Koleżanka daje ciała

Rozejrzyj się po sali wykładowej. Ciekawe, co twoje koleżanki robią po zajęciach... Kilka pójdzie do domu, kilka na randkę, inne do kina czy na plotki. A mniej więcej co dziesiąta - do burdelu. Zarabiać.

Ulica Hoża w Warszawie. Niezła kamienica w centrum. Spore mieszkanie na drugim piętrze zajęte przez agencję towarzyską. W hallu dwie kanapy, na kanapach dziewczęta. W piątek o dziesiątej wieczorem największy ruch w interesie - w pracy jest ich siedem. Wszystkie są studentkami. Iza, wysoka, szczupła szatynka o niebieskich oczach, doskonale prezentuje się w charakterze barmanki. Z gracją miesza składniki mojito.

Reklama

Klient o wyglądzie średniej rangi menedżera z depresją w oczach jest zachwycony. Pytanie tylko, czy samą techniką przygotowania drinka, czy raczej świadomością tego, że wypiją go już w pokoju.

- Wiola nauczyła nas wszystkie paru barmańskich sztuczek. Nic dziwnego, jest na trzecim roku hotelarstwa - opowiada po wyjściu podwójnie już ukontentowanego klienta Iza. - Ale i ja miałam okazję, by się jej odwdzięczyć tym, co umiem ze szkoły. Pomogłam siostrze Wioli przygotować się do matury z polskiego. Zrobiłam przysługę koleżance i przy okazji podszkoliłam się pedagogicznie. Kumpele z roku dają masowo korki - a ja mam inną pracę, więc na co dzień nie mam tej okazji - śmieje się Iza.

Codzienność Izy tylko na pozór przypomina bowiem zwykłe życie jej koleżanek z polonistyki na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. -

Studiuję na wieczorowych, więc mam całkiem sporo zajęć. Dlatego nie pracuję codziennie. Jestem w agencji tylko w piątki i niedziele. Rzadko, jak jest jakieś specjalne zlecenie, bywam jeszcze w soboty - ale z reguły wolę imprezować. Zresztą, w agencji w soboty też często odbywa się coś na kształt imprezy - Iza wyraźnie lubi zabawę. - Często wpada wtedy szef z brygadą i mamy "zamknięte spotkanie towarzyskie". Wtedy są najfajniejsze klimaty. Szkoda tylko, że szef nie płaci...

- Iza ciepło mówi o szefie i jego chłopakach, choć unika rozmowy o tym, czym to towarzystwo zajmuje się przed sobotnimi imprezami i po nich. - W soboty bywa naprawdę miło. Ale jeśli chodzi o kasę, liczą się piątki - dodaje. Potwierdza to Roksana, brunetka "mająca czym oddychać". - Zobacz, nie ma jeszcze północy, a ja zgarnęłam już pięć stówek. A ile nastukam do rana? Kilka takich piątków i czesne za semestr mam z głowy - mówi.

Roksana martwi się o raty za naukę - studiuje na SGH-u, a tam nie jest najtaniej... - Płatne studia to największy napęd prostytucji w tym kraju - żartuje. - Pomyśl tylko, my wszystkie studiujemy. Ciekawe, czy byłybyśmy tu, gdyby nie czesne. Chociaż... trzeba jeszcze wynająć chatę, kupić jakiś ciuch, coś odłożyć. Na pewno wolę tę pracę niż tyranie w jakimś McDonaldzie za tysiaka miesięcznie. A mimo to - czy to niezastanawiające? Wszystkie w tym burdelu jesteśmy studentkami. Coś w tym musi być... - zastanawia się Roksana.

I rzeczywiście coś w tym jest. Jak podaje tygodnik "Wprost", powołując się na dane Rady Europy, w Polsce około 300 tys. osób regularnie trudni się prostytucją. Gdyby w każdej agencji towarzyskiej miałoby być tak jak na Hożej, wówczas niemal wszystkie te osoby musiałyby być studentkami.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | koleżanka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje