Granice bliskości

Ludzie będący ze sobą w związku komunikują się poprzez swoje prawdziwe "ja". Szukając bliskości, nie zachowują się agresywnie ani defensywnie; kiedy natomiast ich partner szuka bliskości, nie zamykają się w sobie i nie okazują wrogości.

Narzędziami, za pomocą których budujemy bliskość, są nasze ciała, emocje i myśli. Służą nam one zarówno do przekazywania, jak i do odbierania energii. Kiedy jesteśmy nastawieni na odbiór, powinniśmy przyjmować tylko taki przekaz, który nie kłóci się z naszym poczuciem prawdy.

Reklama

Spójrzmy na taki przykład: partner gniewa się na nas, bo nie chcemy iść wieczorem na przyjęcie. Zarzuca nam, że zachowujemy się samolubnie i myślimy wyłącznie o własnej wygodzie. Mówi, że go nie kochamy. Być może nie tylko mówi, ale wręcz krzyczy. Jeśli jego słowa nie są zgodne z prawdą, a prawdziwe jest to, co powiedzieliśmy - że chcemy pobyć trochę sami - powinniśmy zdystansować się od słów i emocji partnera. Należy to jednak zrobić w taki sposób, aby nie okazać mu braku szacunku.

Ta wewnętrzna dyscyplina nadaje nowego, duchowego znaczenia znanemu powiedzeniu, aby "nie brać czegoś do siebie". Jeśli szanujemy naszego partnera, będziemy potrafili zrozumieć, że właśnie emocje nie pozwalają mu dostrzec naszej prawdy i że coś złego dzieje się z jego stanem emocjonalnym. Nasz partner ma problem, a to oznacza, że w naszym związku pojawił się problem. Będziemy mu chcieli pomóc właśnie ze względu na dobro związku. Nasza samoocena pozostanie nietknięta.

Nie znaczy to, że należy odrzucać adresowany do nas przekaz. Musimy po prostu mieć świadomość, że słowa partnera fałszują obraz całej sytuacji i nie dopuścić do siebie ich negatywnej energii. Powinno nam jednak cały czas zależeć na porozumieniu, bo jest to jedyna droga do bliskości - tylko w ten sposób obie strony mogą poznać prawdę o swoich myślach i uczuciach.

Częstą przyczyną problemów w związku jest brak opanowania. Bez względu na to, czy odbieramy czyjś przekaz, czy też sami coś komuś przekazujemy, informacja ta zostanie zniekształcona, jeśli nie będziemy potrafili opanować swoich emocji i wytyczyć im zdrowych granic.

Wyobraźmy sobie, że chłopak poznaje dziewczynę, która bardzo mu się podoba. Chce, żeby czuła do niego to samo, co on do niej. Mówi jej więc, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką Bóg stworzył, że całkowicie go zauroczyła, że świata za nią nie widzi, że jest dla niego najważniejsza. Te silne emocje zamiast ucieszyć dziewczynę, przerażają ją. Myśli, że chłopak zwariował, a prawie w ogóle się nie znają. Wycofuje się więc i buduje wokół siebie mur.

W przypadku całkowitego braku granic pozwalamy drugiej osobie na zbyt wiele lub też sami za bardzo się otwieramy. Możemy się wtedy zachowywać zbyt głośno, zbyt natarczywie lub zbyt uczuciowo. Możemy przytłaczać innych swoimi opiniami lub wiedzą. Wysyłamy zbyt wiele przekazów i bombardujemy nimi partnera, który zaczyna się czuć zraniony, nieszczęśliwy, ma do nas żal lub ma wrażenie, że padł ofiarą przemocy z naszej strony. Przekroczyliśmy jego strefę bezpieczeństwa, sprawiając mu w ten sposób przykrość lub ból.

Z drugiej strony nadmierne opanowanie powoduje, że jesteśmy opancerzeni i nic nie może nas dotknąć. Zamiast wytyczać zdrowe granice, zbudowaliśmy wokół siebie mur, który ma nas uczynić nietykalnymi. Kiedy partner mówi, że nie może nam zaufać, pozostajemy niewzruszeni. Nie reagujemy, kiedy nas czule dotyka. Gdy dzieli się z nami swoimi opiniami, udajemy, że nie słyszymy. Zamykamy się w sobie i wycofujemy ze związku.

Nie zmienimy się bez interwencji z zewnątrz - na przykład pomocy terapeuty. Kiedy mury zastępują zdrowe granice, nie ma prawdziwego związku, ponieważ te pierwsze uniemożliwiają bliskość. Jak już wspominałam, z wytyczaniem granic można mieć problemy dwojakiego rodzaju: albo zastępujemy granice murem, albo w ogóle się ich pozbywamy; są to dwie skrajności, pomiędzy którymi mieści się obszar zdrowych granic psychologicznych.

Praktyka wytyczania zdrowych granic pomaga nam osiągnąć równowagę pomiędzy byciem nadmiernie podatnym na zranienie a poczuciem, że nikt nie może nas zranić pomiędzy przesadnym wyrażaniem swoich emocji a zamknięciem się na innych. Zdrowe granice psychologiczne powodują, że znajdujemy się w stanie kontrolowanej otwartości. Stan kontrolowanej otwartości pomaga nam otworzyć się na tyle, aby partner mógł nas poznać, ale nie na tyle, aby mógł nas zniszczyć, kierując w naszą stronę negatywne emocje. Utrzymując ten stan, chronimy również partnera przed naszym brakiem szacunku i negatywnymi emocjami, które jako doskonale niedoskonałym istotom ludzkim zdarza nam się czasami uzewnętrzniać. Jednocześnie chronimy się przed dokładnie takimi samymi zachowaniami ze strony partnera.

Aby osiągnąć stan kontrolowanej otwartości, trzeba umieć wytyczać zdrowe granice. Dwie z nich dotyczą fizycznych i seksualnych form kontaktu z drugim człowiekiem. Pierwsza odnosi się do naturalnej bliskości i dotyku pozbawionego podtekstu seksualnego i nosi nazwę zewnętrznej granicy kontaktu fizycznego. Druga odnosi się erotyki i jest nazywana zewnętrzną granicą kontaktu seksualnego. Istnieją również wewnętrzne granice psychologiczne, z których korzystamy, dzieląc się z drugim człowiekiem swoimi myślami i uczuciami. Aby nasz związek mógł funkcjonować na zasadzie bliskości, musimy korzystać zarówno z granic zewnętrznych (regulujących kontakt fizyczny i seksualny), jak i wewnętrznych (regulujących przepływ myśli i uczuć).

Granice kontaktu fizycznego są równie ważne wówczas, gdy to my szukamy z kimś bliskości, jak i wtedy, gdy ktoś chce zbliżyć się do nas. W sytuacjach okazywania czułości i przyjmowania czułych gestów generalnie czujemy się odprężeni. Jednak wszelka czułość wymaga kontrolowanego opanowania. Narzucanie drugiej osobie fizycznej bliskości może być potraktowane jako nadużycie, jeśli osoba ta nie wyraziła zgody na taką formę kontaktu. Zawsze należy takie przyzwolenie uzyskać, gdyż w ten sposób wyrażamy nasz szacunek, miłość i pragnienie zdrowej bliskości z drugim człowiekiem.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że w kontaktach z innymi poszukuje bliskości. Równie liczni są ci, którzy pod pozorami dążenia do bliskości ukrywają swe prawdziwe cele. Całując gospodynię w policzek na do widzenia, być może okazujemy fałszywą czułość ponieważ chcemy zatuszować fakt, że źle się bawiliśmy na przyjęciu. Zdarza się też, że okazując komuś czułość i pławiąc się w uprzejmościach, okazujemy jednocześnie naszą wyższość. Bywa, że pozwalamy sobie na zbyt bliski kontakt z drugą osobą, skutecznie ukrywając seksualną agresję pod przykrywką konwenansów.

Umiejętność zachowania właściwego dystansu i świadoma ocena proponowanej nam formy kontaktu jest wyrazem szacunku wobec samego siebie. Skupiamy się wówczas na tym, kim tak naprawdę jesteśmy, i decydujemy, jaki rodzaj fizycznej bliskości najbardziej nam w danej chwili odpowiada. W kontaktach z drugim człowiekiem powinniśmy przestrzegać następującej zasady: "Mam prawo decydować, kto i w jaki sposób mnie dotyka". Mamy prawo decydować o tym, jak blisko kogoś do siebie dopuścimy oraz czy pozwolimy mu dotykać siebie i swoich rzeczy osobistych: listów, zdjęć, pamiętników. Dotyczy to także przeglądania poczty elektronicznej i odsłuchiwania wiadomości telefonicznych. Granica, jaką wytyczymy, pozwoli nam selekcjonować formy fizycznego kontaktu i decydować o tym, jak bardzo chcemy się przed kimś otworzyć.

Zewnętrzna granica kontaktu fizycznego daje nam możliwość określenia, jak blisko dopuścimy do siebie drugiego człowieka. W ten sposób wyrażamy instynkt samozachowawczy. Nadając pożądaną formę kontaktom z otoczeniem, kontrolujemy gesty, które są do nas adresowane, i decydujemy o tym, czy je zaakceptować. Ponieważ jesteśmy zdrowi, akceptujemy wyłącznie zachowania odzwierciedlające prawdziwe zamiary drugiej osoby i będące wyrazem jej szacunku wobec nas. Oczekując takiego zachowania, wyrażamy jednocześnie szacunek wobec siebie. Wytyczanie zdrowych granic kontaktu fizycznego jest zatem równoznaczne z miłowaniem samego siebie i poszanowaniem prawdziwych intencji partnera. "Mam prawo decydować, kto i w jaki sposób mnie dotyka" to tylko połowa zasady obowiązującej przy wytyczaniu zdrowych granic kontaktu fizycznego. Druga połowa brzmi: "Ty też masz do tego prawo".

Zajmijmy się więc teraz drugą z wytyczanych granic - zewnętrzną granicą kontaktu seksualnego. Zbliżając się do kogoś z zamiarem kontaktu seksualnego, musimy być na tyle opanowani, aby nie sprawić tej osobie przykrości ani nie narazić jej na cierpienie. W takiej sytuacji niezbędne jest wytyczenie zdrowej zewnętrznej granicy kontaktu seksualnego. Obowiązująca w tym przypadku zasada brzmi: "Mam prawo decydować, z kim, kiedy, gdzie i jaki podejmę kontakt seksualny. Ty też masz do tego prawo".

Spójrzmy najpierw na pierwszą część tej zasady. Umożliwia nam ona podejmowanie niezależnych decyzji dotyczących naszego życia erotycznego. Zastanawiamy się, czy partner nam odpowiada, a kiedy już zdecydujemy się na zbliżenie, wciąż mamy prawo i obowiązek decydować o tym, kiedy, gdzie i w jaki sposób się ono odbędzie. Chroniąc się, wyrażamy szacunek wobec samych siebie oraz analizujemy motywację własną i partnera. Zewnętrzna granica kontaktu seksualnego powinna być wytyczana zawsze wtedy, gdy ktoś zbliża się do nas z zamiarem zainicjowania zbliżenia. Nie znaczy to jednak, że możemy lekceważyć pragnienia partnera. Z szacunkiem powinniśmy wysłuchać, co ma do powiedzenia na temat tego, kiedy, gdzie i w jaki sposób chciałby podjąć kontakt seksualny. Nie możemy stawiać mu żądań. W sytuacjach fizycznej i seksualnej bliskości można okazywać zachętę lub sprzeciw, ale zawsze musimy to czynić z szacunkiem.

Tekst pochodzi z poradnika "Droga do bliskości"

Wydawnictwo Jacek Santorski & co
Dowiedz się więcej na temat: szacunek | myśli | kontakt | emocje | partner

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje