Co zmieni konwencja antyprzemocowa?

Każdego roku 700 tys. Polek pada ofiarą przemocy. Czy konwencja antyprzemocowa, na której ratyfikację w ubiegłym tygodniu zgodził się Sejm, będzie w stanie skutecznie je chronić?

Problem, którego nie ma?

- Po co Polsce ta ustawa?  W Polsce kobieta szanowana jest bardziej niż w innych krajach europejskich - mówił w ubiegłym roku bp Kazimierz Ryczan - W kraju jest wiele ważniejszych społecznych spraw do uporządkowania.

Reklama

Rzeczywiście, jeśli chodzi o walkę z przemocą wobec kobiet, reszta Europy mogłaby się od nas uczyć. Tak przynajmniej wynika ze statystyk.

Według raportu przygotowanego przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej, Polki najrzadziej spośród obywatelek Unii padają ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej. U nas takie doświadczenia deklarowało 19% badanych, podczas gdy w Danii wskaźnik ten wynosił 52%, w Szwecji 46%, a we Francji 44%. Dodatkowo Polki częściej niż obywatelki większości innych krajów Unii, zgłaszają przypadki przemocy do organów ścigania (u nas wskaźnik wynosi 26%, unijna średnia to 14%).

Jednak im uważniej przyglądamy się zawartym w raporcie liczbom, tym mniej mamy powodów do dumy. 19% to może najmniej w Unii, ale to nadal niemal co piąta badana. W innych częściach raportu czytamy też, że Polki nie wiedzą, gdzie szukać pomocy, a prawie połowa kobiet w Polsce przyznaje się do unikania pewnych miejsc i sytuacji z obawy o swoje bezpieczeństwo.

 - Polska wypada "dobrze" w statystykach, bo nasza wiedza i świadomość w kwestii przemocy jest niższa niż np. w krajach skandynawskich.  Polki często nie rozpoznają przemocy, albo boją się przyznać do bycia jej ofiarą, nawet kiedy pytamy je o to w anonimowym badaniu - mówi Urszula Nowakowska, dyrektorka fundacji Centrum Praw Kobiet.

- To zaś, że Polki często zgłaszają się na policję moim zdaniem wynika, w dużym stopniu z faktu, że kobiety w naszym kraju często reagują i szukają pomocy dopiero wówczas gdy przemoc ma drastyczny charakter. Wtedy policja jest naturalnym miejscem, do którego się kierują. Dodatkowo Polki, często nie znają innych instytucji, w których mogłyby uzyskać pomoc.  - tłumaczy Nowakowska.

U nas wszystko dobrze

- Polskie prawo w sposób wystarczający reguluje problem walki z przemocą wobec kobiet - mówił podczas  dyskusji nad ratyfikacją konwencji poseł Jan Bury. Opinia, wyrażona przez  przewodniczącego klubu PSL, to jeden najczęstszych zarzutów rzucanych pod adresem konwencji przez jej krytyków.  Jednak, jak tłumaczy Urszula Nowakowska, Polsce ciągle dużo brakuje do spełnienia standardów, o których mówi ten dokument.

- Nie uważam, żeby konwencja powiela już funkcjonujące rozwiązania. W Polsce  brakuje spójnej ogólnopolskiej strategii i kompleksowych rozwiązań instytucjonalnych,  które zapewniałyby  szybką i skuteczną pomoc dla kobiet doświadczających różnych form przemocy. - mówi Nowakowska.   Wiele mamy do zrobienia w tym zakresie. 

Krzyki za ścianą

Historia jakich wiele: Sąsiad słyszy krzyki zza ściany i nie reaguje. Nie robi tego,  bo nie musi -  polskie prawo nie narzuca na świadków przemocy domowej obowiązku jej zgłaszania. Często też  nie chce, bo w naszym społeczeństwie wciąż  żywe jest przekonanie, że każda rodzina najlepiej wie, jak rozwiązać swoje problemy, a obcym nic do tego, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Oraz, że być może kobieta sama jest sobie winna, bo skoro mąż bije, to pewnie miał powód.

W takich właśnie stereotypach konwencja upatruje źródeł przemocy wobec kobiet. Twórcy dokumentu twierdzą, że istnieje związek pomiędzy nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn, dyskryminacją ze względu na płeć oraz niesprawiedliwym podziałem obowiązków zawodowych i domowych, a przemocą wobec kobiet.

Choć poziom świadomości i wiedzy Polaków na temat przemocy stopniowo wzrasta, ta zmiana dokonuje się bardzo powoli. Organy państwowe niewiele robią, aby ją przyspieszyć. Obowiązek edukacji antyprzemocowej wzięły na siebie organizacje kobiece. Po wejściu w życie konwencji powinno się to zmienić.

"Strony prowadzą regularne kampanie i programy na rzecz podnoszenia świadomości. (...). Celem tych kampanii jest zwiększenie świadomości oraz zrozumienie różnych przejawów przemocy" - czytamy w konwencji. Dalej mowa jest również o programach edukacyjnych "dotyczących równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom, wzajemnego szacunku, rozwiązywania konfliktów w relacjach międzyludzkich bez użycia przemocy (...)", które państwa mogą wprowadzić. W tych programach powinno też znaleźć się miejsce na zachęcanie świadków przemocy do reagowania na tego rodzaju akty, przez np. zgłaszanie ich do odpowiednich organów. Tak by sąsiad, gdy słyszy krzyki, zadzwonił na policję, a nie tylko pogłośnił telewizor.

Przemoc - tylko do 18

Dziś, nie mogąc liczyć na interwencję czy pomoc sąsiada, ofiara często musi sama szukać pomocy. Jednak jak wynika z badań Agencji Praw Podstawowych, nie zawsze wie, gdzie i do kogo może się o nią zwrócić. 26% Polek, biorących udział w badaniu, nie potrafiło wskazać żadnej organizacji pomagającej kobietom.

Jednak sama wiedza o tym, gdzie szukać pomocy, nie daje jeszcze gwarancji jej uzyskania. W Polsce nie ma bezpłatnego, całodobowego i całotygodniowego pogotowia telefonicznego dla kobiet ofiar przemocy. Telefon Centrum Praw Kobiet, jest całodobowy, ale płatny i posiada tylko jedno stanowisko, obsługiwane przez wolontariusza. Konsultanci najpopularniejszej w Polsce infolinii dla poszkodowanych - Niebieskiej Linii  - chętnie pomogą, ale tylko do 18 (w weekendy do 16).  Po tej godzinie już nikt nie odbierze telefonu.

Zgodnie z zaleceniami konwencji, takie bezpłatne pogotowie telefoniczne, powinno funkcjonować całą dobę, siedem dni w tygodniu. Jego utworzenie to tylko pierwsze ogniwo długiego łańcucha instytucji i organizacji, które mają pomagać poszkodowanym. - Konwencja mówi o klarownym systemie organów wspierających ofiary przemocy,  o systemie fachowego poradnictwa i specjalistycznych placówek - mówi Urszula Nowakowska -  W Polsce w tej kwestii mamy szczególnie dużo do zrobienia, również jeśli chodzi o finansowanie organizacji wspierających pokrzywdzone kobiety i dzieci. Brak stabilności finansowej prowadzonych przez nie działań sprzyja wtórnej wiktymizacji pokrzywdzonych kobiet.  To one, a nie urzędnicy decydujący o rozdziale publicznych środków, powinny mieć prawo wyboru  instytucji, z pomocy której chcą skorzystać. 

System pomocy  powinien obejmować pomoc medyczną, socjalną, psychologiczną (również dla dzieci, będących świadkami przemocy) i prawną (bezpłatną i udzielaną w prostym, zrozumiałym dla laika języku). Pomoc ta nie powinna kończyć się wraz z opuszczeniem schroniska. Konwencja przewiduje także pomoc finansową oraz wsparcie w uzyskaniu zatrudnienia  w powrocie do samodzielnego niezależnego życia.

Proszę nie bić żony

Przez całą dobę można dzwonić na policję. Choć przyjazd i interwencja funkcjonariuszy nie zawsze oznacza koniec problemu. W praktyce interwencja policji często kończy się na rozmowie i  udzieleniu pouczenia sprawcy przemocy.

Dzieje się tak nie ze złej woli, ale z braku narzędzi, które umożliwiłyby natychmiastowe oddzielenie ofiary od sprawcy przemocy.  Bo choć polskie prawo przewiduje takie środki ochrony jak zakaz zbliżania, zatrzymanie procesowe czy nakaz opuszczenia lokalu, żadnego z nich nie można nazwać środkiem "szybkiego reagowania".

 Policja co prawda może bijącego zatrzymać na 48 godzin, ale po tym czasie (o ile w tym czasie nie zapadnie decyzja o tymczasowym areszcie lub nakazie opuszczenia lokalu) wróci on do domu i być może sytuacja się powtórzy.

- Kraje, które ratyfikują konwencję, mają obowiązek nadać policji większe uprawnienia. Chodzi o  wydawanie  nakazu opuszczenia domu przez sprawcę oraz zakazu zbliżenia się i kontaktowania z ofiarą - mówi Nowakowska. - To duża zmiana, która zapewnia również natychmiastową ochronę. To nie  kobieta powinna  szukać schronienia, ale to policja zapewnić jej ochronę.

Dziś często nawet decyzja o tymczasowym aresztowaniu sprawcy przemocy, nie jest dla ofiary gwarancją końca koszmaru. Bo nigdy do końca nie wiadomo, kiedy aresztowany wróci do domu.

- To prawda. W sprawie jednej z naszych klientek sprawca przemocy trafił do aresztu, ale  sąd po jakimś czasie areszt uchylił nakazując mężczyźnie opuszczenie domu - przytacza przykład Nowakowska. - On ten zakaz łamie, wraca do domu, bije żonę tak, że kobieta trafia do szpitala i dalej jest  na wolności. Na Zachodzie takie postępowanie zostałoby uznane za kolejne przestępstwo i sprawca natychmiast byłby  zatrzymany.

Dziś kobiet często nie ostrzega się o tym, że ich oprawca wychodzi na przepustkę, zwolnienie warunkowe, czy po prostu uciekł z więzienia. W skrajnych przypadkach kończy się to morderstwem.  Konwencja taki obowiązek na organy państwowe nakłada.

Kochanie, odwołaj

700 tys.* Polek rocznie pada ofiarą przemocy domowej. Jednak spraw o przemoc domową w ubiegłym roku było tylko 61 tys. Wyrokiem skazującym zakończyło się 12 tys. W Polsce trudno skazać za przemoc domową. Tym bardziej, że kodeks karny takiego pojęcia nie zna.

O przemocy domowej mowa jest tylko w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Kodeks karny zna pojęcie znęcania (Art. 207), na mocy którego ofiary przemocy próbują często dochodzić swoich praw. Jak pokazują przytoczone wyżej liczby - często nieskutecznie.

 - Sprawy związane z przemocą nie nadają się do ścigania z oskarżenia prywatnego. Takie rozwiązanie to wytrych organów ścigania zastosowany, by pozbyć się pewnych spraw - mówi Małgorzata Fuszara podczas ubiegłorocznego Trybunału ds. Przemocy zorganizowanego przez Centrum Praw Kobiet. - Takie zapisy to przykład działania przeciw ofiarom i na korzyść sprawców. Doprowadzamy do sytuacji, w której sprawca śmieje się z ofiary.

W praktyce kobiety często odwołują zeznania. Bo sprawca przeprosił, bo obiecał poprawę, albo znowu przestraszył. To zaś zwykle prowadzi do umorzenia sprawy. W myśl konwencji, akty przemocy wobec kobiet powinny być ścigane z urzędu, a nie tylko na wniosek ofiary. Powinno też zmniejszyć się obciążenie psychiczne, którego kobiety doświadczają podczas dochodzenia i procesu. Zgodnie z dokumentem ofiarom powinno się zapewnić ochronę tożsamości oraz ograniczyć jej kontakt ze sprawcą np. poprzez umożliwienie składania zeznań w trybie zaocznym.

Urszula Nowakowska zwraca również uwagę na jeszcze jedna zmianę, która może dokonać się za sprawą konwencji.  - Dokument wymaga od nas zapisów, których nie tylko w Polsce nie ma, ale o których wprowadzeniu nawet się nie dyskutuje, czyli  zmiany definicji przestępstwa zgwałcenia. W tej chwili, aby czyn został uznany za gwałt, musi towarzyszyć mu przemoc, groźba bezprawna lub podstęp. Nie wystarczy jedynie, tak jak jest to ujęte w konwencji, brak zgody ze strony kobiety - mówi szefowa Centrum Praw Kobiet. -  Takie zapisy sprawiają, że ciężar dowodu  przerzucany jest po części na oskarżonego. W Wielkiej Brytanii, po wprowadzeniu w życie konwencji, prawo wymaga aby oskarżony wykazał, że kobieta wyraziła zgodę na współżycie. W Polsce to kobieta musi wykazać, że gwałciciel stosował przemoc lub groźbę, a ona się broniła, a sprawcy  tłumaczą się  wymówkami w rodzaju: Ona mówiła, że nie, ale myślała że tak.

Konwencja czyni cuda?

Naiwnością byłoby jednak myślenie o konwencji jako o cudownym dokumencie, którego ratyfikacja sprawi, że przemoc wobec kobiet zniknie z polskich domów. Zniknie tylko, jeśli polskie organy i instytucje będą chciały z nich skorzystać. Jeśli tej woli zabraknie, nikt nie będzie w stanie ich do tego zmusić. Konwencja co prawda mówi o organizmie monitorującym (tzw. GREVIO), do którego kraje ratyfikujące konwencje mają składać raporty, ukazujące wyniki walki z przemocą. Jednak jest to organ właściwie pozbawiony narzędzi do dyscyplinowania.

- GREVIO to ciało złożone z ekspertów  krajów  stron konwencji , które ma za zadanie  monitorowanie wdrażania  konwencji przez poszczególne kraje. Jednak to jest stosunkowo słaby mechanizm- mówi Nowakowska.

To, że konwencja cudów nie czyni, pokazuje przykład Turcji, która jako pierwsza ratyfikowała ten dokument. Kobiety mieszkające w tym kraju deklarują, że po wprowadzeniu konwencji w życie ich sytuacja nadal wygląda dramatycznie. Z badań zleconych przez urząd premiera Turcji wynika, że 39% kobiet przyznaje, że są regularnie doświadczają przemocy fizycznej i seksualnej ze strony swoich mężów.

Urszula Nowakowska podkreśla jednak, że błędem byłoby uznawanie tego dokumentu za nieprzydatny czy bezsilny.   - Nie ulega wątpliwości , że jest to  ważny dokument, choćby dlatego, że wskazuje standardy i kierunki, w których kraje powinny dążyć.   Działają na rzecz skuteczniejszych mechanizmów prawnych i instytucjonalnych chroniących kobiet przed przemocą możemy się do nich odwoływać. Wiele jednak  zależy od woli politycznej rządzących . Są kraje, które stosują się do zapisów konwencji i zmieniają swoje prawodawstwo, ale są też takie które je ignorują - mówi dyrektorka Centrum Praw Kobiet -. 

Czekając na awanturę

Uchwalenie ustawy, zezwalającej prezydentowi na ratyfikację Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zajęło posłom dwa lata. Jednak ta decyzja nie oznacza, że konwencja wejdzie w życie. Teraz trafi do senatu, a dopiero potem do prezydenta. Można się spodziewać, że każdemu z tych etapów, będą towarzyszyły dyskusje podobne tej, która przetoczyła się przez sejm w ubiegłym tygodniu. Warto jednak przy kolejnej debacie pamiętać nie tylko o gender, ideologii i polskiej rodzinie, ale o tym, czego rzeczywiście dotyczy konwencja  - o ofiarach przemocy i ich ochronie.

 

* Wg Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości. Inne źródła podają, że liczba ta może sięgać nawet 950 tys.

Telefon Interwencyjny Centrum Praw Kobiet:  600-070-717

Poradnia Telefoniczna Niebieskiej Linii:  22 668-70-00


Aleksandra Suława

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL