Mój mąż odszedł do innej

Mimo swoich 48 lat Wanda czuła się świetnie. Bo i cóż - córka po maturze dostała się na studia, a starszy syn zaliczał, bez problemu, rok po roku na wymarzonej informatyce. Sukcesy dzieci natchnęły Wandę siłą. Wierzyła, że wreszcie będzie miała trochę więcej czasu dla siebie i męża.

Ale... wspólnych wakacji nie było.

Reklama

Mąż wrócił wcześnie z pracy, to znaczy o normalnej porze, a nie, jak ostatnio bywało, gdy zjawiał się wieczorem. Podała mu obiad, a kiedy kończył deser zagadnęła, jakby od niechcenia, o plany urlopowe. - Żadnego wspólnego wypadu na Mazury nie będzie - przerwał jej w pół słowa. Odchodzę, dłużej nie mogę znieść tej atmosfery domowej. Zakochałem się w innej kobiecie... Wanda myślała, że to kiepski żart. Niestety, mąż mówił poważnie. Wyjawił, że kobietę, którą kocha, zna od kilku lat.

Chciał tylko poczekać, aż dzieci zrealizują swoje życiowe plany, bo czuł się za nie odpowiedzialny. A więc teraz może i on ułożyć sobie inaczej życie. Wanda nie wiedziała, co powiedzieć, jak się zachować. Ponad 20 lat wspólnego życia, wszystkie radości i wszystkie troski zostały jednym zdaniem przekreślone przez męża. Rozmowa z nim spadła nań jak grom z jasnego nieba, wypowiadane przez niego słowa raniły dotkliwie. Nigdy nie sądziła, nie przypuszczała, że od kilku lat może być zdradzana.

Musiałam być głucha i ślepa...

... skwitowała krótko to, co usłyszała od męża. - To prawda, byłam zaganiana, pracowałam dużo, żeby dołożyć do domowego budżetu. Kiedy wracałam z pracy, wpadałam w rytm domowego kieratu - pranie, prasowanie, zmywanie, zakupy. Nie miałam siły, ani czasu obserwować uważnie męża. Ale i on też - teraz to sobie uzmysławia - zachowywał się w jakiś odmienny sposób. Brał nadgodziny, często wyjeżdżał, był takim "pracownikiem na delegacji". A teraz oświadczył krótko: Nie rób scen... Spakował walizkę i wyszedł.

Żyła tylko dla dzieci

Kiedy po kilku dniach mąż zatelefonował do niej, poprosiła o spotkanie. Chciała, by przynajmniej powiedział jej, czym tak bardzo zawiniła. Mówił więc i mówił, a każde słowo raniło. Dowiedziała się, że odkąd na świat przyszły dzieci, tylko im się poświęciła. Że ta bezładna gonitwa, by mieć więcej: kupić magnetowid, meble, samochód bardzo go męczyła. Że małżeństwo to nie wyścigi, że czasem trzeba umieć zatrzymać się w pół drogi.

A ona, jak koń z klapkami na oczach, wytyczyła swój cel i parła do przodu. On nie potrafił dotrzymać jej kroku. Oczekiwał troski, czułości na co dzień, zainteresowania jego osobą. Po kilkunastu latach poczuł się w domu jedynie rekwizytem. Wanda nie mogła uwierzyć jego słowom. Przecież on też nigdy nie gładził jej po włosach, nie dziękował za codzienny kierat, za wyprasowaną koszulę i uprane skarpetki. A teraz odstawił ją do lamusa.

Kim może być rywalka?

Wanda była ciekawa, kim jest jej rywalka. I dowiedziała się, że nie żadna miss Polonia, młoda, piękna, dla której mężczyzna potrafi zwariować, stracić głowę. A niewiele młodsza od niej rozwódka, dobrze w życiu ustawiona. Miała już dorosłą córkę i pewnie poczuła się samotna. Miała czas i pieniądze, by zajmować się problemami Wandy męża.

Ona na to czasu nie miała, bo cały dom był na jej głowie. Najlepiej więc powiedzieć, że go nie doceniała, że myślała wyłącznie o dzieciach i o sobie. - Tylko skrajny egoista może się tak zachować - skwitowała krótko swoją obecną sytuację.

Nie ma tego złego...

Minęło kilka lat. Wanda okrzepła, zadbała o siebie. "Tylko się nie dać!" - powtarzała sobie po wielokroć. Dzieci były dla niej podporą. Nadal ciężko pracowała, ale wreszcie tylko dla siebie. Zaczęła lepiej się ubierać, wyjeżdżać za granicę. I podczas jednej z takich zagranicznych eskapad, poznała uroczego wdowca.

Teraz razem spędzają wolny czas, wyjeżdżają poza miasto w weekendy. O byłym mężu Wanda wie, że chyba nie jest zbyt szczęśliwy w nowym układzie. Kiedyś nawet zatelefonował i powiedział, że chciałby do niej wrócić. - Nie ma głupich, zbyt dużo mnie to kosztowało zdrowia. Już patrzę na to wszystko inaczej. Może właśnie lepiej się stało, że mnie opuścił?

Nie wybiera się za mąż, bo znów mogłaby usłyszeć, że na nic się zdało mycie garów i pranie skarpetek. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sama jestem dla siebie sterem i okrętem.

Janusz Świąder

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje