Koniec mitu o monogamii kobiet

Penelopa, która przez dwadzieścia lat czekała na swojego tułającego się po świecie męża, na całe stulecia stała się symbolem kobiecej natury - wiernej i monogamicznej. Dzisiaj monogamiczna natura kobiet okazuje się być równie fikcyjną figurą, jak sama Penelopa.

Jest rok 1982, na jednym z kampusów uniwersyteckich pojawia się atrakcyjna kobieta i proponuje przypadkowo napotkanym mężczyznom... seks. Bez zawierania znajomości, bez zapłaty, bez komplikacji. 70 proc. panów zgadza się na tą propozycję. Przystojniak, który w tym czasie proponuje spędzenie wspólnej nocy przypadkowo napotkanym kobietom, ma mniej szczęścia - nie zgadza się ani jedna.

Reklama

Te wydarzenia, to część badań przeprowadzonych przez Russela Clarka i Elaine Hatfield. Pokazują one, że kobiety są mniej skłonne do podejmowania przypadkowych stosunków seksualnych. Dla jednych to świadectwo wrodzonej powściągliwości kobiet, dla innych - wynik presji kultury, która stawia kobietom określone wymagania. Czy w naturze kobiet rzeczywiście leży powściągliwość?

6 lat swobody seksualnej

Clark i Hatfield prowadzili swoje badania na zachodnich uniwersytetach. Zgoła inne zwyczaje panują wśród młodych Liberyjek z plemienia Sarpoe. Chociaż dziewczyny zostają tam wydane za mąż jeszcze w dzieciństwie, o monogamii nie ma mowy. Pełnymi garściami korzystają ze swobody seksualnej, jaką zapewnia im zwyczaj "pe-pe".

Kiedy dziewczynki z Sarpoe zaczynają dojrzewać, przechodzą trzyletni okres wtajemniczenia, podczas którego uczą się między innymi przyozdabiać ciało tak, aby wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie. Po ukończeniu owej bush - school, młode mężatki przez sześć lat żyją w stanie "pe - pe". Gerard Periot, który opisał zwyczaje ludu Sarpoe, tak charakteryzuje ten okres: "jest już zamężna, a jednak mimo to może sobie wziąć jakiego tylko chce kochanka, a zarówno jej rodzinie jak i mężowi nic do tego". Dziewczęta korzystają z całkowitej swobody seksualnej za przyzwoleniem i aprobatą całej społeczności: "nie ma mowy o tym, żeby ktokolwiek odnosił się do nich pogardliwie. Dziewczyny żyjące pod dachem kochanków mają renomę miejscowych piękności. Są godne pożądania i jak najbardziej pożądane. Gdyby nie były już mężatkami, otrzymywałyby wiele propozycji zamążpójścia" - pisze Gerard Periot w książce "Przez noc wielkich drzew". Młode mężatki z dumą obnoszą się z ogromnymi tatuażami i nacięciami na skórze oznaczającymi kolejnych oblubieńców.

Dzieci z grzeczności

Kobiety mogą się w tym czasie nie tylko wyszumieć, także ale urodzić dzieci. "Jeżeli nie jest bezpłodna, może mieć w tym okresie tyle dzieci, ile zechce. Gdy jej "pe-pe" dobiegnie końca, wszystkie dzieci będą jednak dziećmi nie jej amanta, ale męża" - pisze Periot, a co więcej : "Powinna mieć dzieci! Jest to jak gdyby reguła elementarnej grzeczności, niemal obowiązek. Powinna je mieć i z pierwszym kochankiem, i z drugim i z trzecim, z każdym, którego zechce sobie wziąć" - relacjonuje Periot. Po sześciu latach "pe-pe" kobieta przenosi się do chaty swojego męża wraz ze wszystkimi dziećmi, aby rozpocząć normalne życie rodzinne. Pojęcie "dzieci nieślubnych" nie istnieje - widać geny plemienia Sarpoe nie są zbyt samolubne.

Dowiedz się więcej na temat: monogamia | zakupy | natura | Parlament Europejski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje