Falowanie wakacyjnych nastrojów

Upalne lato sprzyja wypoczynkowi z dala od codzienności. Wyjeżdżamy zwykle pełni nadziei na przeżycie wspaniałych chwil w towarzystwie najbliższych: dziewczyn, chłopaków, mężów, żon czy narzeczonych. Kiedy naprawdę bywa cudownie, wracamy szczęśliwi, przepełnieni wspomnieniami. Ale bywa też tak, że wracamy w nieco innych nastrojach...

Wspólny pobyt na wakacjach może być - i bywa - swoistym testem dla związku. Na co dzień zagonieni, zapracowani, dostajemy podczas kilku wakacyjnych tygodni szansę na wspólne przebywanie niemal bez przerwy. Szansę na sprawdzenie małżeńskich czy narzeczeńskich deklaracji o wzajemności, miłości i oddaniu.

Reklama

Oto kilka przykładów, pochodzących z Waszych listów, napisanych w trakcie trwających wakacji. Przepraszam, ze nie na wszystkie odpowiadam. W tych publikowanych zmieniam dane, umożliwiające personalną identyfikację.

Pisze D. z Warszawy: "(...) Pojechaliśmy z dziewczyną nad Bałtyk, do niewielkiego pensjonatu. Mówiła, że polskie morze w tym roku jest trendy, więc nie protestowałem, chociaż pierwotnie mieliśmy jechać do Włoch (...) Pierwsze dni były OK., ale później liczyłem tylko dni do wyjazdu (...) Spotkała jakichś swoich znajomych z pracy, zaczęła się z nimi umawiać. Poszedłem z nią raz na takie spotkanie, ale wyszedłem w trakcie, bo siedziałem jak idiota, a ona nie zwracała na mnie uwagi, zajęta trajkotaniem z koleżanką i kolegą o firmowych plotkach (...) Próbowałem z nią rozmawiać, ale wtedy fuknęła, że to szczęście, że spotkała tu jednego ze swoich szefów i jego dziewczynę, że to podbuduje jej pozycję w pracy itp. Od prawie roku, od kiedy jesteśmy razem, nie widziałem jej takiej (...) Wyjechałem przed końcem turnusu. Przed chwilą zadzwoniła, że chce się spotkać (...)".

Z listu D. nie wynika wcale, jak wielka przepaść powstała między nim a jego dziewczyną. Czy spotkają się ponownie? Może wciąż za mało się znają?

Nieco inny w tonie jest list Marty, która z rodzinnych wczasów wróciła uszczęśliwiona."(...) Nie sądziłam, że 8 lat po ślubie może być tak romantycznie... Byliśmy w gospodarstwie agroturystycznym na Podhalu. W dzień łaziliśmy po okolicy, pokazywaliśmy naszym dzieciom przyrodę, przeprawialiśmy się przez górski potok, jeździliśmy na kucykach...(...) Dzieci szalały z radości (...) Wieczorem, kiedy zasypiały, odkrywaliśmy z Moim Mężczyzną uroki naszej bliskości: nad pobliskim strumieniem, w stodole, w pachnącym sianie, albo w naszym ciasnym pokoiku z ogromnym tapczanem (...). Wiedziałam, że to miłość, ale teraz wiem, że to MIŁOŚĆ! Wszystkim tego życzę!"

Wśród Waszych listów znalazłam też kilka dość smutnych opisów tzw. wakacyjnych trójkątów. Taki najbardziej charakterystyczny pochodzi od Anety z Katowic: "(...) Pojechaliśmy na Słowację, nad jezioro. Cztery pary studenckie. Były ogniska, wspólne kąpiele, zwiedzanie okolicy... Niestety, były też awantury i rozstania. Najboleśniejsze chyba moje - z moim chłopakiem, z którym planowaliśmy już nawet ślub. Kiedyś wieczorem, podczas ogólnej imprezy nad wodą, zauważyłam, że go nie ma. Poszłam sprawdzić do naszego domku... Drzwi były zamknięte, ale zapomnieli zamknąć okno (...) Widziałam, słyszałam... (...) Brakło mi odwagi, żeby wkroczyć ostro. Wypłakałam się, spakowałam rzeczy i wróciłam do domu (...) Uważajcie dziewczyny! (...)".

Można tylko westchnąć... Z dala od codzienności, w nowym otoczeniu, ze świadomością, że oto mamy wakacje, że luz, że swoboda, ujawniają się niekiedy te cechy charakteru, których nigdy nie ujawnilibyśmy w innych okolicznościach.

Ola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje