Mężczyzna na lato!

Zbliżają się wakacje i jak co roku w niektórych gazetach pojawiają się dość specyficzne ogłoszenia, w których panie dość bezpretensjonalnie poszukują ... towarzyszy na czas urlopu!

W kapitalizmie takie anonse nie powinny dziwić, ale są - przyznacie - dość nietypową formą znajdowania partnerów. Postanowiliśmy sprawdzić, kto się za nimi kryje...

Reklama

Wysłaliśmy odpowiedź na ofertę spędzenia dwóch tygodni na Krecie w towarzystwie Ewy. Po kilku dniach zadzwonił telefon: - Pan Jan? Dzwonię w sprawie urlopu na Krecie. Jest pan zainteresowany? - Tak, co mam robić? - Czy możemy się spotkać? - Proszę zaproponować gdzie i kiedy. Czy mogę przyjść z kolegą?

W samo południe, w jednej ze stołecznych kawiarni, podeszła do naszego stolika trzydziestokilkuletnia blondynka w ciemnych okularach. Wiedziała, że będzie nas dwóch, i że na stoliku zobaczy gazetę i okulary.

- Witam panów - usłyszeliśmy - z którym mam jechać na ten urlop? - Proszę sobie wybrać - zażartowaliśmy, po czym odkryliśmy karty... - Nie szkodzi, że jesteście dziennikarzami. Miałam już kilka lat temu podobną przygodę. Proszę tylko o maksimum dyskrecji, bo jestem osobą, która ma dość szerokie grono znajomych.

Ewa poprosiła o lampkę wina, zapaliła papierosa i odpowiedziała na wszystkie nasze pytania.

W wyjazdy z nowo poznanymi mężczyznami na urlop bawi się już od dość dawna. Nie, nie wymyśliła tego sama. Podpowiedź przyszła od koleżanki ze studiów, która od dziesięciu lat mieszka i pracuje we Francji. Ewa wciąż jest "stanu wolnego", dobrze zarabia, więc - jak twierdzi - może sobie pozwolić od czasu do czasu na "odrobinę Zachodu"...

Zamieszcza oferty różnej treści, w różnych gazetach. Zastrzega sobie w nich prawo wyboru dopiero po spotkaniu. Czasem wybiera dopiero po dwóch, trzech spotkaniach. Ona wybiera miejsce tego niezwykłego urlopu. Czasem nie musi za wszystko płacić... Ona też z góry ustala warunki, z których najbardziej surowy dotyczy tego, że znajomość trwa wyłącznie w dniach wspólnego pobytu na urlopie!

- Nie zdarzyło się jeszcze, żebym się "przewiozła". Ja wybieram, ja określam zasady gry... Po raz drugi trafiłam na dziennikarzy, ale wiem, że potraficie być dyskretni - śmieje się Ewa. - O szczegóły tych moich urlopów nawet nie próbujcie mnie pytać - grozi żartobliwie. - Nie powiem wam też nic na temat mojego zawodu, statusu zawodowego, moich normalnych znajomości i przyjaźni!

Widziała ogłoszenia podobne do swoich, ale nie zna innych kobiet, sobie podobnych, które w ten sposób szukają urlopowego towarzystwa. - O tych urlopach wiem tylko ja i osoby, które ze mną wyjeżdżały. A może jednak któryś z panów ma ochotę...

Odmówiliśmy i obiecaliśmy, że nasze spotkanie opiszemy bardzo, bardzo oględnie, jako taką - przyznacie - dość nietypową ciekawostkę przedwakacyjną...

Miłego urlopu!
Jan i Karol dla www.kobieta.interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: lato

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje