O krok od skoku w bok

Gdybym wtedy zdradził żonę, byłaby to najgorsza rzecz w moim życiu.

- A ty, gdzie się wybierasz?! - zapytała Julka, widząc, że nakładam na głowę czapkę. - No przecież obiecałeś, że dzisiaj zrobisz porządek w piwnicy. Sprzątasz ją już od tygodnia!

Reklama

- Najpierw chciałem zajrzeć do garażu, przygotować wędki na sobotę - z rezygnacją odłożyłem czapkę na wieszak, wiedziałem, że z moich planów już raczej nic nie będzie. I rzeczywiście.

- Najpierw piwnica - powiedziała żona stanowczo. - Doprosić się ciebie nie można, jesteś jak dziecko - gderała.

Nieoczekiwanie z odsieczą przyszła mi Asia, nasza dorosła córka.

- Pomogę ci, tato - powiedziała, przygotowując jakieś brzęczące szkłem torby. - I tak miałam wynieść do piwnicy te puste słoiki, a przy okazji chciałam zajrzeć do tych pudeł z moimi starymi książkami i zabawkami, może coś wybiorę dla chłopców... - dodała.

- No to chodźmy - machnąłem ręką, chwytając siatki.

W piwnicy zabrałem się za swoją robotę, chciałem jak najszybciej się z nią uporać, bo miałem nadzieję, że zdążę jeszcze zajrzeć do garażu. Na weekend umówiłem się z kumplami na pierwsze wędkowanie w tym roku, trzeba było przeglądnąć wędki, zrobić porządek z haczykami, zanętami. Asia tymczasem grzebała w pudłach ze swoimi dawnymi zabawkami.

Gdy już dorosła, żona wszystkie je bardzo starannie spakowała i kazała mi wynieść do piwnicy. Jak twierdziła, mogły się przydać kiedyś naszym wnukom. Dawniej zabawki były porządnie wykonane, nie to, co teraz - chińska tandeta. A moja żona jest bardzo gospodarną i praktyczną kobietą.

- Wezmę chłopakom te bajki - Asia odłożyła kilka książek na bok. A potem, chcąc zdjąć z półki następny karton, zrobiła to tak niezręczne, że pudło spadło jej na głowę, obsypując ją pluszakami. Na szczęście były lekkie i miękkie, nie ucierpiała więc zanadto.

- Zobacz, tato, Arlekin! Pamiętasz, dostałam go na urodziny od babci, przywiozła go chyba z Włoch - córka podniosła z posadzki sporego pajaca. - A to jest moja ukochana Pysia! No jak mama mogła ją wynieść do tej rupieciarni?! - z miłością w oczach patrzyła na niewielkiego, różowego pluszaka.

A mnie w tym momencie coś się przypomniało, błysnęła mi w głowie nagła myśl mająca związek z tą różową zabawką. Coś bardzo ważnego, co wydarzało się dawno temu...

W jednej chwili przypomniałem sobie tamten słoneczny, chociaż chłodny dzień. Sobotnie popołudnie, kiedy to Julka poprosiła, żebym poszedł z Asią na sanki, bo ona musiała skończyć jakąś pilną robotę w domu. A ja miałem wtedy zupełnie inne plany i wcale nie uśmiechało mi się tracić pięknego popołudnia na spacer z dzieckiem po parku.

Fakt, nie układało nam się wtedy. Asia miała dopiero pięć lat, ale nasze małżeństwo przechodziło poważny kryzys. Ja, z moją ułańską fantazją, z głową wciąż w chmurach, nie bardzo potrafiłem zrozumieć żonę, kobietę poważną, poukładaną w każdym calu i niesłychanie zasadniczą. Właściwie miałem już wszystkiego dosyć, tych jej ciągłych wymownych spojrzeń, milczących oskarżeń...

Gotowy byłem odejść. Zwłaszcza że w moim życiu pojawiła się Ada, szalona dziewczyna, przy której świat wydawał się jedną wielką zaczarowaną krainą, a życie prawdziwą bajka. I właśnie tamtej soboty zamierzałem pójść na całość, Ada zaprosiła mnie do siebie i wiedziałem, że na kolacji się nie skończy. A tu Julka wyskoczyła z tym parkiem i sankami.

Zamierzałem się jakoś wykręcić w ostatniej chwili, ale mała stała już gotowa w przedpokoju, trzymając sanki za sznurek. Nie miałem wyjścia, musiałem iść z dzieckiem, chociażby tylko na godzinę. Zamierzałem jednak jak najszybciej wrócić ze spaceru, Ada przecież nie mogła na mnie czekać. Tak jak ja na nią.

Po niecałych dwóch godzinach zakończyłem zabawę w parku. Niecierpliwie poganiałem małą, myślami byłem już przy tamtej kobiecie. I wtedy Asia się uparła, że muszę kupić jej soczek w kartoniku, bo chce jej się pić. Coraz bardziej zły, bo czas mnie gonił, skręciłem jednak do pobliskiego sklepiku, nie mogłem przecież dziecku odmówić, jak mu się pić chciało. Córka została razem z sankami przed sklepem, a gdy po chwili wyszedłem z sokiem, zobaczyłem, że mała trzyma w rękach jakąś lalkę.

- Zobacz, tato, różowa świnka! - zakrzyknęła radośnie na mój widok. - Leżała tu, na parapecie. Mogę ją wziąć? Proszę! - patrzyła na mnie tymi swoimi ślicznymi, błękitnymi oczyma.

- No nie wiem, ale chyba raczej nie - pokręciłem głową. - Pewnie jakaś dziewczynka zgubiła tę zabawkę. Może jej szukać...

- Ale ja tak bardzo chcę ją mieć, proszę - mała krzywiła się już do płaczu.

A ja zupełnie nie miałem teraz nastroju do pedagogicznych rozmów z córką. Po głowie chodziło mi zupełnie coś innego.

- Zrobimy tak - powiedziałem niecierpliwie, biorąc małą za rękę. - Wrócimy teraz do domu, zapytasz o to mamusię, a jak ona pozwoli ci zatrzymać tę laleczkę, to ją sobie weźmiesz - pociągnąłem ją w stronę domu. - A jak nie, to trzeba będzie świnkę jutro odnieść tutaj z powrotem.

Jak zwykle wszystko zrzuciłem na żonę, podejmowanie decyzji nawet w tak błahych sprawach. Ale tamtego dnia nie miałem jeszcze tego świadomości. Gdy weszliśmy do mieszkania, Asia natychmiast rzuciła się do matki, pokazując jej zabawkę.

- Mamusiu, zobacz, znalazłam różową świnkę! - zakrzyknęła. - Tatuś powiedział, że mogę ją sobie wziąć, jeśli ty się zgodzisz...

Zobaczyłem, jak Julka podniosła na mnie wzrok ponad głową córki, jej brwi uniosły się wysoko ze zdziwienia. Jakby nie mogła zrozumieć, dlaczego sam tego nie załatwiłem z dzieckiem.

- Ale jakaś dziewczynka na pewno szuka tej świnki, może za nią płacze - powiedziała łagodnie do małej. - Ona nie należy do ciebie, kochanie.

- Ale ja tak bardzo chcę ją mieć - jeszcze chwila i Asia gotowa była się rozpłakać.

- Wiesz co, córciu? - Julka pochyliła się nad małą i objęła ją. - A mnie się wydaje, że ty już masz takiego różowego prosiaczka. Musimy tylko dobrze go poszukać w tej skrzyni z twoimi starymi zabawkami - pociągnęła córkę do jej pokoju.

Po chwili doszły do mnie radosne piski małej. Wybiegła do przedpokoju ze śmiechem i pokazała mi prawie identycznego pluszaka jak ten, którego przyniosła spod sklepu.

- Zobacz, tatusiu, mam taką samą, tylko zapomniałam o niej - przytuliła swoją zabawkę do piersi. - Tak bardzo ją kocham...

- Bo czasem tak jest, córeczko - z pokoju małej wyszła Julka. Mówiła niby do dziecka, ale patrzyła na mnie. - Ma się kogoś, kogo bardzo się kocha, tylko się o tym zapomina... Nie docenia się tego i szuka szczęścia gdzie indziej... A ta zapomniana lalka leży, płacze i czeka, aż ją się znowu znajdzie - żona bez przerwy patrzyła mi w oczy.

Nie mogłem wytrzymać jej wzroku. Odwróciłem się, sięgając ręką do wieszaka, ale zatrzymałem się wpół ruchu. Po tym, co powiedziała przed chwilą Julka, jakoś nie mogłem tak po prostu wyjść z domu.

- Dzisiaj jest już za późno, ale może jutro po śniadaniu pójdziecie z tatusiem pod ten sklep i położycie laleczkę z powrotem na parapecie - powiedziała Julia.

Znowu mówiła do małej, ale wiedziałem, że te jej słowa skierowane są do mnie.

- Tak, musimy ją oddać, żeby nikt za nią nie płakał i nie tęsknił - pokiwała głową Asia.

- Zawsze trzeba tak postępować w życiu, żeby przez ciebie nikt nie płakał, córeczko - Julia ucałowała małą w czubek głowy, a potem uśmiechnęła się do mnie. - To jak, odniesiecie zgubę, żeby trafiła z powrotem do tego, kto ją kocha?

Skinąłem tylko głową, bo nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa. Patrzyłem na tę pluszową, różową zabawkę, obok mnie stały żona i córka, a obraz Ady odpływał gdzieś daleko, coraz dalej.

- Co ty, tato, zasnąłeś? - do rzeczywistości przywrócił mnie głos Asi. - Wracam na górę, a ty kończ szybko to sprzątanie, żeby mama nie gderała znowu, jak już pójdziesz do tego swojego garażu - puściła do mnie oczko i wyszła z piwnicy, zabierając książki dla chłopców i tę różową, pluszową Pysię, która kiedyś uratowała moje małżeństwo.

Westchnąłem i zabrałem się dalej za porządki. Asia miała rację, lepiej, żeby Julka nie miała powodów do gderania...

Janusz P., 56 lat

Dowiedz się więcej na temat: zdrada | zdrada emocjonalna | rodzicielstwo | ojciec | ojciec i córka | okładka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje