Nie chcę być zabawką!

Duże dzieci - a takimi bywają również dorośli - lubią mieć swoje zabawki: ubrania, mieszkania, zwierzątka, samochody... Wydaje się, że z zabawkami świat jest ciekawszy. Gorzej bywa wówczas, kiedy zabawkami stają się ich życiowi partnerzy.

Zdarzyło się Wam już zapewne słyszeć o kimś, że "zmienia partnerów jak rękawiczki". Są środowiska, w których taka osoba może nawet uchodzić za wzór do naśladowania, a częsta zmiana partnera czy partnerki bywa powodem do dumy. Niestety, nie jest to takie raczej nikt nie pyta o zdanie owych "rękawiczek", co myślą o takich ludziach...

Reklama

Oto fragmenty listów w tej sprawie. Wybrałam jeden od kogoś, kto "zmienia jak rękawiczki" i dwa od "rękawiczek". Sądzę, że ich lektura da do myślenia wszystkim tym, którzy mogliby kiedykolwiek znaleźć się w podobnych sytuacjach. "Nie wytrzymuję monotonii kontaktów z jednym partnerem. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje? Może trafiam na takich mało twórczych w tym zakresie? (...) Tu nawet nie chodzi tylko o seks, ale też o kontakty codzienne. No bo ile razy można - to przykład z moim przedostatnim chłopakiem - iść na imprezę, na której trzeba brać udział w jakich głupawych konkursach? To ja już nie mogę na imprezie robić, co mi się podoba, bo zaraz pretensja, że jestem nietowarzyska? (...) Poza tym nie trafiłam jeszcze na takiego, któremu mogłabym z przekonaniem powiedzieć, że go kocham. Jak długo jeszcze? Czy jest jakiś sposób na to, żeby się zatrzymać w tych poszukiwaniach? Szczerze mówiąc, jestem już trochę zmęczona (...)" - napisała Kamila ze Szczecina.

Inny problem ma J.S. z Żywca: "(...) Kiedy powiedział mi po czterech wspaniałych tygodniach, że nie możemy się więcej spotykać, nie miałam siły na płacz. To ja jak idiotka myślałam sobie, że to już ten, ten, na którego czekałam przez całe swoje życie, przez całe studia (...) Byłam z nim całkowicie, bez pamięci, a tu nagle takie słowa... Próbowałam coś mówić, ale on kategorycznie stwierdził, że było miło, ale się skończyło! (...) Piszę, żeby przestrzec inne dziewczyny przed takimi, bo później dowiedziałam się, że jestem jedną z wielu, jakie miały do czynienia z tym facetem. O nim nie chce mi się nawet pisać (...)".

I jeszcze ten sam problem z nieco innej perspektywy. Napisał Krzysztof z Warszawy: "(...) Spotykałem się z nią regularnie przez prawie rok. Myślałem, że jesteśmy dobraną parą, ale kiedy zaproponowałem, że możemy jakoś próbować usankcjonować nasz związek, usłyszałem śmiech (...) Zwyzywała mnie od naiwniaków, nieżyciowych nudziarzy i sztywniaków z zasadami (...) Trzasnęła drzwiami i wyszła. Teraz jestem ostrożny w kontaktach, aż może zbyt ostrożny, bo od kilku miesięcy nie mogę się jakoś zdobyć na bliższe kontakty z kobietą. Po prostu nie lubię być zabawką!".

Chcemy mieć zabawki, ale nie lubimy być zabawkami. Czy można to jakoś pogodzić? Czy jest metoda na szybkie wykrycie osoby, która chce się nami pobawić i zostawić? Czy nie wystarczy prawdziwie szczera rozmowa z partnerem czy partnerką od początku znajomości? Co zrobić, żeby się przekonać o prawdziwości uczuć? Pytania się mnożą, bo i problem wydaje się nie mieć jednoznacznego rozwiązania...

Ola olamola@interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: zabawki | problem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje