszystkim panowie i to raczej będący w starszym wieku. To oni potrzebują podniet.

- Chce pani powiedzieć, że większość klientów w pani sklepie to mężczyźni?

- Tego bym nie powiedziała. Jeśli taka przewaga istnieje to jest ona minimalna. Na przykład przed popularnymi imieninami odwiedza nas sporo pań i to w różnym wieku. Kupują ekscytujące prezenty swoim mężczyznom: "Świerszczyki", poradniki miłosne, kasety z filmami erotycznymi i inne gadżety.

- Jaki był najbardziej niezwykły klient?

- Przyszedł do sklepu chyba dwa tygodnie temu. Był to elegancki pan grubo po siedemdziesiątce. Przyszedł nabyć "lalkę", no, wie pan, co mam na myśli. Potocznie, pomiędzy sobą takie "lale" nazywamy "marynarskimi kochankami". Bardzo długo oglądał i nie mógł się zdecydować. Ja nie wiele mogłam mu pomóc, przecież nigdy nie byłam mężczyzną. Nawet się rozgadał. Przed rokiem został wdowcem. Powiedział, że do dzisiaj nie przyzwyczaił się do samotnego sypiania w łóżku.

- I w końcu sprzedała mu pani tę "lalkę"?

- Wybrał taką piersiastą blondynę. Wie pan taka "lalka" to same zalety: nie kłóci się, nie zdradza, nie wydaje pieniędzy na ciuchy i kosmetyki.

- Niestety, nie potrafi gotować.

- Tak, to jej jedyna wada.

Dowiedz się więcej na temat: ekspedientka | sex

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje