O czym milczą mężczyźni

Jeśli między mężczyzną a kobietą jest jeszcze jakieś tabu, to po męskiej stronie. My, kobiety, mówimy. O czym marzymy, jak chcemy być kochane, co słychać u koleżanki i na jakim etapie jest nasz związek. On zamyka się w łazience. Zapada w fotel. Zapomina oddzwonić. Co ukrywa?

Od czasów rewolucji seksualnej kobiety marzą o tym, żeby było sprawiedliwie. Skoro ja mu daję rozkosz, niech on też mi ją da. Ja sprzątam, ty też weź się do roboty. Ja mówię, ty też musisz. - To pragnienie równości dało początek pięknej idei partnerstwa - mówi prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. - Większość mężczyzn przystosowuje się: biegają z odkurzaczem (czemu nie?), robią zakupy, stają się specami od wózków dziecięcych, przecieranych zupek. Ale, o dziwo, kobiety nadal nie są zadowolone.

Reklama

Sylwia, trzydziestolatka z Warszawy, niepokoi się, że narzeczony nie poszukuje z nią "spontanicznego kontaktu": - Wchodzi do domu i mówi: "Hej, skoro czytasz, puszczę sobie coś na dvd". Ani słowa o tym, co w pracy, dlaczego nie oddzwonił. Rozumiem, że jest zmęczony, ale ja przecież też pracuję (Sylwia jest agentką nieruchomości), a w udanym związku ludzie dzielą się myślami! "Dobry film? - zagaduję go. - Niezły - odpowiada - ale chyba trochę przysnąłem". I, mówię serio, przeniósłby się prosto do łóżka, gdybym go nie zaciągnęła do kuchni, nie podstawiła pod nos noża i masła: "Smaruj, kochanie". Przy kolacji pytam go: "Co tam u tego bubka, twojego szefa?". Mam szczęście, jeśli odpowie mi pełnym zdaniem.

Zaczynam więc sama: opowiadam, za ile poszło mieszkanie pod wiaduktem, ile stałam w korkach, ile zarabia mąż tej rudej Iwony, z którą pracuję. Normalnie, opowiadam swój dzień. A on żuje. "O czym myślisz? - pytam. - No, o tym, co mówisz - odpowiada i żuje dalej. - Dlaczego ty nic nie mówisz? - docieka Sylwia. - Siedzę, czekam na ciebie, myślałam, że sobie pogadamy. - Głowa mnie boli. - No tak, oczywiście. Dać ci apap?". Nigdy nie wiąż się z informatykiem - mówi Sylwia. - Im wystarcza stacja dysków. Nie mniej rozżalona jest Iwona (ruda koleżanka Sylwii, ta, której mąż świetnie zarabia). Opowiada: - Mówię do niego: "No chodź, opowiedz mi coś, pogadajmy". "Uhu" - odpowiada i nie rusza się z fotela. Pytam: "Co ci jest? Źle się czujesz?", a on na to: "O rany boskie, daj mi spokój". Może ma depresję?

Męski z przyzwyczajenia

Z męskiego punktu widzenia sprawa wygląda inaczej: - Wracam do domu i mówię: "Hej, co robisz?" - opowiada Artur, narzeczony Sylwii. - Aha, cisza, dziś buziaka na powitanie nie dostanę. "O, czytasz! - mówię - to wiesz, włączę sobie film na dvd". Oglądam jakąś nudę, przysypiam. A ona nagle się zrywa, budzi mnie, ciągnie do kuchni i wypytuje: "Dlaczego nic nie mówisz? Czemu jesteś smutny? Czy nie rozumiesz, że partnerstwo polega na tym, że trzeba się otwierać?". A mnie się chce spać. "Pogadajmy jutro" - mówię. Na swoje nieszczęście, bo teraz zaczyna się na całego. Że ona jest nieszczęśliwa, tęskniła, a ja sobie puszczam film.

Dowiedz się więcej na temat: film | myśli

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje