Kradzież, która podnieca

Drobne kradzieże to nowy "sport ekstremalny" modny wśród zamożnych ludzi.

Winonę Ryder, znaną i świetnie opłacaną hollywoodzką aktorkę, już dwukrotnie złapano na próbie kradzieży ekskluzywnej odzieży ze sklepów w Beverly Hills. Gwiazda trafiła do aresztu (na razie zapadł jeden wyrok skazujący: 480 godzin pracy społecznej oraz ponad 10 tys. dolarów grzywny i zadośćuczynienia).

Reklama

Wśród fanów rozgorzała dyskusja, co skłoniło artystkę do łamania prawa. Po drugim zatrzymaniu jedna z amerykańskich gazet zwróciła uwagę, że próba kradzieży w wykonaniu Ryder to nie wyjątek, a element większego zjawiska. - Drobne kradzieże sklepowe stały się w ostatnich czasach ulubioną rozrywką fantastycznie wynagradzanych finansistów, bankowców, a nawet prawników. I to zarówno w Stanach, jak i w Europie - komentowali dziennikarze w USA.

Kaczka w bieliźnie

Damian Ponczek, rzecznik sieci hipermarketów Geant, opowiada o przypadku, do którego doszło niedawno w jednym z polskich miast: - Pani ubrana w futro za kilka tysięcy złotych wzięła z chłodni kaczkę i włożyła ją sobie... pod bieliznę. Za nic nie zapłaciła i udała się na parking. Zatrzymaliśmy ją, kiedy chciała z kaczką wsiąść do nowego volkswagena.

Podobne historie przekazują sobie pracownicy wielu sklepów w całym kraju. Wynoszenia rzeczy próbują w nich zamożni ludzie, którzy mogliby bez problemu za nie zapłacić. Mimo to decydują się je skraść.

- Jeszcze na studiach zacząłem wynosić z księgarni książki - bez ogródek przyznaje się Roman Z. z Krakowa, 34-letni pracownik dużego wydawnictwa. - Teraz, oprócz albumów czy biografii sławnych ludzi, wziąłem się także za słodycze znanych firm oraz DVD. Od czasu do czasu moją ofiarą padają też knajpy, skąd wynoszę sztućce, kufle do piwa czy popielniczki.

Ale, jak przyznaje Roman, przy swoich kolegach wypada blado. - Koleżanka lubiła wynosić rzeczy z salonów meblowych. Raz udało jej się skraść ze sklepu pościel! Nie chciała zdradzić, jak nie niepokojona przeszła koło ochroniarzy z kołdrą i poduszką pod pachą - opowiada Roman. Ten "wyczyn" jego znajomi uznają za rekord.

Złodzieje polityczni

Co powoduje, że dobrze zarabiający i wykształceni młodzi ludzie decydują się na sklepowe kradzieże? - W ten sposob buntujemy się przeciwko układom rządzącym światem. Chcemy utrudniać życie znanym firmom, które wykorzystują swoich pracowników - tłumaczy Arleta z działu marketingu ogólnopolskiej firmy i koleżanka Romana.

Podobnych tłumaczeń słuchają amerykańscy policjanci łapiący "politycznych złodziei sklepowych". Ich najczęstszym celem są markety sieci Wal-Mart, słynące z niskich cen i wyzysku pracowników.

Dla innych to po prostu "sport ekstremalny". - Zamożni często decydują się wynieść coś ze sklepu czy restauracji tylko dla poprawy humoru. W ten sposób uzupełniają niedobory adrenaliny - mówi Elżbieta Bielaszewska, specjalistka od leczenia uzależnień z Gdyni.

Na niezgodne z prawem poszukiwanie adrenaliny w sklepie decyduje się coraz więcej osób. Zdaniem psychologów, traktują to jako substytut np. ekstremalnej jazdy na nartach, na którą na co dzień nie ma czasu, ani warunków. - Przecież robienie rzeczy ryzykownych od zawsze było podniecające - komentuje Roman Z.

Bez podejrzeń

Sprawcami większości kradzieży sklepowych są raczej ludzie biedni lub bezdomni. - W każdym razie ich łapie się częściej. Zatrzymanie złodzieja, który wygląda na zamożnego, to wielka rzadkość - mówi Damian Ponczek z Geant. Dlaczego? W prywatnych rozmowach ochroniarze pilnujący porządku w marketach przyznają, że dobrze ubrane osoby często nie wzbudzają ich podejrzeń. Dlatego im chowanie przedmiotów po kieszeniach czy torbach może przychodzić łatwiej.

Kilka lat temu policjantom z Gdyni udało się zatrzymać kradnących "dla sportu". Sprawa trafiła nawet do sądu. Orzekała w niej sędzia Barbara Nowacka. Oskarżonymi były dobrze zarabiające właścicielki prywatnych firm, które złapano na wynoszeniu rzeczy z hipermarketu.

- Jednym z dowodów był zapis kamer wideo, które przez dwie godziny śledziły kobiety w czasie "zakupów". Oskarżone wkładały do kurtek między innymi płyty kompaktowe i przybory toaletowe. Cały czas jadły i piły brane z półek słodycze i napoje. Puste opakowania chowały do plecaków i walizek sprzedawanych w jednym ze stoisk - wspomina sędzia Nowacka.

Polska policja ani sady nie prowadzą statystyk, które pokazałyby skalę kradzieży dokonywanych "dla sportu" przez zamożnych ludzi. Amerykanie wyliczyli, że każdego roku w Stanach Zjednoczonych ze sklepów kradnie się różnego rodzaju produkty o łącznej wartości 10 bilionów dolarów! Dziennie tamtejsi sprzedawcy tracą na tym w sumie 25 milionów dolarów.

Maciej Cnota

Kradzieże w liczbach

Z najnowszego raportu brytyjskiego Centre For Retail Research, który bada zjawisko kradzieży sklepowych, wynika, że najczęściej wynoszone są: alkohol, płyty CD, damska bielizna, odzież dziecięca, baterie oraz kosmetyki, maszynki do golenia i czekolada. Spośród wszystkich państw Europy najwięcej kradnie się w Czechach i na Słowacji. Tamtejsze sklepy tracą na tym procederze 1,4 proc. rocznych obrotów. Jak podaje Centre For Retail Research, ten wskaźnik dla Polski w 2005 roku wyniósł 1,29 proc. i był o 0,04 proc. wyższy od europejskiej średniej.

Tekst pochodzi z magazynu

Dowiedz się więcej na temat: drobne | sport | Roman | rzeczy | kradzież | kradzieże

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje