Mity romantycznej miłości

Gwarancją udanego związku jest uczucie. Ale czy wiesz, na czym ono naprawdę polega? Wokół miłości narosło wiele przesądów, które wcale nie służą trwałości małżeństwa. Sprawdź, czy im nie ulegasz.

Chcemy wierzyć, że miłość sama pokona wszelkie przeszkody i będzie trwać wiecznie. Gdy na widok ukochanego bije nam serce i myślimy o nim bez przerwy, mamy wrażenie, że nareszcie doświadczamy uczucia, o jakim marzyłyśmy, oglądając filmy i czytając romanse. Jednak w takim myśleniu tkwi pułapka. Wyidealizowany obraz nie wytrzymuje próby czasu.

Reklama

W dodatku często oparty jest na efektownych gestach i fałszywych przesłankach, takich jak m.in. przekonanie, że zakochani stapiają się w jedno. Gdy rzeczywistość odbiega od wyobrażeń, zamiast zaakceptować nieuchronne przemiany i pracować nad związkiem, po prostu go kończymy. Zanim więc uznasz, że uczucie było pomyłką, sprawdź, czy nie ulegasz stereotypom na temat prawdziwej miłości.

I. Jesteśmy pokrewnymi duszami, bo lubimy to samo

Masz wrażenie, że ukochany czyta w twoich myślach. Jeszcze nigdy nie spotkałaś człowieka, który miałby identyczną opinię o filmach Almódovara i tak samo nie znosił brukselki. Nie możesz wyjść ze zdumienia, kiedy on zwierza ci się, że chciałby przeprowadzić się na Warmię i założyć ekologiczne gospodarstwo. Przecież marzyłaś o tym całe życie! Teraz już nie masz wątpliwości, że spotkałaś swoją drugą połówkę. Choć podobieństwo priorytetów i charakterów pomaga parze dopasować się, psycholodzy zwracają uwagę, że to jednak różnice stymulują związek i czynią go bardziej pociągającym.

Tajemnica tkwi w proporcjach. O ile wielbicielce miejskich atrakcji i amatorowi wiejskiego życia ciężko się dogadać, to fakt, że on uprawia dyscyplinę sportu, o której nie mamy pojęcia, podnosi jego atrakcyjność w naszych oczach. Para, która wciąż uczy się od siebie czegoś nowego, rozwija się, jest siebie ciekawa. Pokrewieństwo dusz daje nam też iluzję, że w przyszłości nie wystąpią różnice zdań, które doprowadzą do nieporozumień. Niestety, nie ma gwarancji na to, że wspólne hobby i poglądy polityczne uchronią nas przed kłótniami o wychowanie dzieci. Badacze zwracają także uwagę na inną zależność. Otóż okazało się, że osoby wierzące w "magiczną jedność" są mniej tolerancyjne i skłonne do kompromisów. W rezultacie najmniejszy rozdźwięk między nimi a partnerem może stać się powodem do frustracji. A kryzysu nie chce się im zażegnywać - zniechęceni szukają raczej nowego ideału.

II. Tylko ty jeden możesz mnie uszczęśliwić

Twój wybranek jest cudowny i nikt nie umie go zastąpić. Jesteś przekonana, że nie istnieje na świecie drugi tak fantastyczny mężczyzna. Wiara w unikalność partnera jest czymś oczywistym, skoro wielkiej miłości nadajemy wyjątkowy status. Tymczasem prawda wygląda inaczej: potrafimy nawiązać satysfakcjonującą relację nie tylko z jednym jedynym człowiekiem. W dodatku mogą to być osoby o bardzo odmiennych cechach charakteru. Świadomość tego faktu niesie pociechę przy ewentualnym rozstaniu, ale co ważniejsze, chroni przed idealizacją ukochanego.

Dlaczego na dłuższą metę bywa ona szkodliwa? Nierealistyczna ocena wybranka prowadzi do nieuchronnych rozczarowań, kiedy mija już faza zauroczenia. Psycholodzy podkreślają bowiem, że prawdziwe uczucie zaczyna się, gdy okres zaślepienia się kończy, czyli średnio po trzech latach. To z tego powodu nie powinno się mówić: kocham cię za coś, lecz: kocham cię pomimo. Gdy zdajemy sobie sprawę z wad partnera, paradoksalnie wiemy lepiej, dlaczego chcemy być akurat z nim. Dobrze jest pamiętać, że zmieniamy się przez całe życie. Dowcipniś, który rozbawiał nas do łez, kiedy miałyśmy 20 lat, później tą samą wesołkowatością może nas drażnić. Na rozmaitych etapach związku cenimy przecież różne wartości i mamy inne potrzeby.

III. W łóżku zawsze będzie nam wspaniale

Silny pociąg seksualny to rzecz ważna, lecz niekoniecznie świadcząca o wielkim uczuciu. Można ująć to inaczej: miłość nie musi automatycznie oznaczać, że w sypialni nie napotkamy żadnych trudności. Jeśli rozważamy związek, biorąc pod uwagę perspektywę wielu lat, podczas których będziemy się wzajemnie wspierać, wychowywać dzieci i budować wspólne życie, może się okazać, że zalety partnera jako przyjaciela i ojca przyćmią jego braki w sztuce kochania. Chemia ma też to do siebie, że w początkach znajomości bywa mylona z "uderzeniem pioruna". Bo rodzi w nas chęć nieustannego kontaktu, każe bez przerwy myśleć o obiekcie pożądania. Kiedy jednak opadnie, a jest to nieuniknione, staje się jasne, że seks nie zrekompensuje nam innych, równie istotnych potrzeb. Odmiennie rzecz ma się z miłością. Cierpliwość i zaangażowanie potrafią sprawić, że pożycie intymne stanie się z czasem coraz lepsze.

IV. Miłość przezwycięży największą trudność

Główną cechą miłości idealnej jest jej zdolność do pokonywania przeciwieństw. Zakochani są gotowi podjąć najcięższe wyzwania, poruszyć niebo i ziemię, byle być razem. Hollywoodzkie filmy pokazują ich perypetie jako test, podczas którego należy udowodnić, że zasłużyło się na nagrodę. Chętnie wierzymy w niezwykłą potęgę uczucia, choć niestety, nie ma ono mocy, które mu przypisujemy. Wprawdzie wzmacnia wytrwałość i motywację, ale może ulec zwykłemu zmęczeniu, a nawet nudzie. Nie bez przyczyny przeszkody, które w romantycznych historiach stoją na drodze kochanków, są zazwyczaj dużego kalibru. Zjawisko zwane "efektem Romea i Julii" sprawia bowiem, że uczucie rośnie wprost proporcjonalnie do napotkanych trudności.

Do rzadkości nie należą jednak przypadki, kiedy to pary po długiej walce o to, by być razem, rozstawały się. Bo to walka, nie postać ukochanej osoby, nadawała ich życiu sens. Nie ma wątpliwości, że miłość wprawia nas w dobry nastrój i napełnia optymizmem. Dzięki niej lepiej funkcjonujemy i radzimy sobie z codziennością. Jednak większa mobilizacja do pokonywania trudności nie znaczy, że się one nie pojawią. Dlatego nie spychaj problemów na dalszy plan i rozwiązuj je, zanim urosną. Błędem byłoby myślenie, że skoro kochamy, to nie musimy już martwić się o całą resztę.

V. Nasze uczucie będzie trwało wiecznie

Trudno ci jest sobie wyobrazić, że kiedyś przestaniesz zachwycać się jego poczuciem humoru albo nie będziesz za nim tęsknić, gdy wyjedzie na dwa dni. Miłość jednak wciąż ewoluuje i nie trwa w stałej, niezmiennej formie. Fakt, że nie masz już potrzeby dzwonić do niego tylko po to, by usłyszeć jego głos, wcale nie oznacza, że masz go dość. Faza namiętności przeszła po prostu w etap zażyłości i przywiązania. A ponieważ wiąże się to ze spadkiem hormonów, np. fenyloetyloaminy, która dodaje skrzydeł na początku znajomości, możesz odnieść błędne wrażenie, że uczucie osłabło.

Zwłaszcza że wcześniej wszystko działo się samo, a teraz nadszedł czas, kiedy minęła radosna ekscytacja i budowanie intymności wymaga wysiłku. Tak więc przejście na następny poziom może być trudne lub wręcz niemożliwe dla ludzi, którzy nie zamierzają pracować nad relacją albo uzależnili się od euforii. Dlatego mądrze jest z góry zaakceptować dynamikę związków i poszukać w partnerze cech, które sprawią, że będziesz zakochiwać się w nim wciąż od nowa.

Maria Barcz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje