Mój mąż się zakochał

Czasem przypominam sobie tamten moment. Nie, nie ten, kiedy stanąłeś obok mnie w kuchni i obojętnym tonem rzuciłeś, że coś się zmieniło. Wracała do mnie zwyczajna sytuacja z czasów, kiedy myślałam, że życie jest przewidywalne.

Siedziałam w kawiarni, popijałam cappuccino. "Nigdy nie wybaczyłabym zdrady", powiedziałam, gdy Magda zrozpaczona opowiadała o tym, jak odkryła w telefonie ukochanego SMS-y od innej kobiety. Byłam taka kategoryczna. Dużo wtedy mówiłam: o tym, jak to należy mieć godność, odchodzić, kiedy mija namiętność. W lustrze, które wisiało naprzeciwko stolika, podziwiałam swoje odbicie. Zawsze lubiłeś, jak robiłam taki specyficzny grymas. "Ta mina kocicy mówi: wiem wszystko najlepiej", żartowałeś. Wieczorem wróciłam do domu, przygotowałam pomidory z mozarellą, otworzyłam wino, włączyłam naszą ulubioną płytę Boba Dylana. Czekałam, aż wrócisz z biura.

Reklama

Po pierwsze: zdziwienie

Nawet nie spytałam: "Co się stało?". Przecież to już wcześniej zdarzało się tyle razy. Gwałtowna była ta nasza miłość. Skąd więc miałam wiedzieć, które "kocham" jest już tylko lękiem, a które "odchodzę" tym prawdziwym? To był chyba czwarty dzień naszej kłótni. Jak zwykle mijaliśmy się w drzwiach bez słowa, nie dzwoniliśmy w ciągu dnia. Tylko krótkie: "Pojedziesz dzisiaj po Franka?", "Zapłać gaz, proszę". Nic nie przeczuwałam. Przecież znałam ten scenariusz. W końcu kupowałeś kwiaty albo pisałeś karteczkę: "Pogadamy?". Czasem, rzadziej, ustępowałam pierwsza. Prosiłam nianię, by została z Frankiem, i zabierałam cię do kina albo na obiad. Teraz to ja wyciągnęłam rękę, bo czas milczenia nieznośnie się przedłużał.

"Ciągle się gniewasz?", zagaiłam. Wyczułam obcość. Nie spytałam: "Co się stało?". Potem mi powiedziałeś, że w ogóle rzadko pytałam. Zaczęłam monolog: "Nie kłóćmy się, to absurd. Wiesz, mama zaprasza nas w weekend na Kaszuby, tak sobie myślę, żeby zabrać też Janków i Matyldę z tym jej nowym narzeczonym?". Ale w pewnej chwili głos mi zamarł. Zobaczyłam, że stoisz oparty o lodówkę i patrzysz. Nie na mnie, tylko przeze mnie. Jakbym była przezroczysta. "Słyszysz?", spytałam. "Czuję, że jestem w dziwnym punkcie życia", odpowiedziałeś. "To znaczy w jakim?", zdenerwowałam się. Tego wieczoru spałeś na kanapie. A ja myślałam, że po prostu zwariowałeś. Nawet nie płakałam. Ani wtedy, ani tydzień później, kiedy spakowałeś się w jedną granatową walizkę, którą kupiliśmy na lotnisku w Nowym Jorku. Pewnie nie wiesz, ale w takich chwilach myśli się, że to koszmarny sen. Tej ostatniej nocy spytałeś: "Mogę się tu jeszcze przespać? Rano powiem Frankowi. Nie chcę, żeby się przestraszył, że mnie nie ma". "Wynoś się!", rzuciłam. Powiedziałeś: "Potrzebuję czasu. Taki próbny miesiąc w samotności".

Dowiedz się więcej na temat: kwiaty | przepraszam

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje