Ekologiczny... wibrator

Globalny rynek erotycznych gadżetów jest wart 15 miliardów dolarów rocznie. W największym magazynie seks zabawek w Amsterdamie, piętrzą się ich cale sterty.

Ale to, co dla jednych jest erotyczną fantazją, może okazać się ekologicznym koszmarem dla drugich: większość takich zabawek zasilana jest bateriami jednorazowego użytku, które kończą jako toksyczne odpady.
Na szczęście niedawno wykształcił się niszowy rynek ekologicznych wibratorów. Twórcy tego modelu, firma Earth Angel, twierdzą, że jest on najbardziej "zielony" z całej gamy - bo zasilany w tradycyjny sposób.

Reklama

Tradycyjnie zasilany...
"Wystarczy przestawić rączkę, uchwycić ją w tym miejscu, i zacząć obracać. Po czterech minutach powinno nam się udać wytworzyć wystarczająco dużo mocy, by urządzenie zapewniło nam 30 minut maksymalnych wibracji." - objaśnia Janice O'Connor, założycielka firmy Earth Angel

To imponujący wynik, a zebrane dotychczas opinie dowodzą, że zielona moc naprawdę działa.

"Używałam go dotąd kilka razy, i mogę powiedzieć, że jest fantastyczny. Doznania są bardzo intensywne, a czasami, na maksymalnych obrotach, mogą nawet okazać się zbyt intensywne - zależy to oczywiście od indywidualnych preferencji. Dlatego wyposażyliśmy go w cztery poziomy mocy." - dodaje O'Connor.

Ekologiczny seks

Wizja technologii opartej na magazynowaniu mocy zrodziła się w głowie Chrisa, męża Janice. Jak sam mówi, można ją wykorzystać w każdym urządzeniu o niewielkim poborze mocy, na przykład w elektrycznej szczoteczce do zębów. Chris podkreśla, że do działania zainspirowały go w większym stopniu zmiany klimatyczne, niż seks.

W sferze publicznej moralności Irlandia wciąż pozostaje tradycyjnie katolicka, znalezienie źródeł finansowania projektu nie było więc prostą sprawą. Janice i Chris musieli zlecić produkcję swego wynalazku Chińczykom, a dystrybucję - Holendrom. Małżonkowie - nawiasem mówiąc, praktykujący katolicy - wierzą, że Bóg jest po ich stronie.

Jeśli chodzi o zwykłych śmiertelników, to jak dotąd zakupili oni około tysiąc ekowibratorów po 600 euro za sztukę. Liczba nie przyprawia o orgazm - i dowodzi, że ekologiczne spełnienie nie jest jeszcze standardem.

Zobacz film:

Tłum. Katarzyna Kasińska na podst. AFP

Uwaga: tylko dla kobiet! Jeśli lubisz oceniać i dzielić się własną opinią, zapraszamy Cię do udziału w stylowej ankiecie. Kliknij

Dowiedz się więcej na temat: seks | ekologia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje