Depresja: Już nie musimy się jej wstydzić

​Do niedawna była tematem tabu, dzisiaj przyznaje się do niej wiele znanych osób. Robią dobrą robotę: zachęcają do terapii!

Na liście najpoważniejszych problemów zdrowotnych na świecie zajmuje dziś czwarte miejsce. Ale według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w roku 2020 znajdzie się już na drugim, zaraz po chorobach układu krążenia. Statystyki mówią, że leczy się na nią 5 proc. populacji, czyli 350 mln ludzi, ale większość przypadków nigdy nie zostaje zdiagnozowanych, bo chorzy nie szukają pomocy. Szacuje się, że dziś może się z nią zmagać nawet 21 proc. Polek i Polaków. Może dotknąć każdego z nas lub naszych bliskich, niezależnie od wieku i statusu społecznego. Kobiety chorują na nią dwa razy częściej niż mężczyźni. Kiedyś dotykała głównie ludzi starszych, dziś zapada na nią coraz więcej młodych, w pełni sił, mających na swoim koncie niemałe życiowe sukcesy. Depresja, choroba naszych czasów.

Smutek, który nie mija

Reklama

Istnieje wiele rodzajów depresji i różne są stopnie jej nasilenia, ale łączy ją jedno: utrata radości życia. Chory traci zainteresowanie sprawami, które były dla niego ważne, oddala się od najbliższych, zamyka się w sobie. Bardzo negatywnie ocenia samego siebie, widzi wszystko w czarnych barwach (pacjenci tak właśnie opisują swój świat w trakcie choroby: jako pozbawiony kolorów). Pod wpływem smutku, który towarzyszy mu przez cały czas, ma coraz mniej energii, zaczyna zaniedbywać obowiązki, nie cieszą go sukcesy, ani własne, ani najbliższych, wszystko mu obojętnieje.

Ten stan na początku przypomina zwykłą chandrę, ale różnica jest zasadnicza: depresja nie mija jak zły nastrój. - Jest poważną chorobą, która wymaga leczenia. Jeżeli nic z nią nie robimy, może się pogłębić, uniemożliwić funkcjonowanie, a w skrajnych przypadkach nawet doprowadzić do śmierci - tłumaczy psychiatra Andrzej Wakarow. Chory stopniowo traci motywację do działania, by popaść w całkowitą apatię.

Najpierw nie ma chęci, by po pracy iść z rodziną na spacer, z czasem może nie mieć siły pójść do pracy, a w końcu przestaje wstawać z łóżka. Zaniedbuje wygląd, higienę. Przestaje jeść, co prowadzi do wyniszczenia organizmu. W skrajnych przypadkach może próbować popełnić samobójstwo, nie wytrzymując pogłębiającej się rozpaczy, która nie opuszcza go ani na chwilę. Szczególnie, gdy jest pozostawiony sam sobie.

Cena za życie w stresie

Depresja może mieć różne przyczyny, ale zasadniczo dzieli się na endogenną, spowodowaną czynnikami biologicznymi i reaktywną, będąca skutkiem niesprzyjających okoliczności - traumatycznego przeżycia, rozpadu związku, kłopotów, z którymi sobie nie radzimy, np. finansowych. Pierwsza ma z reguły ostrzejszy przebieg, leczy się ją głównie farmakologicznie, często w warunkach szpitalnych. Nie ma danych, potwierdzających, że na depresję endogenną zapadamy częściej niż kiedyś. Za to w przypadku depresji reaktywnej jest zupełnie inaczej, ją właśnie określa się chorobą cywilizacyjną.

To prawdziwa zmora naszych czasów. - Przyczyną jest codzienny stres, w którym przyszło nam żyć. Nieludzkie tempo, natłok informacji, lęk przed utratą pracy, konkurencja, której trzeba stawiać czoło, zamartwianie się o przyszłość swoją i rodziny... Wymagania, jakie stawiają nam inni i jakie sami sobie stawiamy, poczucie, że musimy nadążać, coraz więcej zarabiać, coraz więcej posiadać, coraz lepiej wyglądać...

Wszystko to sprawia, że żyjemy w nieustannym napięciu, którego po prostu nie wytrzymują nasze ciała i dusze - tłumaczy Joanna Chatizow, prezes zarządu Stowarzyszenia "Aktywnie Przeciwko Depresji". Coraz częściej odnotowuje się też przypadki depresji wśród nastolatków i młodych ludzi, którzy nie widzą przed sobą perspektyw.

Kobiety pod presją

Na depresję szczególnie narażone jesteśmy my, kobiety. Chorujemy dwukrotnie częściej niż mężczyźni ("Raport Polki 2013. Zdrowie i jego zagrożenia"). Nie bez znaczenia są przemiany społeczne, które dołożyły nam odpowiedzialności i obowiązków. Starając się godzić np. opiekę nad dziećmi z karierą, jesteśmy narażone na znacznie więcej stresów niż nasze niepracujące babcie. Wiele z nas samotnie wychowuje dzieci, co jest jedną z najtrudniejszych życiowych sytuacji. Nie służą nam też kobiece hormony: w okresie okołomenopauzalnym niebezpieczeństwo zachorowania na depresję wzrasta dwukrotnie!

Coraz częściej rozpoznawana jest też depresja poporodowa. Dotyka ona nawet połowę młodych mam, z różnym nasileniem. Gdy po porodzie opada adrenalina, pojawia się huśtawka nastrojów, poczucie zagubienia. Zamiast radości z narodzin, jest zmęczenie i niepewność, wręcz niechęć do dziecka. Kobietom trudno się do tego przyznać, czują się złymi matkami, co powoduje stres ponad siły. Chociaż większość z nas stosunkowo szybko dochodzi do siebie i odnajduje się w nowej roli, depresji poporodowej nie wolno lekceważyć. Najważniejsze jest tu wsparcie bliskich osób.

Jak jej uniknąć

Czy w dzisiejszych czasach istnieje sposób, by ustrzec się depresji? - Najlepszą profilaktyką dla wszystkich jest dbanie o dobrą kondycję psychiczną - podkreśla Joanna Chatizow. - Oczywiście nie żyjemy pod szklanym kloszem, więc nie unikniemy życiowego stresu, ale możemy nauczyć się go rozładowywać. Niezwykle skutecznym antydepresantem jest aktywność fizyczna, np. regularne uprawianie sportu. Ruch wyzwala serotoninę, zwaną hormonem szczęścia, a to właśnie jej brakuje nam najbardziej w stanach depresyjnych. Terapia ruchem jest tak skuteczna, że w wielu państwach europejskich stosuje się ją na oddziałach szpitalnych, przy leczeniu ciężkich depresji.

Równie ważne jest zachowanie równowagi pomiędzy pracą i relaksem, umiejętność odpoczywania, nieprzynoszenie pracy do domu, dbanie o odpowiednią ilość snu. Większość pracoholików, nie rozstających się nawet na urlopie z włączonym laptopem i komórką, płaci wysoką cenę za zawodowe sukcesy. Wcześniej czy później dopada ich syndrom wypalenia zawodowego. Ważne jest, byśmy sami sobie nie ustawiali zbyt wysoko poprzeczki, nie wyznaczali nierealnych celów (np. w sferze materialnej) i nie popadali w psychiczne dołki, jeśli nie uda nam się ich osiągnąć.

- Pamiętajmy też o naszych dzieciach. Przerost rodzicielskich ambicji, brak czasu, niedocenianie sukcesów, karanie za klęski, mogą zaowocować depresją w przyszłości, nawet już w okresie dojrzewania. A depresja nastolatków miewa często bardzo dramatyczny przebieg, ze względu na wyjątkową wrażliwość psychiczną w tym okresie. Jej konsekwencją są nie tylko problemy w szkole, ale często zachowania agresywne, używanie alkoholu, narkotyków. Bądźmy więc dla naszych dzieci źródłem wsparcia, nie dodatkowej frustracji - tłumaczy psycholog rodzinny Anna Gutenberg-Piela.

- Okazujmy im miłość, by czuły się bezpiecznie, nie lekceważmy ich problemów, szczególnie dziś, kiedy w szkole, w internecie i w grupach rówieśników jest tak wiele przemocy. A kiedy coś nas niepokoi, poszukajmy wsparcia profesjonalisty. Znakomita pożywką dla depresji jest samotność, a najlepszą barierą ochronną - wspierająca rodzina. Nic nie daje nam takiego poczucia bezpieczeństwa i poczucia sensu, jak miłość bliskich. - Ale to nie znaczy, że żyjąc w pojedynkę jesteśmy skazani na depresję. Powinniśmy natomiast dbać o kontakty z innymi ludźmi, z krewnymi, sąsiadami, przyjaciółmi z młodych lat. Nie izolujmy się od świata, w chwili zwątpienia, gdy poczujemy, że nikogo nie obchodzi nasze życie, telefon od życzliwej osoby i proste pytanie: "Co u pani słychać", może nam pomóc zobaczyć rzeczywistość w jaśniejszych barwach - radzi psycholog.

Celebryci przeciw depresji

Nasza wiedza o depresji jest coraz pełniejsza, bo mówi się o niej i pisze bardzo dużo. Ale w walce z tą chorobą niezwykle pozytywną rolę odegrały... gwiazdy show-biznesu! W ciągu ostatnich kilku lat wiele znanych osób przyznało się do tego problemu. Ku zdumieniu publiczności zrobili to na przykład znani aktorzy komediowi - Rowan Atkinson (Jaś Fasola) i Hugh Laurie (Dr. House). Catherine Zeta Jones opowiedziała o wieloletniej walce z chorobą afektywną dwubiegunową, Winona Ryder o głębokiej depresji, która przeżyła u szczytu sławy, po rozstaniu z partnerem, a Gwyneth Paltrow o swoim baby bluesie.

Takich wyznań nie zabrakło też wśród naszych celebrytów: Korę depresja doprowadziła do próby samobójczej. Justyna Pochanke i Danuta Stenka przeżyły załamanie na skutek przepracowania, Kasia Kowalska i Edyta Bartosiewicz przez depresję na całe lata zniknęły ze sceny. Ostatnio Justyna Kowalczyk udzieliła poruszającego wywiadu, w którym opowiedziała o stanach depresyjnych, z którymi zmagała się po poronieniu.

Te i wiele innych gwiazd otwarcie mówiły o koszmarze, który przeżyły, o swoich lękach, braku wiary w siebie, utracie energii i chęci do życia. Ale co najważniejsze, opowiedziały też o tym, jak do życia pomogła im wrócić terapia. Zdaniem prof. Janusza Heitzmana, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, te wypowiedzi spełniły niezwykle pożyteczne zadanie. To właśnie dzięki medialnemu nagłośnieniu depresja przestała być tematem tabu. Skoro coś takiego przytrafia się naszym idolom, ludziom sukcesu, których podziwiamy, skoro oni muszą szukać pomocy u psychologa czy psychiatry, to dlaczego my mamy się tego wstydzić? Dzięki temu chorzy zaczęli wychodzić z cienia i szukać fachowej pomocy.

Najważniejsze – nie czekać!

A pomoc jest dziś na wyciągnięcie ręki. W Polsce istnieje wiele poradni, które specjalizują się w leczeniu depresji, oferując wsparcie psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Tak naprawdę w depresji najważniejsze jest, by jak najszybciej ją zdiagnozować i wybrać metodę postępowania. W wielu przypadkach pomoże nam psychoterapia, w innych konieczne będą leki, zawsze brane pod kontrolą. Najczęściej zalecane są obie metody. Gwarantują wyleczenie, choć wychodzenie z choroby wymaga cierpliwości i zaangażowania. I może potrwać wiele miesięcy.

Trzeba też wiedzieć, że depresji towarzyszy często wiele dolegliwości: rozmaite bóle, napięcia mięśni, zaburzenia odżywiania i oddechowe, problemy ze snem. Lekarze pierwszego kontaktu próbują bezskutecznie leczyć te objawy, często przepisują też leki uspokajające i nasenne. Nie rozwiązują one problemu, natomiast łatwo się od nich uzależnić. Jeżeli więc sami podejrzewamy się o depresję, warto zrobić prosty test. W internecie dostępny są np. test Becka lub Test Oceny Depresji Yesavage’a. Pomogą w ocenie sytuacji, choć oczywiście nie można ich traktować jak diagnozy.

- Smutek towarzyszy nam przez całe życie, dlatego czasem trudno wyczuć granicę, gdy już zaczyna się choroba. Ale jeżeli przez ponad 14 dni mamy objawy wskazujące na depresję, nie zwlekajmy, skontaktujmy się z lekarzem, najlepiej z psychiatrą. Szkoda każdego dnia, nie dajmy się chorobie, walczmy o siebie - zachęca Joanna Chatizow.

Barbara Król

Gdzie znajdziesz pomoc?

Zgłoś się do specjalisty Możesz umówić się na wizytę w każdej poradni zdrowia psychicznego. Skierowanie do psychiatry nie jest potrzebne, nie obowiązuje też rejonizacja: można leczyć się np. w innym mieście. DZadzwoń Np. do Poradni telefonicznej dla osób w kryzysie emocjonalnym 116 123 (codziennie, w godz. 14-22, połączenie bezpłatne) czy pod Antydepresyjny Telefon Zaufania 22 654 40 41 (poniedziałki, 17-20) DZaloguj się Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać hasło "mam depresję", by pojawiło się mnóstwo cennych kontaktów i rad. Odwiedź np. forum pacjentów www. depresja.ws (znajdziesz tu m.in. sprawdzone placówki i lekarzy, adresy grup wsparcia w różnych miastach); www.depresja.org; www.stopdepresji.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje