Mężczyzna od podstaw

Siedem lat temu wzięłam pierwszą lekcję przeobrażania się w mężczyznę - pisze amerykańska dziennikarka Norah Vincent w swojej książce "Mężczyzna od podstaw".

Pomysł na tę książkę przyszedł mi do głowy, kiedy po raz pierwszy wyszłam na ulicę w przebraniu. Mieszkałam wtedy w East Village w Nowym Jorku i przechodziłam mocno spóźniony okres dojrzewania. Zdarzało mi się nadużywać alkoholu oraz narkotyków i w ogóle korzystałam z wszystkich zwariowanych możliwości, jakie miał do zaoferowania Nowy Jork.

Reklama

Spotykałam się wtedy często z pewną drag king, którą poznałam dzięki znajomym. Ona lubiła się przebierać w różne stroje, a ja miałam jej wtedy robić zdjęcia. Pewnego wieczoru przekonała mnie, abyśmy przebrały się obie i wyszły tak do miasta. Zawsze miałam ochotę sprawdzić, jak to jest uchodzić na ulicy za mężczyznę (tak żeby się przekonać, czy potrafiłabym), więc z entuzjazmem przystałam na jej propozycję.

Moja znajoma opracowała własną technikę tworzenia sztucznego zarostu. Ucinało się centymetrowej długości kawałki włosów z nierzucających się w oczy miejsc na głowie, kroiło je na mniejsze kawałki, a następnie przyczepiało do twarzy za pomocą kleju do charakteryzacji. W słabym, zielonkawym świetle ciasnej kawalerki drag king pokazała mi, jak sobie z tym poradzić, korzystając z małego, okrągłego lusterka postawionego na biurku. Nasze zarosty wyglądały dość prowizorycznie i nie zdałyby zapewne egzaminu w świetle dziennym, ale wieczorem były zupełnie wystarczające, szczególnie że naszym celem były słabo oświetlone knajpy. Zrobiłam sobie kozią bródkę, wąsy i parę olbrzymich bokobrodów. Założyłam bejsbolówkę, luźne dżinsy i flanelową koszulę. W dużym lustrze wyglądałam jak studenciak.

Ona także się sobą zajęła. Jej charakteryzacja była subtelniejsza, wręcz ledwie widoczna, przez co wyglądała bardziej jak młody hipis ze słabym zarostem. Tak wystrojone wyszłyśmy na kilka godzin na miasto.

Przebranie działało, ale z tego, co pamiętam, byłam zbyt wystraszona, żeby nawiązać z kimkolwiek kontakt. Wyjątek stanowił jeden facet, któremu wskazałam drogę. Podziękował, nazwał mnie "kolesiem" i poszedł sobie. Poza tym tylko spacerowałyśmy po Village, zwracając uwagę, czy przypadkiem ktoś nie zacznie nam się baczniej przyglądać. Nikt jednak nie zainteresował się nami. Może się to wydać dziwne, ale z tamtego wieczoru właśnie ten fakt najmocniej utkwił mi w pamięci. Była to jedyna naprawdę interesująca rzecz, jaka się zdarzyła. Ale za to jak istotna!

Mieszkałam w tamtej okolicy od lat i musiałam chodzić ulicami, przy których przez większą część dnia sterczeli mężczyźni, oparci o wystawy i drzwi małych sklepików. Kobieta nie mogła prześlizgnąć się tamtędy niezauważona. Stawała się przedmiotem pożądania albo przynajmniej bezwstydnego zainteresowania wyczekujących mężczyzn, nawet jeżeli nie była atrakcyjna. Albo traktowali ją po prostu jak kolejną dupę, której trzeba pokazać, gdzie jest jej miejsce. Tak czy owak wodzili za nią wzrokiem przez całą długość ulicy, dając wyraźnie odczuć, kto rządzi. Kobieta mieszkająca w okolicy musiała się po prostu przyzwyczaić do tych natrętnych spojrzeń jako czegoś nieuchronnego, na co nie można nic poradzić.

Tamtego wieczoru minęłyśmy w przebraniu te same wystawy, drzwi i sklepy. Przeszłyśmy obok tych samych grupek mężczyzn. Tyle tylko, że tym razem nie gapili się na nas. Wręcz przeciwnie, kiedy nasze spojrzenia się spotykały, natychmiast odwracali wzrok i przestawali wykazywać zainteresowanie. Zdumiewająca różnica. Okazywali nam szacunek w ten sposób, że się n i e gapili, że się u m y ś l n i e nie gapili. W tym tkwił problem. Jako kobietę denerwowały mnie zawsze nie tyle ich pożądliwe spojrzenia, jeżeli się w ogóle takie zdarzały, ale właśnie brak szacunku, przekonanie, że mają do tego prawo. Zachowywali się nieprzyzwoicie, ale przecież tak to miało wyglądać. Dopiero kiedy zobaczyłam, że mężczyźni patrzą na mnie inaczej, przekonani, że jestem jednym z nich, zrozumiałam prawdziwą wrogość wcześniejszych spojrzeń.

Dowiedz się więcej na temat: neda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje