Dziecko - tak! Mężczyzna - niekoniecznie

Córeczka jest całym jej światem, choć kiedyś inaczej wyobrażała sobie swoje macierzyństwo. Wybrała samotność, zamiast związku "dla dobra dziecka".

Nie ukrywa, że zaszła w nieplanowaną ciążę, z przypadkowym mężczyzną. Gdy zaproponował jej małżeństwo, odmówiła. Agnieszka, mama małej Gabrysi, nie wierzy w związki bez miłości, a ślub tylko dla dobra dziecka to dla niej rozwiązanie nie do przyjęcia.

Reklama

- Kocham moją córeczkę, chciałbym stworzyć jej najlepszy dom. Ale ludzie pobierają się z powodu "wpadki", a potem tkwią przy sobie latami, czekając, aż dzieci podrosną, żeby móc się rozwieść. Po co w ogóle coś takiego zaczynać? - pyta i brzmi to trochę tak, jakby próbowała znaleźć argumenty dla swego wyboru.

Po pięciu latach zostałam sama

- Nigdy nie przypuszczałam, że będę samotnie wychowywać dziecko - opowiada Agnieszka. - Przez pięć lat byłam w szczęśliwym związku z Pawłem. Mieszkaliśmy w kawalerce, którą dostałam po babci. To była maleńka dziupla na betonowym blokowisku, ale nam niewiele było wtedy potrzebne do szczęścia. Byliśmy tacy zakochani...

- Z czasem poczułam, że mój zegar biologiczny tyka. Zaczęłam marzyć o dziecku, ślubie, świętach w rodzinnym gronie. Postanowiłam rozmówić się z Pawłem. Przygotowałam kolację, zapaliłam świece. "Kochanie, czy nie uważasz, że przyszedł czas na poważną decyzję" - zapytałam. "Jesteś w ciąży?" - wyraźnie usłyszałam przerażenie w jego głosie. "Jeszcze nie - żachnęłam się. - Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że mi w tym pomożesz" - próbowałam ogrzać atmosferę. Paweł długo milczał. "Muszę ci o czymś powiedzieć" - wydusił wreszcie z trudem. - Ja... od jakiegoś czasu... spotykam się z kimś. To koleżanka z pracy. Dobrze się rozumiemy... Myślę, że... chcę z nią być. Czas zatrzymał się w jednej chwili"...

- Miałam wrażenie, że przestało bić mi serce. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. "Kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć?" - spytałam cicho po długiej chwili. "Nie wiedziałem, jak to zrobić, bałem się, że cię zranię". "Zdradzałeś mnie i mówisz, że bałeś się mnie zranić? Po pięciu latach dowiaduję się, że masz kogoś i to w chwili, gdy chcę, żebyśmy wreszcie założyli prawdziwą rodzinę..." - byłam zszokowana.

Paweł milczał, nie patrzył mi w oczy. Poprosiłam, żeby wyszedł, zostawił mnie samą. Nie chciałam, żeby widział, jak płaczę.

Zabrał rzeczy, zniknął z mojego życia

- Płakałam cały weekend. Ja - niezależna twardzielka, która mówiła, że "nigdy nic nie jest na zawsze", poczułam się tak, jakby zabrano mi pięć lat życia. Nie mogłam zrozumieć, jak to się stało, że przegapiłam kryzys w swoim związku, nie zauważyłam sygnałów...

Paweł spakował się i wyprowadził, kiedy byłam w pracy. Najbliższy mi człowiek nagle zniknął z mojego życia. Zabrał tylko swoje rzeczy osobiste. "Dobre i to - pocieszała mnie Ewka, moja przyjaciółka i sąsiadka. - Aparat fotograficzny zostawił, telewizor. Wyszłaś na plus" - żartowała. Tylko ona i moja siostra wiedziały, co się stało. Nie chciałam cudzego współczucia.

Nie pamiętam, jak trafiliśmy do łóżka

- Najlepiej czułam się teraz w biurze, bo tam mogłam nie myśleć o tym, co się stało. Chciałam się zagłuszyć pracą, ale zaprotestował wycieńczony stresem organizm. Gorączka, ból gardła, lekarz stwierdził ostre zapalenie krtani, zaordynował antybiotyk i leżenie w łóżku. W domu znów dopadły mnie czarne myśli. Był początek wakacji, jeszcze kilka tygodni temu Paweł rezerwował nam pokój nad morzem...

- Po tygodniu z gardłem było lepiej, z sercem beznadziejnie. I właśnie wtedy Ewka zaprosiła mnie na imprezę z okazji swojej rocznicy ślubu. "Fatalny moment" - stwierdziłam. "Wiem, ale zaplanowaliśmy to przyjęcie dużo wcześniej, zanim... Nie zostawiaj mnie, potrzebuję pomocy w przygotowaniach!".

Wiedziała, że akurat pomocy jej nie odmówię. Przyszłam na chwilę i... tak poznałam Adama, kuzyna Ewy. Przyjechał z drugiego końca Polski. Wysoki, przystojny... I bardzo mną zainteresowany od pierwszej chwili.

Byłam w fatalnym nastroju, drażniły mnie przytulone pary na parkiecie. Zaczęłam pić tequilę niemal od progu. Godzinę później byłam niezwykle wesoła, potem bardzo smutna, a o północy kompletnie pijana. Nawet nie pamiętam, jak wylądowaliśmy u mnie.

- Mówiąc uczciwie: byłam pijana, ale dobrze wiedziałam, co robię. Chciałam udowodnić samej sobie, że mogę wyrwać faceta bez żadnego wysiłku. I udało mi się! Tyle że rano obudziłam się obok obcego mężczyzny. Oboje byliśmy skrępowani. Adam szybko się pożegnał i wyszedł.

- Z Ewą nie rozmawiałam przez kilka dni, nie wiedziałam, jak się zachować. Musiała przecież zauważyć nasze zniknięcie, ale czy wiedziała, do czego doszło? Zadzwoniła kilka dni później. "Adam prosił o twój telefon. Co mam zrobić?" - spytała. Odmówiłam. "Może jednak załatwisz to sama?" - usłyszałam w jej głosie zniecierpliwienie. "OK, podaj mi jego numer" - bąknęłam w słuchawkę. Ale nie zadzwoniłam, nie było po co.

- Nie miałam zamiaru kontynuować tej znajomości. Zaczęłam spotykać się z koleżankami, żeby nie wracać do pustego domu. Zbliżyłyśmy się też z siostrą. Życie powoli nabierało nowego smaku, czas goił rany.

To nie do uwierzenia: byłam w ciąży!

- I właśnie wtedy, gdy poczułam, że znów stoję pewnie na własnych nogach, okazało się, że jestem w ciąży! Nie mogłam zrozumieć, jak to się stało, przecież brałam pigułki! Ginekolog stwierdził, że prawdopodobnie antybiotyk obniżył ich skuteczność. Siedziałam w domu i płakałam. Z niepewności, ze strachu. To prawda, że jeszcze niedawno marzyłam o dziecku, ale to miało być dziecko z ukochanym mężczyzną. Nie planowałam samotnego macierzyństwa. Jak miałabym dać sobie radę sama? Co będzie z moją pracą?

- Zadzwoniłam do siostry. Nie pierwszy raz postawiła mnie do pionu jednym słowem. "Tak widocznie miało być - stwierdziła krótko, gdy opowiedziałam jej o wszystkim. - Chyba nie myślisz o usunięciu ciąży?" - zapytała z niepokojem. - Powiedziałam prawdę, że zwyczajnie się boję. "Masz rodzinę, pomożemy ci. Poza tym pomyśl o tym, że masz już 30 lat, chyba najwyższy czas zostać mamą" - usłyszałam

Rozmowa z siostrą bardzo mi pomogła. Szok minął, zaczęłam się oswajać z myślą, że jestem w ciąży. Czułam się dobrze, wyniki miałam wzorcowe. Pozornie nic się nie zmieniło...

Któregoś dnia na klatce schodowej spotkałam Adama. Załatwiał jakieś sprawy w naszym mieście i wpadł do Ewy w odwiedziny. "Próbowałem się z tobą skontaktować, nie chciałaś - powiedział po przywitaniu. - Myślałem o tobie, nie chcę, żebyś miała wrażenie, że cię wykorzystałem". "Mylisz się, to ja cię wykorzystałam. Nie musisz mieć wyrzutów sumienia" - powiedziałam patrząc mu w oczy.

- Przez chwilę nawet błysnęła mi myśl, żeby mu powiedzieć o dziecku. Ale po co? Był obcym człowiekiem, nie łączyło nas nic, prócz tej jednej nocy. Poza tym dowiedziałam się od Ewy, że miał dziewczynę. Kolejny samiec, który zrobił sobie skok w bok.

- Upłynęły kolejne dwa miesiące, moja ciąża powoli stawała się widoczna. Poinformowałam moich przełożonych. Zachwytu nie było, ale ustaliliśmy, że będę pracowała tak długo, jak dam radę, a potem wezmę ustawowy macierzyński. O wychowawczym nie było mowy, ale rozmawialiśmy o możliwości pracy w domu. Powiedziałam też koleżankom. Nikt nie zadawał mi żadnych pytań, a komentarzami za placami przestałam się przejmować. Myślałam coraz więcej o dziecku, które miało przyjść na świat, próbowałam sobie wyobrazić, jak to będzie, zaczynałam szykować wyprawkę.

Nie mogłam dłużej tego ukrywać

- Musiałam w końcu powiedzieć o dziecku moim rodzicom. "Córeczko, to taki wstyd... Kim jest ojciec tego dziecka? Powinien się z tobą ożenić" - rozpaczała moja mama. "Mamo, ja wcale tego nie chcę" - starałam się zachować spokój. "Ale dziecko potrzebuje obojga rodziców, a ty męża!". "Dziecko będzie miało mnie, mamo! Będę najlepszą matką, taką, jaką ty byłaś dla mnie! No i będzie mieć dziadków!" - tłumaczyłam. "Pomogę ci, niezależnie od twojej decyzji" - powiedziała w końcu mama. Tata tylko mnie przytulił.

- Długo zastanawiałam się, jak powiedzieć o dziecku Ewie, unikałam jej na wszelkie sposoby. Kiedy w końcu doszło do rozmowy, domyśliła się od razu. "To jego dziecko, tak? To drań, już ja mu dam popalić!" - wściekła się. "Daj spokój, Ewa, przecież on nic nie wie. I niech tak zostanie" - poprosiłam. Ale czułam, że jej nie powstrzymam. "Po pierwsze: dlaczego to ty masz ponosić konsekwencje? Po drugie: co powiesz w urzędzie? Ojciec nieznany? Będzie ci przyjemnie? A po trzecie: to jednak jego dziecko, ma prawo wiedzieć" - przekonywała.

- I tak doszło do następnego spotkania z Adamem. Namówiona przez Ewę zadzwoniłam do niego, poprosiłam, żeby przyjechał. "Skąd takie nagłe zainteresowanie moją osobą?" - próbował żartować. "To nie randka, muszę ci o czymś powiedzieć" - ostudziłam jego zapał. Kiedy się spotkaliśmy, od razu przeszłam do rzeczy.

- "Jestem w ciąży, nie mam wątpliwości, że to twoje dziecko - zaczęłam, a on gwałtownie zbladł. - Nie martw się, niczego od ciebie nie oczekuję. Uznałam, że powinieneś się o tym dowiedzieć" - nie czekając na jego reakcję wstałam od stolika. Byłam zadowolona, że mam to za sobą. Ale... zrobiło mi się trochę przykro, że mnie nie zatrzymał. Poczułam przedsmak tego, co oznacza bycie samotną mamą...

- Ale zaraz potem pojawiła się myśl, że wcale nie będę sama, będę miała dziecko! Moje własne, kogoś, kto kocha bezwarunkowo i kogo ja będę kochać.

- Trzy godziny później Adam zadzwonił do drzwi w moim mieszkaniu. "Chcesz, żebym się z tobą ożenił? Zrobię to. Tak zostałem wychowany, nie będę uciekał od odpowiedzialności" - oświadczył bez ogródek. "Tu nie chodzi tylko o odpowiedzialność, ja nie chcę tego związku. Nie kochamy się, nawet się nie znamy..." - odpowiedziałam i wyraźnie zobaczyłam, jak mu ulżyło, gdy usłyszał moje słowa. Tym bardziej byłam pewna, że podjęłam słuszną decyzję.

Ma prawo wiedzieć, kim jest jej ojciec

- Gabrysia urodziła się silna i zdrowa. Dziś ma już prawie 2 latka, wywróciła wszystko do góry nogami, ale już nie wyobrażam sobie bez niej życia. Mama i siostra, a także Ewa bardzo mnie wspierają. Wcale nie czuję się samotna, choć nie ma przy mnie mężczyzny.

- Z Adamem nie mam kontaktu, podobno wyjechał do Niemiec ze swoją dziewczyną. Ale tuż po porodzie zadzwonił do mnie i zadeklarował, że uzna dziecko. Nie wiem, czy to był jego pomysł, podejrzewam, że udział miała w tym Ewka. Zgodziłam się. Zrozumiałam, że bez względu na moje zdanie, córka ma prawo wiedzieć, kim jest jej ojciec. Może w przyszłości będą chcieli się poznać? Nie mam prawa im tego zabraniać - kończy swoją opowieść Agnieszka.

Aneta Olkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje