Czym jest mobbing i jak się przed nim bronić?

Często skarżymy się na złe traktowanie w pracy. Jednak mamy kłopot z określeniem, na jakie zachowania nie powinniśmy się godzić. Trzy kobiety opowiadają o swoich doświadczeniach, a eksperci o mechanizmach tego zjawiska.

Zazwyczaj molestowanie dzieli się na trzy etapy. Pierwszy zaczyna się niewinnie. Szef sprawia dobre wrażenie, więc zaczynamy mu ufać. Dajemy z siebie wszystko, by sprostać jego wymaganiom. Na kolejnym etapie pojawia się konflikt. I choć próbujemy go zażegnać, napięcie nie opada. Nasilają się wymówki, jawne okazywanie niezadowolenia. Wreszcie krzyki lub różnego rodzaju "kary". Zanim zrozumiemy, że uczestniczymy w toksycznej grze, spadnie nam samoocena, pojawią się lęki. Psychologowie ostrzegają, że nie warto czekać. Lepiej reagować od razu.

Zakrywanie takich nóg to przecież grzech!

Reklama

Sylwia, 38 lat, asystentka

Wydawało mi się, że ta praca to dar od losu - opowiada Sylwia, atrakcyjna wysoka brunetka. Dobrze płatną posadę asystentki dostała już po pierwszym spotkaniu z przyszłym szefem. Zapewniał, że jej obowiązki nie ograniczą się do prowadzenia sekretariatu. Miała brać udział w negocjacjach handlowych, a kiedy już zdobędzie doświadczenie, stać się jego prawą ręką. - Wprawdzie dochodziły mnie słuchy, że poprzednia sekretarka rozstała się z firmą w niemiłych okolicznościach, ale nie dociekałam szczegółów - opowiada Sylwia. - Byłam szczęśliwa, że mi się udało. Wcześniej dwa lata byłam bezrobotna i zajmowałam się domem. Finansowo było nam bardzo ciężko. Na początku nie miała zastrzeżeń. Prezes był serdeczny, zadania niezbyt absorbujące. Ale szybko w jego towarzystwie zaczęła czuć się nieswojo. Sypał komplementami, mówił, że podobają mu się jej kręcone włosy, że ma piękne oczy i świetną figurę. Żartował: "Chyba zakażę pani noszenia spodni. Zakrywanie takich nóg to grzech!".

Przed Wielkanocą zaprosił cały zespół na drinka. Po spotkaniu zaproponował, że odwiezie Sylwię do domu taksówką. - Byłam zaszokowana, kiedy w aucie położył mi rękę na udzie, ale pomyślałam, że stracił kontrolę, bo był pijany. Od tamtego wieczoru prezes zrobił się natarczywy. Wykorzystuje każdy pretekst, żeby dotknąć Sylwii albo dać jej do zrozumienia, że chciałby spotkać się z nią sam na sam. - Udaję, że tego nie słyszę, lecz to go nie zniechęca. Na wyjeździe integracyjnym wysyłał mi niedwuznaczne SMS-y, wreszcie zapukał do mojego pokoju o północy.

Kiedy nie otworzyłam, strasznie się rozzłościł. Rano usłyszałam, że jak mi się nie podoba w firmie, nie będzie mnie zatrzymywał siłą. Próbowałam wyjaśnić, że wolałabym, by nasze stosunki pozostały czysto zawodowe, ale obraził się. Niedługo jedziemy razem służbowo do Gdańska. Już się zastanawiam, jak zareagować, jeśli będzie natrętny. Powinnam odejść, ale nie mam żadnych widoków na nowe zajęcie. Boję się powiedzieć mężowi, co się dzieje, a skarżenie się współpracownikom nie ma przecież sensu!

Taka już męska natura

Badania jasno pokazują, że brak reakcji na niepożądane zaloty nie rozwiązuje problemu. W takiej sytuacji druga strona robi się coraz bardziej nachalna. Lepiej natychmiast wyrazić swój sprzeciw. Oświadczyć spokojnie, że nie dajemy przyzwolenia na wulgarne komentarze i przytulanie. Że takie zachowanie nas obraża. Czemu większość z nas bagatelizuje problem?

Nie tylko dlatego, że boimy się o posadę. Kobiety przyznają, że nie są pewne, gdzie przebiega granica między molestowaniem a "niewinnymi" żartami. Co z tego, że przełożony zagląda nam w dekolt? Czy nie powinnyśmy być raczej dumne, że wzbudzamy zainteresowanie? Przecież mężczyźni zawsze podrywali, bo taka jest ich natura. Kodeks pracy definiuje jednak tę kwestię jasno. Molestowanie to każde nieakceptowane zachowanie, które narusza czyjąś godność, upokarza lub zastrasza. Niedopuszczalne są więc nie tylko pieszczoty i dotykanie, lecz także niestosowne uwagi na temat wieku i wyglądu oraz gesty i słowa o charakterze seksualnym.

Nawet nazywanie kogoś "słoneczkiem" może być za nie uznane. Molestować może także kobieta, jeśli na przykład radzi pracownicy, by poszła do klienta w minispódniczce. W polskich sądowych statystykach spraw o molestowanie jest bardzo mało w stosunku do rzeczywistej skali zjawiska. Także dlatego, że upokarzana kobieta musi powiedzieć wprost, że go sobie nie życzy. Milczenie w świetle prawa bywa równoznaczne z akceptacją niechcianych awansów. Ilekroć więc znajdziemy się w takiej przykrej sytuacji, powiedzmy głośno i wyraźnie, że absolutnie się na nią nie godzimy.

Jedyne, co mogę, to zejść szefowej z oczu

Lidia, 43 lata, kelnerka

Od tygodnia jestem na zwolnieniu lekarskim - opowiada Lidia. Ma nerwowe ruchy, co chwila sięga po papierosa. - Uprosiłam lekarkę, żeby wypisała mi L-4, bo muszę trochę odetchnąć. Szefowa doprowadziła mnie do ciężkiej nerwicy. Nie ma dnia, żebym nie słyszała, jaki ze mnie leń, matoł i nieudacznik. To, że jeszcze pracuję, zawdzięczam podobno jej dobremu sercu. Po cichu szukam innej posady. Lidia jest kelnerką w bardzo drogiej, eleganckiej restauracji. W teorii zajmuje się gośćmi, przyjmuje zamówienia i podaje do stołu, w praktyce robi wszystko. Ostatnio głównie rozlicza dostawy i porządkuje zaplecze, bo szefowa wypaliła jej prosto w oczy, że jest za stara, by pokazywać się klientom. I dodała: "Proszę coś zrobić z włosami, bo straszy pani ludzi". Lidia nie jest jedyna. Cały personel chodzi na paluszkach i przemyka pod ścianami, ponieważ szefową łatwo rozdrażnić.

- Wiemy, co wprowadza ją w zły humor, więc uprzedzamy jej życzenia. Niedawno zobaczyła, jak jedna z nas jadła zupę po sześciu godzinach harówki. Zrobiła jej karczemną awanturę, więc ta dziewczyna odeszła. Ale ona jest młodziutka i pomagają jej rodzice - wzdycha Lidia. Sama boi się postawić. Ciągle słyszy, że na jej miejsce jest kolejka chętnych. Wie, że to prawda. Gdy słyszy krzyki i obelgi pod swoim adresem, przełyka łzy i schodzi rozzłoszczonej kobiecie z oczu. Kilka razy pracownicy próbowali poskarżyć się na szefową u właścicieli restauracji. Bez rezultatu. Szefowa jest ich kuzynką, a lokal zbiera doskonałe recenzje i przynosi zyski. W ich mniemaniu nie ma więc potrzeby niczego zmieniać.

Wygodny kozioł ofiarny

Co piąty Polak narzeka na złe traktowanie w pracy. W sieci pełno jest informacji i doniesień o mobbingu, zarówno w dużych państwowych molochach, jak i małych, rodzinnych spółkach. Przybiera on różne oblicza. Może polegać na cichym wbijaniu szpil i na publicznym wyśmiewaniu. Na obciążaniu nadmierną ilością obowiązków i równoczesnej fatalnej organizacji, która uniemożliwia ich wykonywanie. Prawo definiuje mobbing jako działania i zachowania skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym nękaniu lub zastraszaniu.

Celem osoby mobbingującej jest obniżenie samooceny ofiary, zakwestionowanie jej przydatności zawodowej. Celowo wywołuje się u niej lęk i nieadekwatne poczucie winy. Czasem chodzi o ośmieszenie i poniżenie w oczach zespołu, a czasem o izolację, całkowite wyeliminowanie. Cechą charakterystyczną terroru psychicznego jest jego długotrwałość i częstotliwość. Jeśli chcemy je zgłosić i dochodzić zadośćuczynienia, musimy wykazać, że trwało minimum kilka miesięcy i nie było jednorazowym incydentem. Przyczyn tego zjawiska jest bardzo wiele, m.in. brak jasnych kryteriów oceny pracownika oraz mechanizmów kontroli, wysokie bezrobocie, nacisk na wydajność przy jednoczesnym cięciu kosztów, a także sztywna, hierarchiczna struktura. Molestowanie może czasem kwitnąć bez przeszkód, ponieważ bywa wygodne dla całej grupy, nie tylko dla samego dręczyciela.

Obecność kozła ofiarnego jest na rękę pozostałym pracownikom, bo to na nim skupiają się wszelkie negatywne emocje. Gdy przełożeni rozładowują na jednym człowieku całą frustrację i złość, są dla równowagi bardziej znośni dla reszty. W niektórych sytuacjach mobbing jest również rodzajem wzajemnego uzależnienia prześladowcy i ofiary. Wytwarza się między nimi wtedy bardzo silna więź. Można rzec, że niejako szukają się wzajemnie i uzupełniają. Takie patologiczne układy mogą trwać latami, a ich przerwanie jest bolesne dla obu stron.

Kierownik robi wszystko, by utrudnić mi pracę

Cieszyłam się, kiedy do naszego działu przyszedł nowy szef. Piotr miał opinię świetnego profesjonalisty, wymagającego, lecz sprawiedliwego fachowca - zaczyna opowieść Magdalena. - Koledzy trochę się go obawiali, bo w poprzedniej firmie rządził twardą ręką, ale przekonywałam ich, że warto mu zaufać. Niestety, czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Na samym początku kierownik zaprosił ją do gabinetu, zaproponował przejście na "ty" i szczegółowo wyjaśnił, jakie ma plany. Wydał jej się sympatyczny, konkretny, szczerze zainteresowany współpracą.

- Na pożegnanie wspomniał, że jest pod wrażeniem mojego doświadczenia i rozlicznych uprawnień. Wzięłam jego słowa za dobrą monetę. Tymczasem ta rozmowa okazała się jedynym przyjaznym gestem z jego strony. Najpierw wydawało mi się, że po prostu za mną nie przepada. Zwracał się do mnie wyłącznie w sprawach służbowych, rzadko się uśmiechał. Nawet parząc kawę w kuchni, odwracał się plecami. Trudno, myślałam sobie, przecież nie musimy się kochać, żeby razem pracować. Wystarczy odrobina dobrej woli z obu stron. Wkrótce jednak sprawy zaczęły się komplikować. Piotr obarczał ją zadaniami, które trudno było wykonać. - Nie dlatego że mnie przerastały - tłumaczy Magdalena.

- Po prostu dostawałam nierealistyczne terminy i sprzeczne polecenia. W ciągu jednego dnia kazał mi sprawdzać tony faktur, a jednocześnie sporządzać pilny raport. Wciąż natykałam się na dowody jego złośliwości. Dostawał na przykład e-mail z urzędu skarbowego, na który trzeba było odpowiedzieć w ciągu tygodnia, a informował mnie o tym dopiero na dzień przed upływem terminu. Ponieważ wymagało to przekopywania ksiąg rachunkowych, w biurze siedziałam do późnej nocy. Pomijał mnie w służbowej korespondencji, więc szybko nauczyłam się, że muszę dopytywać o różne rzeczy kolegów, by nie zostać niemile zaskoczona. Odnosiłam wrażenie, że Piotr usiłuje cały czas przyłapać mnie na błędach, wytknąć nieścisłość lub niekompetencję. Na zebraniach pytał mnie o mało znane przepisy, a gdy okazywało się, że nie umiem natychmiast odpowiedzieć, unosił brwi do góry i uśmiechał się z triumfem. W grudniu wystawił mi złą ocenę roczną i zabrał premię. Wtedy nie wytrzymałam i poprosiłam go o rozmowę.

- Był lodowato uprzejmy, ale każde moje zdanie kontrował, recytując: "Nie otrzymałem od ciebie na czas sprawozdania, źle naliczyłaś VAT, miesiąc temu spóźniłaś się do pracy, a trzy tygodnie temu wyszłaś pół godziny wcześniej". I tak w kółko. Oczywiście, zbijałam każdy zarzut, ale było jasne, że nie zależy mu na wyjaśnieniach. Miarka się przebrała, kiedy dwa miesiące temu oddelegował mnie na ważną konferencję. Swoim zwyczajem zrobił to w ostatniej chwili, nie wspominając, co będzie jej tematem. Byłam zupełnie nieprzygotowana, więc wypadłam fatalnie. Zastanawiam się, czemu właściwie mnie nie zwolni, tylko tak manipuluje, żeby bez przerwy stawiać mnie w złym świetle. Chyba chodzi o to, żebym nie wytrzymała i sama odeszła. Jestem już tak sfrustrowana, że pewnie wyświadczę mu tę uprzejmość.

Gra niewarta świeczki

Walka z psychicznym terrorem panującym w firmach jest wyzwaniem, ponieważ ciężko go udowodnić. Począwszy od zbierania dowodów, na samym procesie kończąc. Kluczowe dla sprawy zeznania świadków niełatwo jest uzyskać z oczywistych przyczyn. Bo albo są sprzymierzeńcami mobbera, albo obawiają się o swoją przyszłość i karierę. Potajemnie nagrane rozmowy też mogą być zakwestionowane, gdyż rejestrowanie czyichś słów bez jego wiedzy samo w sobie jest przestępstwem. Jeśli pracownik zdecyduje się skierować sprawę do sądu i domagać się zadośćuczynienia, powinien też wykazać, że doznał uszczerbku na zdrowiu. Jego stopień ocenia niezależny biegły.

Kilka lat temu głośny był wyrok w sprawie menedżerki pewnego koncernu, która oskarżyła pracodawcę o mobbing. Sąd uznał, że wprawdzie dręczenie miało miejsce, ale powódka jest tak silna psychicznie, że nie odniosła z jego powodu większych szkód. A następnie oddalił pozew o odszkodowanie. Bywa, że sędziowie nie biorą pod uwagę opinii lekarzy psychiatrów, nawet gdy pokrzywdzeni trafiają na leczenie zamknięte. Zniechęcający jest także fakt, że sprawy w polskich sądach ciągną się latami. To przedłuża stres i wiąże się z kosztami. Według poszkodowanych cała gra jest niewarta świeczki. Co może bowiem osiągnąć powód?

Ma prawo ubiegać się o odszkodowanie w wysokości co najmniej płacy minimalnej, czyli 1750 zł brutto. A ponieważ ostateczną sumę określa sąd, wszystko zależy od indywidualnych przypadków. Najczęściej ofiara mobbingu dostaje kwotę w wysokości trzech pensji. Bywa również i tak, że pracownik myli mobbing z dyskryminacją (gorsze traktowanie z powodu wieku, pochodzenia, religii, rasy, przekonań itp.). A to wystarczy, by wniosek odrzucić.

Pola Mendel

Warto wiedzieć...

Zanim pójdziesz do sądu, upewnij się, że masz wystarczająco mocne argumenty przeciwko swemu prześladowcy.

1. Gdy zorientujesz się, że w twoim miejscu pracy występuje mobbing, poproś o konsultację kogoś z zewnątrz - prawnika, psychologa. Na stronie Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego www.mobbing.most.org.pl znajdziesz adresy kancelarii w całej Polsce, które udzielają porad nieodpłatnie.

2. Z szefem najlepiej w każdej sprawie komunikować się pisemnie. Zbierz jak najwięcej dokumentów - e-maili, listów itd. Nieważne, czy masz na nie odpowiedź. Liczy się sam fakt wysłania np. pytania o przyczynę odebrania premii czy prośby o określenie zakresu obowiązków. Nagrania mogą być dopuszczone jako dowód, ale ich autentyczność musi być potwierdzona przez biegłych, co trwa długo i jest kosztowne.

3. Mocnymi dowodami są zwolnienia i zaświadczenia lekarskie, świadczące o tym, że doznaliśmy uszczerbku na zdrowiu. Załóż teczkę z kserokopiami dokumentów L- 4.

4. Do postępowania dowodowego warto dołączyć tzw. dziennik zdarzeń. Notujemy w nim zachowania mobbera i ich konsekwencje. Każdy wpis niech zostanie opatrzony dokładną datą, godziną i nazwiskami świadków.

Gdy masz do czynienia z mobberem

Osoba upokarzana i traktowana instrumentalnie narażona jest nie tylko na silny stres, lecz także na utratę zdrowia. Dlatego psychologowie radzą, by odejść z toksycznego miejsca pracy. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Gdy musisz w nim pozostać, spróbuj zastosować następujące rady:

1. Lepiej zrezygnować z szukania winy w sobie i prób naprawy sytuacji. Mobbingu nie da się sprowokować, ponieważ jest skutkiem problemów mobbera, a nie błędów pracownika. Dlatego nie istnieje nic, co możesz uczynić, by powstrzymać agresora. Twoje wysiłki mogą nawet pogorszyć sprawę.

2. Dla swojego własnego dobra, obowiązki i powierzone ci zadania wykonuj starannie. Pamiętaj, że każda pomyłka i potknięcie zostaną wykorzystane przeciwko tobie. Nie licz na taryfę ulgową.

3. Mobber będzie próbował sprowokować cię do niewłaściwych zachowań. Stosując także chwyty poniżej pasa. Musisz być na to przygotowana i trzymać emocje na wodzy. O ile to możliwe, unikaj przebywania z nim sam na sam.

4. Postaraj się stworzyć jak największy kontrast między twoim spokojem a wybuchowością przełożonego. I dbać, żeby przy każdym zajściu mieć jak najwięcej świadków.

5. Znajdź sprzymierzeńców, którym będziesz zwierzać się ze swoich kłopotów. Oprócz rodziny najlepiej zrozumieją cię osoby, które pracują z tobą i znają twojego prześladowcę. One też najlepiej ci doradzą. Zanim jednak im zaufasz, sprawdź, czy są lojalne i dyskretne.

6. Czytaj o molestowaniu, odwiedzaj strony internetowe mu poświęcone. W ten sposób będziesz na bieżąco z ważnymi informacjami i przepisami. A co ważniejsze, zrozumiesz mechanizmy mobbingu. Wiedza pozwoli ci lepiej radzić sobie z szykanami. W sieci możesz także nawiązać kontakt z ludźmi w podobnej sytuacji i utworzyć grupę wsparcia.

7. Dbaj o swoje zdrowie i nie lekceważ symptomów przemęczenia i stresu, takich jak migreny, bóle kręgosłupa, kłopoty ze snem, koncentracją. Regularnie chodź do lekarza, nie wahaj się brać zwolnień i wykorzystywać urlopu. Codziennie sprawiaj sobie drobne przyjemności.




Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje