Karol samo zło

Po śmierci taty mama źle znosiła samotność, ale jak mogła związać  się z takim typem?! 

Wszystko wskazywało na to, że mama kogoś ma, ale bałam się zapytać. Tata nie żył już od trzech lat, a ja nadal nie wyobrażałam sobie u jej boku innego mężczyzny. Starałam się jednak podejść do sprawy ze zrozumieniem. Nie mieszkałyśmy razem i mama na pewno czuła się bardzo samotna. To przecież wciąż dość młoda kobieta, nie mogłam więc mieć pretensji, że chce się z kimś związać.

Reklama

Wreszcie sama się przyznała. - Kilka miesięcy temu poznałam Karola - zaczęła nieśmiało. - Długo się broniłam przed tym uczuciem, ale ja naprawdę nie mogę żyć dłużej sama...

- Nie tłumacz się - uspokoiłam ją. - Jak ty jesteś szczęśliwa, to ja też.

Zaaranżowała wspólny obiad, na którym mieliśmy się wzajemnie poznać.

- Karol - przedstawił się średnio przystojny mężczyzna, odsłaniając żółte zęby.

Spodziewałam się dojrzałego pana, przejętego sytuacją. Jednak nic z tego. Karol okazał się nieco młodszym od mamy facetem, wbitym w ciasne sztruksy i brylującym niczym tandetny wodzirej.

- Wreszcie możemy się poznać - rzuciłam tylko.

Niewiele zjadłam podczas tego obiadu. Obserwowałam Karola i byłam boleśnie rozczarowana. "Skąd ona wytrzasnęła tego palanta?", myślałam. Wcale nie chodziło o to, że Karol jest mówiącym gwarą budowlańcem, czy że to prosty człowiek. Takie rzeczy mnie nie ruszają. Chodziło o to, że matka przedstawiła mi faceta, który zupełnie do niej nie pasował.

- Nałóż mi jeszcze tego zielska - zwrócił się do mamy tonem, który nawet nie otarł się o uprzejmość. - Podobno roboty nie możesz znaleźć - zagadnął z kolei mnie. - Studia skończone, a posadki nie ma... - zarechotał.

- Wciąż szukam, a łatwo nie jest... - odpowiedziałam i już żałowałam, że wdaję się z nim w dyskusję na tematy osobiste.

- Naprodukują wykształciuchów, to potem siedzą takie na bezrobociu - rzucił frazesem. - A robić nie ma komu!

Spojrzałam na mamę, oczekując jakiejś reakcji. Przecież zawsze była dumna, że studiuję, a wygłaszanie tego typu poglądów ją drażniło. Ale ona tylko patrzyła na swego Karola i mu przytakiwała!

- Kolorowo w Polsce nie jest i problemy dotyczą nie tylko absolwentów wyższych uczelni - broniłam się więc sama. - Poza tym wcale nie ustawiłam się w kolejce po zasiłek. Chwytam się różnych zajęć...

- Przynajmniej na garnuszku u matki nie siedzisz - pochwalił mnie łaskawca.

Zachowywał się tak, jakby zjadł wszystkie rozumy. Co gorsza, zupełnie zdominował mamę. Owszem, uśmiechała się, wydawała się nawet radosna, ale jednocześnie podporządkowana temu gburowi. Czułam złość i bezsilność, gdy patrzyłam na tę parę. Ona jemu nadskakiwała i śmiała się z jego prymitywnych żartów. Natychmiast milkła, gdy zaczynał mówić i wygłaszał swoje tyrady, w przerwach nieprzyjemnie pociągając nosem.

"Obleśny typ", pomyślałam. I bolało mnie, że o kimś takim moja mama mówi z rozanieloną twarzą. Nie miałam pojęcia, co ona w nim widzi! Zastanawiałam się, co jej odpowiem, kiedy zapyta, co o nim myślę. Postanowiłam powiedzieć prawdę, choćby dla jej dobra.

- I co? - zaczęła, ledwie odjechał.

- Szału nie ma, ale skoro tobie odpowiada, to OK - stchórzyłam.

- Szału nie ma, mówisz?... - drążyła nieco zdziwiona.

- Muszę się oswoić z nową sytuacją - zbyłam ją. - Najważniejsze, że tobie jest dobrze - nie wierzyłam, że to mówię.

Postanowiłam jednak się nie wtrącać. Uznałam, że nie mam prawa decydować o życiu mamy. Poza tym miałam nadzieję, że sama niedługo przejrzy na oczy. Myliłam się. Ich miłość kwitła, a Karol coraz bardziej panoszył się w domu i życiu mamy. W końcu zamieszkali razem.

- On tam, ja tu, na paliwo szło tyle pieniędzy, że na porządne wakacje by starczyło - tłumaczyła mama. - A i męska ręka mi się przyda na stałe.

Tęskniłam za czasami, kiedy wpadałam do niej, mogłyśmy w kuchni wypić kawę i pogadać albo przejść się razem na cmentarz do ojca. Teraz rzadko udawało mi się zastać ją samą. Karol wcinał się w każdą naszą rozmowę, komentował mój ubiór, decyzje i nieustannie coś mi doradzał. Nawet gdy go nie było, to mama i tak bez przerwy o nim szczebiotała.

- Mamo, nie ma już świata poza Karolem?! - nie wytrzymałam kiedyś. 

- Przepraszam cię, dziecko - zreflektowała się. - No, co tam u ciebie?

Nadal była troskliwa i czuła wobec mnie. Ale to już nie było to samo. Ten fircyk ingerował w jej czas, finanse, wygląd, a nawet w sposób bycia.

- No, Słońce, tę kieckę to już powinnaś oddać do PCK - ocenił raz jej strój. - Nie lubię tych babciowych ciuchów.

"Szlag mnie zaraz trafi", myślałam i zaciskałam pięści. Z trudem powstrzymałam się, żeby mu nie wygarnąć, co myślę. - Mamo, nie podoba mi się, jak on się do ciebie zwraca - powiedziałam tylko.

Ale musiałam przywyknąć. Znosiłam jego głupie uwagi, udawałam, że nie widzę prostackiego poklepywania mamy po pupie i robiłam dobrą minę do złej gry. Tylko czekałam na okazję, aż zrobi coś takiego, co sprawi, że mama przejrzy na oczy i pojmie, że ten człowiek na nią nie zasługuje.

Niestety, nic nie działało. Kiedy stracił pracę i miesiącami zalegał na kanapie, zamiast szukać nowej, tłumaczyła go: - Od wiosny ruszą budowy. O tej porze roku zawsze panuje zastój.

Gdy zaś dowiedziałam się, że Karol czasem jeździ samochodem po kilku piwach, znów usłyszałam zgrabne wyjaśnienie:- Raz się zdarzyło, już go ochrzaniłam.

- Ale to są karygodne sytuacje - miałam dość jej argumentów. - On cię roluje na każdym kroku, naraża na wstyd i kłopoty, a ty jeszcze koło niego skaczesz!

- Czepiasz się - odparła zmieszana. - Porównujesz go do ojca. A teraz takich jak tata nie ma. Poza tym Karol to dobry człowiek, tylko czasem ma głupie pomysły.

Tolerowałam tego faceta, ale do czasu... Przez kilka dni musiałam zamieszkaću mamy, bo mój narzeczony remontował kawalerkę, którą właśnie kupiliśmy.

- Witamy! - oznajmił Karol, czując się już zupełnie jak u siebie.

Pewnego dnia zdarzyło się coś, co zwaliło mnie z nóg. Brałam rano prysznic. Po kąpieli nałożyłam na ciało balsami czekając, aż wsiąknie, malowałam się.Jednak przez cały czas miałam dziwne wrażenie, że ktoś za mną stoi. "To pewnie dlatego, że w domu jest obcy facet", pomyślałam trzeźwo.

Dwa dni później, tym razem wieczorem, znów miałam to nieprzyjemne uczucie. Gdy rozsunęłam drzwi kabiny prysznicowej, usłyszałam cichutki szmer przy drzwiach. Kolejnym razem nie byłam już taka swobodna w łazience. Przede wszystkim musiałam stwierdzić, czy moje podejrzenia to paranoja, czy rzeczywiście Karol mnie podgląda. Puściłam wodę,a sama stałam z uchem przy drzwiach.

"O cholera!", zaklęłam w duchu, słysząc gmeranie po drugiej stronie. W pierwszym odruchu chciałam zajrzeć przez dziurkę i przyłapać go na gorącym uczynku, ale zachowałam zimną krew. "Spłoszy się. Potem zrobi ze mnie wariatkę przed mamą, a z siebie ofiarę", pomyślałam.

Łazienkę od reszty mieszkania dzielił przechodni pokój, w którym stał komputer. Wpadłam na pomysł, że ilekroć pójdę pod prysznic, gdy Karol będzie w domu, włączę kamerkę internetową i nagram go, jeśli będzie się skradał.

Włączyłam kamerę i puściłam wodę. Kręciłam się nawet w bieliźnie po łazience, żeby nie wzbudzić podejrzeń, a jednocześnie przyłapać ewentualnego erotomana. I nic. Powtarzałam całą akcję trzy razy. Wreszcie za czwartym razem nagrałam drania!

Nie było wątpliwości, że partner mojej mamy mnie podglądał. Widać było jak sprawdza, czy nikt nie nadchodzi, po czym pochyla się, mruży oko i patrzy. Przez około trzy minuty. Rękę schował gdzieś z przodu. Wolałam nie analizować, co właśnie robi... Kiedy obejrzałam film, rozpłakałam się. Czułam się taka upokorzona! - Ty gnoju - powiedziałam cicho.

Odczekałam, aż będziemy same z mamą i powiedziałam jej o całym zajściu. - Co ty mówisz? - zmarszczyła brwi. - Nie wierzę! Ty masz chyba jakąś obsesję...

- Ja?! To on jest stuknięty! - wkurzyłam się. - To psychol, zboczeniec! Gapi się na mnie, kiedy się kąpię. Chcesz zobaczyć?- wskazałam ręką na komputer.

Nie chciała, chyba bała się prawdy. - Porozmawiam z nim. Może chciał ci zrobić dowcip, wiesz, jaki z niego żartowniś...

- Co?! Mamo, czemu ty jesteś taka naiwna?! - zawołałam ze złością.

- Mówię, że to wyjaśnię, ale nie pozwolę ci go wciąż atakować! - rzuciła ostro.

- Nie wymyśliłam tego. Ja chcę tylko twego dobra - westchnęłam bezradnie.

Jeszcze tego samego dnia spakowałam się i pojechałam do naszego mieszkania. Wolałam spać na kartonach niż znosić tego obleśnego faceta. Miałam tylko nadzieję, że mama wreszcie pojmie, co to za typi go przegoni.

Przeliczyłam się. Wcisnął jej jakąś historyjkę o klamce od drzwi, która niby była za luźna, i on ją tylko przykręcał...

- Przecież słyszał, że jestem w środku - przerwałam jej ostro. - Nie wiem, jak sobie wyobrażasz nasze dalsze stosunki, mamo - powiedziałam smutno. - Nie cierpię Karola i nie chcę go widywać. A on mieszka z tobą.

-  Będzie dobrze - objęła mnie. Zamiotła sprawę pod dywan.

Nie odwiedziłam ich więcej. Od tamtej pory to mama wpadała do nas, zawsze sama. Omijaliśmy temat Karola, bo tak było wygodniej. Ciągle liczyłam na to, że w końcu ten palant zniknie z jej życia. Tym bardziej byłam zszokowana, gdy pół roku po feralnym nagraniu moja rodzicielka oznajmiła, że wychodzi za niego.

- Może zakopiecie topór wojenny i będziesz moim świadkiem? - zastrzeliła mnie tą propozycją.

- Nie ma mowy - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.

Nie poszłam na ślub i chyba nigdy nie zdołam pogodzić się z tym, że mama zdecydowała się na małżeństwo z kimś takim.- Zwariowała - skomentowałam tylko.

Nie miałam już siły walczyć, przekonywać i udowadniać, że Karol to drań. To w końcu jej życie. Mam tylko nadzieję, że jest z nim jednak szczęśliwa. A jeśli im nie wyjdzie... No cóż, wtedy zawsze jej pomogę.                        

Ewa N.,26 lat

   

 

Dowiedz się więcej na temat: Podglądacz | ojczym | drugie małżeństwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje