Jadwiga Najra: Moje medytacje to podróż w głąb siebie

Mieszka w Niemczech, mimo to w Polsce bywa nawet kilka razy w miesiącu. By odnaleźć siebie wyruszyła w długą podróż wiodącą przez Syberię, Mongolię, Peru i Hawaje, gdzie pobierała nauki u największych szamanów. Wróciła z nowym planem na życie, który konsekwentnie realizuje. Szamanka Jadwiga Najra dziś wie, że aby móc pomagać innym, trzeba najpierw odnaleźć siebie.

Gabriela Kurcz: W którym momencie życia poczułaś, jak ważną rolę odgrywa intuicja i świadomość?

Reklama

Jadwiga Najra: Tym przełomem był mój pobyt w szpitalu. Trafiłam tam z bardzo silnymi bólami brzucha, z którymi lekarze nie mogli sobie poradzić. Wiedziałam, że te dolegliwości to efekt tego, że nie żyję tak, jak chcę. Nie spełniam swoich wizji i ciągle się ograniczam. Że dopasowuję się do tego, czego mnie wcześniej nauczono, a nie wyrażam w ogóle siebie. Oczywiście już wcześniej szkoliłam się, brałam udział w warsztatach, zwiedzałam świat, ale to był ten moment, w którym zadecydowałam, że zmienię wszystko w swoim życiu i zacznę dzielić się z innymi ludźmi wiedzą zdobytą podczas swoich podróży do różnych wysokoenergetycznych miejsc świata (m.in. Mongolia, Egipt, Peru, Hawaje). Oczywiście nie wiedziałam jeszcze jak to zrobić, ale moja dusza już wiedziała, że nie ma odwrotu.

Czyli wierzysz w to, że musimy słuchać komunikatów ciała, które mówią nam, w którym kierunku powinniśmy pójść?

-Tak. Ciało zawsze daje nam takie komunikaty. Jeżeli przez dłuższy czas robisz coś wbrew sobie, wszystko jedno, co to jest – bo praca, bo związek małżeński, bo co powiedzą inni i starasz się dopasowywać do wyznaczonych przez kogoś dróg, które nie są twoje, to ciało w końcu się zbuntuje i zaczyna cierpieć. Jeśli pozostajesz w związku, w którym jesteś nieszczęśliwa, to prędzej niż później odczujesz to na swojej psychice, a następnie na swoim ciele. 

Wierzysz, że każdy człowiek umie czytać takie komunikaty?

- Jeżeli ciało zaczyna już chorować, niezależnie od tego czy są to alergie, wysypki czy nawet nowotwór, to jest to naprawdę ostatni dzwonek, żeby znaleźć źródło tej choroby. Jak to zrobić? Zaufać intuicji, a tę ma każdy z nas. Ma ją już małe dziecko, które wie, czego potrzebuje: czy jest głodne, czy potrzebuje snu, przytulenia… Z wiekiem przestajemy słuchać intuicji, bo słyszymy wokół komunikaty: tego nie jedz, to ci nie posmakuje, to ci zaszkodzi, tego nie lubisz…To jest ten moment, w którym zabijamy intuicję, która przecież najlepiej wie, czego potrzebujemy.

Ale przecież muszą być jakieś ograniczenia. Dziecko np. intuicyjnie kocha słodycze i najchętniej jadłoby tylko czekoladę. Co wtedy?

- To są już oczywiście skrajności. Większość rodziców wie i czuje, co jest dobre dla ich dziecka, a dziecko potrzebuje również granic. Z drugiej strony warto czasem pozwolić temu dziecku na zjedzenie nawet dużej ilości słodyczy – zatruje się i to też będzie jakieś doświadczenie. Każde dziecko rodzi się z intuicją, ma ją również każda matka, a matka wie, co jest dobre dla jej dziecka. To są dwie różne intuicje, najważniejsze, by spotkać się w połowie drogi. I co ważne – wciąż nad tą intuicją pracować.

Właśnie tym zajmuje się współczesny szaman? Uczy jak prawidłowo czytać te komunikaty i pracować nad intuicją? I kim w ogóle jest dziś szaman?

- Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi na myśl wielu osobom jest takie, że szaman to ktoś, kto tańczy przy ognisku, odprawia rytuały - Bóg wie, co jeszcze. Tego boją się ludzie i nazwa szaman rzadko kojarzy się im dobrze. Ale moim zdaniem jest to po prostu niezrozumienie istotny szamanizmu. Szamani mają własną kulturę, a każde państwo, region czy „święta góra” ma swojego szamana. Jakkolwiek byśmy tego nie nazwali – szaman, nauczyciel - tych ludzi wyróżnia tylko to, że mają większą intuicję. Nie jest to łatwe i niewielu to potrafi. Większość z nas dostosowuje się do przepisów, przestrzega ustalonych granic. Natomiast szamani słuchają głównie siebie.

- Szaman nazywany jest również uzdrowicielem, ale nie lubię tego słowa. Ja przecież nie mogę nikogo uzdrowić, ja tylko mogę zadać pytania i pozwolić mu samemu znaleźć odpowiedzi. Nie ma więc dobrej definicji szamanizmu i nawet nie próbuję jej znaleźć.

Ale chyba „uzdrowiłaś” kiedyś kogoś?

- Miałam kiedyś klientkę – z astmą, chorobami tarczycy, przeszła kilka poważnych operacji. Prosiła mnie o pomoc, by porozmawiać i uwolnić swoje emocje. Okazało się, że jest w związku z mężczyzną, który ją notorycznie zdradzał. W tym miejscu warto wspomnieć, że oskrzela, płuca i tarczyca to narządy, w których zbiera się cały smutek, a ona wręcz dusiła się z tej choroby. Nie umiała wykrzyczeć żalu i wciąż trzymała go w sobie. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam tak: Jeżeli w tym momencie nie zadzwonisz do niego i nie powiesz mu, że go zostawiasz, choćby tylko na pięć minut, to nigdy nie osiągniemy efektu wyzdrowienia. Zadzwoniła i powiedziała mu pod moją presją, że go zostawia i po tej rozmowie naprawdę wszystko puściło. Choroba nigdy nie wróciła, a ona do dziś nazywa mnie swoją uzdrowicielką, ale przecież to nie ja… Zrobiła to sama, sama się uleczyła. Mam z nią kontakt po dzień dzisiejszy. Prawdopodobnie tak samo uzdrawiał ludzi Jezus, dawał im po prostu bodziec do tego, by potrafili uzdrowić się sami.

Kto pojawia się na twoich spotkaniach, warsztatach czy medytacjach?

- Może przyjść każdy, naprawdę każdy, kto chce zrozumieć siebie, swój świat, kto się zagubił. Kto czuje, że jest coś więcej, ale nie wie, jak do tego dotrzeć. Zapraszam tych, którzy szukają sukcesów w pracy, w swoich związkach. Szukają własnego spełnienia. Chcą zdobyć szczyt, na którym jeszcze nikt wcześniej nie był. Na moje spotkania przychodzą lekarze, biznesmeni, nauczyciele… Przychodzą, by nauczyć się prawidłowo oddychać, znaleźć blokady w swoim ciele, zamknąć oczy i zobaczyć więcej – w efekcie lepiej się poczuć i zacząć „pracować” sercem, bo współczesny człowiek wciąż pracuje na poziomie głowy. Moje autorskie medytacje i warsztaty to taka podróż w głąb siebie.

Czy patrząc na człowieka wiesz intuicyjnie, gdzie jest jego problem i co w nim siedzi?

- Tak, ale nie przekraczam tych granic, aby mówić o tym osobom, które na to nie zezwalają. Swoją wiedzę oraz intuicję wykorzystuję tylko w pracy z klientem. Praca szamana też ma swoją etykę. Wygląda to na ogół tak, że pozwalam się mu wypowiedzieć, a potem zadaję pytania; pytam też, czy mogę wejść w jego pole energii. W chwili, w której poznaję nowych ludzi na warsztatach, od razu wiem jaka jest energia tych ludzi, widzę ją, ale ograniczam się tylko do obserwacji. Osoby, które przychodzą na spotkania pierwszy raz są zdystansowane, chowają się w sobie. Mówię im wtedy, że sama na tym boisku meczu nie wygram – jeśli chcą coś poczuć, muszą na to boisko wejść i zagrać razem ze mną i wtedy to poczują. Zbyt często tak samo jest w życiu - siedzimy na trybunach i biernie obserwujemy swoje życie, a nie bierzemy w nim czynnego udziału. Każda grupa jest inna, nieufność ludzi jest jednak prawie zawsze ogromna. Na szczęście szybko mija i moje spotkania zawsze kończą się w euforii i radości.

Czy tym polem energii jest aura? Widzisz aury? I czy wszyscy ludzie je mają?

- Tak, to jest właśnie nasza aura i wszyscy ją mamy, nawet zwierzęta. Wraz ze śmiercią człowieka, najbliższa aura odchodzi razem z nim; zostają pola energetyczne oraz zawarte w nich informacje, które przechodzą dalej, do kolejnego wcielenia. Zresztą przychodzisz już na świat z informacjami z przeszłych żyć.

Mogę więc nosić w sobie coś negatywnego od początku swojego życia?

- My - szamani, wierzymy, że rodzisz się z karmą, która jest sumą doświadczeń z przeszłości. Rodzisz się z mnóstwem informacji zakodowanych w twoim DNA, które jest nieśmiertelne. W ten sposób możesz spojrzeć na siebie jako na nieograniczoną wiedzę - jako na Mistrza, który już wiele przeżył i wiele wie, tyle że nie jest to do końca świadome. Stąd rozwojem duchowym można nazwać właśnie te praktyki, które przybliżą nas do tej świadomości kim jesteśmy i obudzą nieograniczone pokłady wiedzy. Wszystkie osoby pracujące z energią cały czas szkolą się po to, by wiedzieć i umieć coraz więcej. Stąd też nasze wyjazdy do miejsc, w których ta energia jest mocno wyczuwalna.

Jakie to miejsca?

- Są to wysokoenergetyczne miejsca - tzw. meridiany Ziemi, które ulokowane są również w znanych i popularnych miejscach turystycznych, takich jak: Malta, Stonehenge w Anglii, Machu Picchu w Peru czy piramidy W Egipcie. Tych miejsc jest wiele więcej,  ale ja chciałabym wspomnieć o moim doświadczeniu podróży do Stonehenge. W chwili, w której podeszłam pod te kamienne posągi, już czułam wibracje tego miejsca w całym ciele - wiedząc, że wracam do domu, do miejsca, w którym kiedyś byłam! Nagle zobaczyłam wszystko to, co kiedyś już tu robiłam, z kim tu byłam. Nagle z pozycji obserwatora stajesz się głównym bohaterem – czujesz jakbyś grała w filmie, jesteś w nim. To miejsca, w których naukowcy odkryli pole energetyczne łączące niebo z ziemią, a tym łącznikiem jesteś właśnie ty. Piramidy w Egipcie, Machu Picchu w Peru czy Wyspa Wielkanocna to miejsca emanujące niesamowitą energią – nie bez powodu przyciągającą miliony ludzi z całego świata. 

- Podczas naszych podróży medytujemy i łączymy się z Ziemią – Ziemią niszczoną przez człowieka, która nie ma już sił, by walczyć, a mimo to wciąż się broni. Człowiek spycha odpowiedzialność na Boga, na Wszechświat, a to on sam jest winien tej zagłady. Świadomość tego, kim jesteśmy, współodczuwanie Ziemi i słowa Dalajlamy, który powiedział, że zbudowaliśmy drogi z Ziemi w kosmos, a wciąż nie znamy drogi do sąsiada, to takie nasze drogowskazy. W miejscach takich jak Machu Picchu tę relację z Ziemią odczuwa się bardzo mocno, ale podobną energię można znaleźć również w Polsce, myślę tu np. o czakramie wawelskim.

Czy świadomość tego wszystkiego, cała wiedza, którą zdobywałaś przez lata, napawa cię dziś spokojem?

- Tak. Widzę, obserwuję, ale nie odwracam się od tego. Właśnie po ten spokój przychodzą do mnie ludzie.  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje