Mężatki radzą: Czego nie robić dla własnego dobra

Są rzeczy, które działają na faceta jak płachta na byka. Dlatego... lepiej ich nie proponuj! Zadbaj o własny komfort i święty spokój. Nie wszystko warto robić razem.

Nie chodzi o to, aby żyć obok siebie i zwalniać mężczyznę ze wspólnych obowiązków! Nie na tym polega przecież partnerstwo w związku. Są jednak sytuacje, kiedy warto odpuścić i nie wymuszać, nie namawiać. Pozwolić, żeby partner chciał nam towarzyszyć, a nie czuł, że jest do tego przymuszany. - Nie wymagajmy, by mężczyzna był z nami w każdej chwili i robił wszystko, co interesuje nas, ale niekoniecznie jego - podpowiada psycholog Maria Rotkiel.

Reklama

Zapytałyśmy kilka naszych koleżanek, mężatek z długim stażem, o co nie warto prosić partnera dla swojego dobra. Nagabywany przez nas, oczywiście to zrobi. Ale będzie zły, zacznie marudzić i popsuje nam humor. Lepiej powiedzieć sobie: "Zrobię to sama, nikt nie zepsuje mi tej przyjemności!".

Nie zabieraj faceta na zakupy

Kasia, 12 lat w związku:

"Moja żelazna zasada - nigdy nie jadę z mężem na zakupy do centrum handlowego. Ciuchy, buty, kosmetyki (dla siebie i dla dziecka) oraz dodatki do mieszkania kupuję sama. Kiedyś, na początku naszego związku, prosiłam, by mąż mi towarzyszył. Ale to zwykle doprowadzało do sytuacji zapalnych. Mąż nie umiał mi w niczym doradzić, wciąż tylko narzekał i popędzał, że za długo to trwa (ile można oglądać spódnice?!) i że za dużo wydaję! Raz wybierałam w sklepie ogrodniczym rośliny do naszego ogródogródka. Gdy po 20 minutach zaczął zrzędzić i spytał z wyrzutem, czy to nie wszystko jedno - tuja czy cis, zdecydowałam: koniec z tym! Odtąd jeżdżę sama, mam dużo czasu na podjęcie decyzji i czuję się o wiele lepiej".

O co chodzi?

Dla większości mężczyzn każde zakupy, nawet dokonywane z prędkością światła, to zbyt długie zakupy. - Kobiety meandrują pomiędzy półkami, podczas gdy mężczyźni idą do sklepu jak na wojnę, konkretnie - potwierdza psycholog społeczny dr Jarosław Kulbat. Kobiety przeważnie lubią chodzić po sklepach, mierzyć ubrania, wąchać perfumy, oglądać, dotykać, rozważać. To dla nas cały rytuał, rozrywka, która daje nam niesamowitą przyjemność! Panowie tak nie robią. - Bardzo często jesteśmy niezdecydowane, mierzymy kilka rzeczy jednocześnie. To jest coś kompletnie niezrozumiałego dla mężczyzn. Nasze kobiece niezdecydowanie często może być powodem ich zniecierpliwienia.

Panowie uważają, że kobieta powinna wiedzieć, co chce kupić, wejść do sklepu i po prostu to kupić, a nie debatować. Potwierdzają to badania. Raport Millward Brown mówi, że 45 proc. mężczyzn idzie na zakupy z już konkretną decyzją, podczas gdy zaledwie 19 proc. kobiet ma obmyślony plan działania i upatrzoną rzecz. Co ciekawe, prawie 70 proc. pań idzie na zakupy po to, by... kupić cokolwiek! Żaden facet tego nie zrozumie. Zamiast więc narażać się na jego zniecierpliwienie i znudzenie, idź sama i baw się dobrze!

Nie pytaj go, w co się ubrać

Magda, 15 lat w związku: 

"Nigdy nie pytam mojego męża, w co się ubrać na przyjęcie, czy buty pasują do sukienki, itp. Nauczona doświadczeniem, wiem, że i tak mi nie doradzi albo powie, że we wszystkim wyglądam pięknie. Gdy naprawdę zależy mi na superkreacji, proszę o radę siostrę. I jeszcze coś. Kiedyś zapytałam męża: nie sądzisz, że ostatnio trochę przytyłam, a on zaśmiał się: faktycznie, musisz popracować nad boczkami. Niby oczekiwałam szczerej odpowiedzi, ale gdy ją usłyszałam, zrobiło mi się przykro".

O co chodzi?

Pomyśl sobie tak - fajna, zadowolona z siebie babka sama wie, w czym najładniej wygląda i nie potrzebuje tego rodzaju porad! A tak poważnie: takie pytania zwykle wprawiają mężczyzn w konsternację. Zwyczajnie nie wiedzą! Nie pytaj, w jakim kolorze ci do twarzy, bo pogubi się w odcieniach. Dla ciebie istnieje seledynowy, pistacjowy, limonkowy i miętowy. Dla niego - tylko ZIELONY! Naukowo udowodniono, że kobiety rozróżniają więcej kolorów niż mężczyźni. Panowie nie przywiązują też aż takiej wagi do szczegółów jak kobiety. Nie wymagaj więc od niego, by zauważył twoją nową fryzurę czy modny w tym sezonie lakier do paznokci. I nie mów: "Nie mam się w co ubrać", bo w jego mniemaniu, zawsze masz za dużo butów i ciuchów! Po co psuć sobie humor?

Na ploteczki jedź sama

Beata, 12 lat w związku:

"Moja mama jest moją największą przyjaciółką, zawsze zwierzałam się jej ze wszystkich moich radości i smutków. Nigdy nie mamy dość czasu, żeby się nagadać. Kiedy przyjeżdżaliśmy do niej z mężem z wizytą, starał się być uprzejmy, ale widać było, że nasze gadanie to dla niego męka. Wciąż patrzył na zegarek! A ja czułam się jak między młotem a kowadłem. W końcu odpuściłam. Nie ciągnę go już ze sobą. Wreszcie mam tyle czasu na rozmowy ile chcę, nikt mnie nie pogania".

O co chodzi?

Nie ma potrzeby, żeby mężczyzna stał się towarzyszem każdego naszego kroku. Zwłaszcza kiedy chodzi o babskie spotkania! Kobiety uwielbiają ploteczki, pogaduchy, ale i długie życiowe rozmowy. Czują potrzebę dzielenia się z innymi swoimi emocjami. Utrzymują zażyłe relacje z innymi kobietami: matkami, przyjaciółkami, siostrami. Lubią podzielić się delikatną sprawą z kimś, kiedy potrzebują pocieszenia. Takie kobiece rozmowy są ważne dla naszego samopoczucia. Mężczyzna nie musi w nich uczestniczyć.

Ckliwy film? Tylko z koleżanką

Anna, 25 lat w związku:

"Uwielbiam komedie romantyczne, romanse, melodramaty. Jednak wspólne oglądanie ich z moim mężem najczęściej kończyło się katastrofą. Najpierw długo musiałam go namawiać na taki film, potem denerwował się, gdy w trakcie usiłowałam wytłumaczyć mu zawiłości fabuły; nie rozumiał, dlaczego ryczałam jak bóbr. Chciałam, by dzielił ze mną te wszystkie emocje, a on pozostawał niewzruszony. Odbierało mi to całą frajdę! Dlatego od wielu lat wcale go o to nie proszę! Oglądam je sama lub umawiam się z koleżanką. Kocham nasze filmowe wieczory".

O co chodzi?

Rób to, co ty lubisz, bez względu na to, czy uczestniczy w tym twój partner. Niezależne kobiety są szczęśliwsze! Lubimy sobie czasem popłakać, oglądając wzruszające sceny. Tzw. wyciskacz łez często poprawia nam nastrój, możemy się oczyścić z naszych smutków. I nie przeszkadza nam ronienie łez w towarzystwie. Mężczyźni zaś uważają, że jeśli rozpłaczą się przy kimś, okażą słabość, bezradność. Poza tym w kinie czy przed telewizorem chcą się zwyczajnie rozerwać, wolą mocne wrażenia. Dlatego jeśli mąż chce obejrzeć z tobą "Dziennik Bridget Jones", OK. Ale jeśli nie, podaruj mu szeroki uśmiech i zrób to sama.

Kinderbale – nasza specjalność

Ola, 10 lat w związku:

"Nasz 5-letni synek często jest zapraszany przez inne dzieci z przedszkola na tzw. kinderbale. Wymogłam na mężu, który bardzo się bronił, żeby poszedł razem z nami na jeden z nich. To był błąd! Przez cały wieczór miał do mnie pretensje, że był tam jedynym mężczyzną i musiał brać udział w trzygodzinnej rozmowie o chorobach, logopedzie, niejadkach i nauce jazdy na rowerku! Chcąc nie chcąc przyznałam mu rację - to nie był dobry pomysł".

O co chodzi?

Nie oszukujmy się. Który facet lubi rozmowy (w zasadzie z obcymi osobami) o dzieciach? Naprawdę jest ich niewielu. Jeśli twój partner tego nie cierpi, nie warto go zmuszać. Lepiej idź sama, bawcie się dobrze, przy okazji wygadasz się z innymi mamami, a w domu opowiecie tacie jak było.

Agnieszka Namysł


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje