Kochanie, pomóż mi

Narzekamy, że nasi mężowie nam nie pomagają. Ale czy wiedzą, że tego od nich oczekujemy? Czy prosimy ich o to? Nie ma się co łudzić, sami się nie domyślą.

Dzieci są nasze, a nie tylko moje

Reklama

Małgosia z niechęcią wzięła do ręki dzienniczek syna. Jeszcze jedna uwaga i wezwanie do szkoły. Spojrzała na kalendarz. W środę rano musi iść z Jaśkiem do poradni, a w czwartek ze starszą córką, Pauliną, jedzie na zawody. Żeby umówić się na rozmowę z nauczycielem, znowu będzie musiała zwolnić się z pracy. Czuła, że to ponad jej siły. A mąż, poza pracą, nie ma żadnych obowiązków. Tak nie może być. Ona po prostu nie daje rady. Zmusi Pawła, żeby to on poszedł na wywiadówkę. To przecież również jego dzieci.

Wieczorna rozmowa nie była ani łatwa, ani przyjemna. Paweł od razu powiedział, że nie ma czasu. A ona ma? Pokłócili się. Usłyszała, że to jej wina, że rozpuściła dzieci, jest zbyt pobłażliwa i teraz ma, co chciała. A on nie będzie za nią świecił oczami przed nauczycielem. Nawarzyła piwa, niech je sama wypije. Przecież mówił, żeby krótko trzymać Jaśka. A kto jemu bronił trzymać dzieci krótko? Oczywiście ona. I w związku z tym on jej teraz nie pomoże. Popłakała się z bezsilności, że nie może na niego liczyć.

Rada psychologa: Jeżeli będziemy się żalić, jak nam ciężko, mąż usłyszy tylko nasze narzekania. Dlatego mówmy o konkretach. Małgosia może powiedzieć: "Wiem, że nie do końca przyjmowałam twoje uwagi. Pomyliłam się. Myślę, że ty miałeś rację, lepiej byś sobie poradził.

Umiesz rozmawiać spokojnie, ja zaraz krzyczę na dzieci. Pomóż mi." Pokaże, że jest rozsądną matką i docenia rolę męża w wychowaniu dzieci.

Nie chcę być kurą domową

Jola już od kilku dni przygotowuje się do rozmowy z mężem. Chce mu powiedzieć, że podjęła decyzję o powrocie do pracy. Dzieci chodzą już do szkoły, nie potrzebują niańczenia. A ona czuje się taka niedowartościowana, ma wrażenie, że czas przecieka jej między palcami. Chce wyjść z domu, czuć się potrzebna, niezależna. A dodatkowe pieniądze przecież zawsze się przydadzą. Ale chociaż dokładnie przemyślała, co ma powiedzieć i jakie wysunąć argumenty, Jacek jej nie zrozumiał. Prawie się obraził. Przecież on zarabia, tak powinno być, on jest odpowiedzialny za dom, za rodzinę. Dba, by niczego im nie zabrakło. Tak było w jego domu, ojciec zawsze pracował, a mama gotowała i dbała o rodzinną atmosferę.

To przecież bardzo ważne, każdy powinien znać swoje miejsce, swoje zadania. Skoro ona chce iść do pracy, to znaczy, że tego nie widzi. Jola miała wrażenie, że rozmawiają w różnych językach. Czy on nie słyszy, że ona mówi o sobie, o swoich potrzebach, nie o nim? Na końcu okazało się, że poczuł się winny, zdenerwował się, że ma do niego pretensje, że za mało się stara. Zaproponował, że weźmie dodatkową pracę. Joli opadły ręce. Czuje się kompletnie niezrozumiana.

Rada psychologa: Jola nie uważa swojej pracy za wartościową. Być może, to wina Jacka, który nie mówi głośno o tym, że docenia jej starania. O tym powinni porozmawiać. Przecież Jola nie chce rywalizować z mężem, pomniejszać jego wkładu w rodzinę. Może powiedzieć: "Wiem, że dbasz o nas. Ale dzieci rosną, niedługo nie będą mnie już tak bardzo potrzebować. Jeżeli teraz nie wrócę do pracy, potem będzie mi trudno. Bez twojej pomocy niczego nie dokonam. Chciałabym, żebyś zrozumiał, jak ważne jest dla mnie twoje zdanie i twoje poparcie."

Dowiedz się więcej na temat: pomoc | małżeństwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje