Czy musimy cierpieć z miłości?

Nie ma miłości bez cierpienia - ta prosta, być może dla wielu bolesna, ale jakże bliska życiu prawda towarzyszy ludziom od zarania.

I nie jest wcale prawdą, że cierpią tylko najbardziej wrażliwi, najbardziej zakochani czy też zakochani nieszczęśliwie...

Reklama

Z listów, jakie otrzymuję, wyłania się obraz współcześnie cierpiących kobiet i mężczyzn. Ludzi, którzy próbują w cierpieniu znaleźć lekarstwo na odrzucenie, którzy nie mogą porozumieć się z tymi, których kochają. Nie potrafią? Dlaczego?

Monika napisała: "Mam 30 lat. Jestem mężatką z 5-letnim stażem. Od kilku miesięcy mój mąż nie chce ze mną współżyć. Ma pretensje o byle co, przeszkadza mu prawie wszystko (...). Wybrałam przed laty właśnie jego: przystojnego, wykształconego, miłego... Czy się pomyliłam? Dlaczego teraz płaczę? (...) Jestem bezradna, nie mam siły już nawet na rozmowę z nim, bo po kilku podejściach zraził mnie do tego skutecznie (...) Nie wiem, czy ma kogoś innego, nie mam czasu tego sprawdzać. Z mojej strony nie zaszło nic takiego, żeby miał się ode mnie odwrócić (...).Wiem, że ja będę cierpieć i czekać na niego, bo po prostu go kocham! Czy wszyscy, którzy kochają, muszą tak cierpieć?".

W wyznaniach i pytaniach Moniki nie ma wielu wyjaśnień, które pomogłyby w ustaleniu faktycznego stanu jej związku. Można się domyślać, że coś zaszło w życiu jej męża. Coś takiego, co powoduje, że ucieka on od kobiety, którą pięć lat wcześniej poślubił, której na pewno mówił, że ją kocha, a której teraz boi się powiedzieć jakiejś swojej prawdy...

W wyznaniach Moniki jest jednak inny, powtarzający się także w innych listach wątek: cierpienia mimo wszystko. Czy trzeba aż tak cierpieć? Czy nie lepiej mimo wszystko próbować wyjaśniać, przekonywać, walczyć? Gdzie kończy się miłość, a zaczyna jednostronna walka z wiatrakami?

Z listów od mężczyzn wybrałam również bardzo charakterystyczne wyznania B.T. z Krakowa: " (...) Piszę, bo jestem bezradny jak zwierzę na pustyni. Od tygodni codziennie zasypiam w samotności, odwrócony plecami od kogoś, z kim przez ostatnie 9 lat byłem po prostu, po ludzku, szczęśliwy. To już nie jest jakaś chwilowa słabość, niedyspozycja czy coś takiego. Ona przestała mnie potrzebować i już! A mnie się chce zęby w ścianę wbijać z bezsilności (...) Rozmawiamy, bo tego wymaga codzienność: dzieci, zakupy, praca. Czasem nawet o tym też, ale jak przychodzi wieczór, jak próbuję, słyszę tylko: "nie teraz", "jestem zmęczona"; albo "daj spokój"; (...) Kamień by pękł! (...)".

Można zapytać - nie tylko Moniki i B.T. - czy człowieka stać na takie cierpienia? Można, ale natychmiast pojawia się wątpliwość: czy można mieć do kogoś pretensje o to, że kogoś kocha? Takich pytań i wątpliwości jest mnóstwo i trudno się dziwić, że nie wszyscy potrafią sobie z nimi poradzić.

Niestety, prawda to brutalna, ale bardzo bliska naszemu życiu: jeżeli naprawdę kochamy, musimy liczyć się z koniecznością cierpienia. Będzie ono jednak tym mniejsze, im lepiej potrafimy porozumieć się z ukochaną osobą: jak przekażemy jej nasze myśli, jak odczytamy jej słowa, jak znajdziemy wzajemne zrozumienie czy wreszcie, jak sobie wzajemnie zaufamy...

Ola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje