Nic, tylko się pociąć

Sięgają po żyletki, nożyki do papieru czy potłuczone szkło. Wyładowują negatywne emocje na własnym ciele. Bo nie radzą sobie ze stresem, brakiem zrozumienia ze strony rodziców, nieszczęśliwą miłością. Bo nie mogą zyskać akceptacji ze strony kolegów czy dać sobie rady w szkole.

W młodych ciałach od zawsze buzowały hormony, pojawiała się młodzieńcza depresja, wahania nastrojów. Obecnie dochodzą do tego coraz większe wyzwania, wciąż wyżej ustawiane poprzeczki. Młodzi we wszystkim muszą być najlepsi - piękni, zgrabni, mądrzy i lubiani. Od wczesnych lat mają świadomość, że pracują na swoją przyszłość. Obowiązkowo muszą się chwalić świetnymi wynikami testów, dobrym liceum, maksymalną ilością punktów z matury i prestiżowym kierunkiem studiów. Gdy coś nie idzie zgodnie z powyższym planem, tracą poczucie własnej wartości, zaniżają własną ocenę. Karcą siebie za to, że nie mogą spełnić ambicji - czy to własnych, czy to rodziców.

Reklama

Pomalowane na czerwono

Aby rozładować napięcie zadają sobie ból. Paradoksalnie, zanim go odczują, pojawia się ulga, ponieważ z krwi uwalniają się endorfiny (hormony szczęścia). Ból pojawia się dopiero po upływie godziny, następnie pojawia się wstyd, długie rękawy, zamknięcie się w sobie. Aż do kolejnego napięcia, kolejnej ulgi, bólu, długich rękawów... - Znów pomalowałam się na czerwono - pisze jedna z internautek. Najczęściej okaleczane miejsca to okolice nadgarstków, ramion i przedramion, a także brzucha czy wewnętrznych stron ud.

Wołanie o pomoc

Nie wszyscy kryją zadane sobie rany pod ubraniem czy nawet plastrem, niektórzy widokiem swoich cięć chcą sprowokować innych, zwrócić na siebie uwagę. - To było właśnie takie ciche wołanie o pomoc. Myślałam, że jeśli się potnę, ktoś to zauważy, w końcu się mną zainteresuje, bo wcześniej nikt nie widział jak cierpiałam - możemy przeczytać na forum. Rzadko jednak pomoc przychodzi od obcych. - Nikt nie zapytał, co się dzieje, choć nieraz widziałam jak ludzie patrzyli na moje rany i blizny - napisała inna użytkowniczka.

Pułapka i nałóg

Dlaczego pułapka? Bo samookaleczanie nie rozwiązuje problemu - poczucie ulgi jest krótkotrwałym doznaniem. Osłabia napięcie emocjonalne tylko na chwilę. Jednocześnie staje się jedynym sposobem rozładowania, a zarazem ekspresji negatywnych emocji. Dlatego autodestrukcja jest nałogiem - autoagresywni czują, że bez niej nie mogą wyrazić swojej bezradności, depresji. Skutek jest taki, jak przy każdym innym nałogu - brną w niego dalej i głębiej, mimo świadomości, że to co robią jest złe czy szkodliwe.

- Mam dwa ślady na lewej ręce do dziś, choć minęły cztery lata. Widać je do dziś tak mocno, że staram się rękę chować. A kiedy ktoś pyta, co się stało, to już nie wiem co wymyślać. I tak widząc to, każdy wie... - zwierza się uczestniczka jednego z forów.

Kiedy mówią stop

Historie internautów kończą się różnie i nie zawsze happy endem. Ponieważ samookaleczanie to problem, o którym młodzi nie mają z kim porozmawiać, "bo ktoś, kto nigdy się nie ciął, nie zrozumie". Czasami młodzi przestają się okaleczać, dopiero gdy zadana rana wymaga leczenia, doprowadziła do kalectwa czy zagroziła życiu. Czasami autoagresja traci sens, gdy zostaną zlikwidowane kompleksy czy problemy, które były podstawą napięcia emocjonalnego. Więcej szczęścia mają ci, którzy pokonali nałóg autoagresji dzięki wsparciu rodziny, przyjaciół, partnera czy psychologa. Mają większą szansę, że nie sięgną po żyletkę, gdy problem powróci...

Magdalena Szot

Dowiedz się więcej na temat: hormony

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje