Czy on jest sknerą?

Problem, z którym postanowiłam się do was zwrócić jest dosyć błahy, ale nie umiem uporać się z nim sama, a im dłużej ta sytuacja trwa, tym bardziej jest mi przykro. W dodatku, nauczono mnie, że na ten temat nie wypada rozmawiać. A ja muszę się komuś wygadać.

Jestem z Pawłem od ponad roku. Oboje pracujemy, zarabiamy całkiem nieźle, każde z nas utrzymuje się samodzielnie. Jeżeli chodzi o znajomych, mój chłopak ma tak zwany gest, momentami nawet nieco przesadny. Ale w końcu to jego sprawa jak i na co wydaje zarobione pieniądze.

Reklama

Frajda dawania

Rok to taki okres czasu, w którym na jedną osobę przypadają jedne urodziny, jedne imieniny i jedno Boże Narodzenie. Jest też trzysta sześćdziesiąt parę innych dni. Do tej pory, żyłam w przeświadczeniu, że jeśli ktoś jest dla mnie bliski, raz na jakiś czas miło jest sprawić mu frajdę drobnym prezentem czy upominkiem. I nie ma większego znaczenia, z okazji czy bez. Okazało się, że mój ukochany, zupełnie tego poglądu nie podziela.

Przecież liczą się intencje!

"Wszystkiego najlepszego kochanie, musisz mi wybaczyć, ale prezent, który zamówiłem jeszcze nie przyszedł" - usłyszałam w dniu swoich urodzin. To było mniej więcej pół roku temu. Gdyby ktoś miał wątpliwości, dodam, że jeszcze niestety nie dotarł. Zbagatelizowałam to, bo przecież to tylko głupi prezent, a wiadomo jak faceci zwracają uwagę na takie rzeczy.

Wprawdzie ja bym tak nie umiała, a obmyślanie co mu dać w dniu jego święta zaczynałam z miesięcznym wyprzedzeniem, ale to był tylko i wyłącznie mój wybór. Potem jednak był szereg okazji milcząco zignorowanych przez mojego chłopaka. Albo co najwyżej kwitowanych komentarzem w rodzaju - "No chyba nie spodziewałaś się, że coś ci kupię? Przecież mnie znasz."

Nie zasłużyłam?

Trudno domagać się, żeby ktoś ci coś dał, jeśli najwyraźniej nie ma na to ochoty, więc po prostu też milczałam. Przecież nie o to chodzi w związku. Jemu taki stan rzeczy najwyraźniej bardzo odpowiadał. Zabolało, kiedy w centrum handlowym mijając wystawę sklepu z zabawkami usłyszałam ni stąd ni zowąd - "O, takiego samego misia kupiłem kiedyś mojej byłej, świetne mają te maskotki." A potem sukcesywnie dowiadywałam się o kolejnych prezentach, jakie otrzymywała jego eks dziewczyna. Kiedy odważyłam się powiedzieć, że pokazały się pierwsze wiosenne tulipany, usłyszałam tonem pełnym niezadowolenia - "Oszalałaś? Kosztują pięć złotych, zdzierstwo." I na tym temat się urwał.

Smutek bez powodu?

Taka sytuacja trwa nadal, nie wiem dlaczego on tak postępuje i co chce w ten sposób osiągnąć. Co z tego, że sama mogę sobie kupić pudełko ulubionych czekoladek, skoro zupełnie nie o to chodzi. Wiem, że ktoś może pomyśleć, że jestem materialistką, ale to nie tak. Oczywiście, że nie daję nigdy prezentu, licząc na coś w zamian. Ale czasem po prostu, miło kiedy ktoś o kogo bardzo dbasz, okaże ci chociaż odrobinę tego samego.

Przesadzam czy też może faktycznie coś tu jest nie do końca w porządku?

Joanna

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje