Miłość od drugiego wejrzenia

Gdy jesteśmy młodzi, nasze zawodowe wybory bywają przypadkowe. Nie wiemy, kim jesteśmy i czego chcemy. Dopiero niespodziewane zdarzenie sprawia, że odnajdujemy właściwą drogę...

Poranek nie zapowiadał życiowej rewolucji. Lesław Żurek stanął w kuchni swego studenckiego mieszkania, które dzielił z kolegami z roku. Jak co dzień wypił kawę, złapał plecak i popędził na zajęcia na Akademię Ekonomiczną w Krakowie. Tego dnia, jak w każdy poniedziałek, miał tylko ćwiczenia z matematyki i wykład ze statystki.

Reklama

Popołudnie nie było już jednak takie jak zwykle. Zerwała z nim dziewczyna. Lesław podejrzewał, że tym drugim jest student szkoły aktorskiej. Wracając do domu, wpadł na pomysł. Udowodni, że to żadna filozofia być aktorem. Postanowił: "Też dostanę się na Akademię Teatralną". A ekonomia? W tamtej chwili w ogóle o niej nie myślał.

Od tamtej pory minęło 10 lat. Dziś Żurek uznawany jest za jednego z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia. Zagrał m.in. w "Małej Moskwie" Waldemara Krzystka czy popularnym ostatnio serialu "Londyńczycy". Ale sam przyznaje, że gdyby nie tamta sytuacja, jego życie wyglądałoby inaczej. Pewnie byłby poważnym panem w garniturze i z teczką, który każdego dnia odbija kartę magnetyczną w banku czy innej dużej zachodniej firmie.

Czas zamknąć szufladki

Marcin Perchuć wpada na wywiad spóźniony. Przedłużyły się jego zajęcia ze studentami na Akademii Teatralnej. Perchuć uczy interpretacji wiersza na pierwszym roku, poza tym od lat prowadzi z kolegami znany warszawski Teatr Montownia. Skończył 35 lat, ale dopiero niedawno, po roli premiera Konstantego Turskiego w serialu Agnieszki Holland i Kasi Adamik "Ekipa", stał się rozpoznawalny. Dziś jest o nim coraz głośniej. Zagrał m.in. w popularnych serialach: "Teraz albo nigdy" i "Twarzą w twarz".

O Perchuciu mówi się, że ma magnetyczną osobowość, ujmujące spojrzenie i przede wszystkim, że jest niezwykle utalentowanym aktorem. A o mały włos nie został fizykiem. Wszystko to, podobnie jak u Żurka, przez kobietę. W liceum Perchuciowi podobała się koleżanka z klasy. Któregoś dnia zaprosiła go na próby do teatru offowego, w którym grała. Podziemie Pałacu Ujazdowskiego pełne było kolorowej młodzieży, reżyser od razu postanowił zaangażować Perchucia do pomocy: "Słuchaj, przydasz się, będziesz grał na butelce", rzucił. "Butelce?", Perchuć przewrócił ze zdumienia oczami. Reżyser (z politowaniem i lekkim niesmakiem, podejrzewając, że ma do czynienia z kimś kompletnie pozbawionym wyobraźni): "Udawaj, że to saksofon".

Na aktora się nie nadajesz...

- No i chyba nie wyobraziłem sobie tego zanadto dobrze, bo dziewczyna nie chciała się więcej ze mną spotkać. "Co?! Ja się nie nadaję na aktora? - zdenerwowałem się. - Oczywiście, że się nadaję".

Po maturze złożył papiery jednocześnie na fizykę i na Akademię Teatralną. Na wydział aktorski dostał się za pierwszym razem. Jednak na trzecim roku studiów usłyszał od jednego z profesorów: "Aktor to z ciebie będzie żaden". Niespecjalnie się tym przejął.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje