Dwoje bez kontraktu

Coraz częściej słyszy się, że oto ona i on, od jakiegoś czasu para, postanowili zamieszkać razem. Wynajmują mieszkanie, o co teraz, jeśli ma się jakieś dochody, nie tak trudno, i zanurzają się w dorosłość.

Czy nie jest to jednak przyspieszony kurs całkowitego dojrzewania? Czy nie byłoby lepiej, gdyby takie związki krzepły trochę inaczej?

Reklama

Anka i Wojtek mieszkają razem od pół roku. Oboje pracują i studiują. Właściwie widują się tylko wieczorami i w weekendy. Na wiele wspólnego życia raczej nie starcza im czasu – oboje postanowili zrobić kariery w wybranych specjalnościach: ona w branży reklamowej, on w dziennikarstwie. Wspólne zamieszkanie wywołało najpierw falę protestu rodziców – i jego, i jej – teraz, co przyznają, staje się nieco kłopotliwe, bo od miesiąca nie mogą się dogadać na podstawowe tematy.

- On przestał być taki, jak pół roku temu. Nie ma w nim tej witalności, bez przerwy opowiada o robocie, a w wolnych chwilach tylko kolesie i piwko – żali się w Anka, dwudziestokilkuletnia, atrakcyjna brunetka. - Przestał mnie nosić na rękach, wraca do domu kiedy chce, zaczyna robić awantury... Nie wiem, jak reagować. Czy to wszystko ma sens? – wątpi.

Wojtek, który zgadza się na chwile rozmowy, zaczyna od razu filozofować: - Czy ja jej cokolwiek obiecywałem? Wymyśliliśmy, że tak będzie prościej, po prostu, ale nie kontraktowaliśmy naszych uczuć! Może przestałem ją kochać, może to mnie przerasta, bo za długo mama robiła mi śniadania, obiadki i kolacje, których teraz prawie wcale nie mam... Nie wiem!

Nie, nie chcą jeszcze kończyć wspólnego zamieszkiwania. „Coś” – jak zgodnie przyznają – podpowiada im, że może jednak się nie pomylili, kiedy podczas wspólnej wyprawy nad Morze Śródziemne, kilka lat temu, wyznali sobie miłość. Kiedy podejmą decyzję? Nie wiedzą. Pierwszy raz są w takiej sytuacji. Oboje, każde na własną rękę, szukają pomocy u koleżanek, kolegów, bliższych i dalszych znajomych.

To Wojtek napisał do mnie list i zgodził się upublicznić ich problem. Dopiero później zgodziła się na to jego dziewczyna. Czy wciąż jeszcze mogą tak o sobie mówić? Czy nigdy nie myśleli o małżeństwie? Czy są aż tacy naiwni, że tzw. życie rozwiąże za nich ich problemy?

- My staramy się być jedynie realistami – mówi Anka. – Na razie na wspólne rozwiązywanie problemów brakuje po prostu czasu. Ja wciąż muszę gdzieś wyjeżdżać, on ma swoje problemy... Dobrze, że każde ma swoją kasę i nie trzeba się oglądać na rodziców.

Czy takie życie im się podoba? – Podobało się pół roku temu – mówi zaciągając się dymem Wojtek. – Teraz są już tylko odsuwane w przyszłość znaki zapytania...

Ola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje