Ola toczy wojnę z rakiem o swoje marzenia!

Ola ma 31 lat i dawno, dawno temu wiodła spokojne, poukładane życie - mieszkała w Wielkiej Brytanii, miała partnera i cudownego małego synka. Gdy w 2011 roku wybiera się z bliskimi na wymarzone wakacje do Grecji pierwszy raz zauważa, że w jej organizmie dzieje się coś złego. Pewnego dnia dostaje ataku padaczki, i panikuje - nigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzyło!

Po powrocie do domu biegnie do lekarza, ale on nie widzi nic niepokojącego. Dolegliwości jednak nie ustępują, więc Ola przyjeżdża do Polski, do rodziców, którzy zmartwieni jej zdrowiem zabierają ją na prywatne badanie rezonansem magnetycznym. Wynik nie pozostawia wątpliwości. W głowie jest guz o średnicy 5cm. Szczegółowe badania wykazują z czym konkretnie będzie musiała się zmierzyć - to nowotwór mózgu, gwiaździak II stopnia.           

Reklama

Szok, niedowierzanie, zaprzeczanie - tak w trzech słowach można opisać pierwsze uczucia jakie towarzyszyły Oli i jej rodzinie. Ale szybko przychodzi chwila otrzeźwienia: " Mam małego synka, on mnie potrzebuje" a wraz z tą myślą gigantyczny zastrzyk siły i woli walki. Krótko potem przechodzi bardzo trudną, skomplikowaną operację, a zaraz po niej radioterapię.   

Jednak było warto - następuje tak bardzo upragniona przez chorych remisja. Trwa ona pięć lat, całe pięć długich lat bez chemii, naświetlań, operacji, bólu i cierpienia. Ola wraca do pracy, ma siłę, by zająć się synkiem i zaczyna wierzyć, że choroba jest pokonana na zawsze.     

Niestety, rok 2017 przynosi wynik powalający na kolana: glejak wielopostaciowy IV stopnia. Ola wciąż ma aktywne zmiany nowotworowe, ale nie składa broni. Jeździ na konsultacje wszędzie, gdzie tylko się da, szuka nowoczesnych metod leczenia, również za granicą. Jest Podopieczną Fundacji Alivia i z pomocą Fundacji zbiera środki na zakup nierefundowanych leków. Każda godzina jest na wagę złota - a każda złotówka to szansa na nowoczesne leczenie!

Mimo tego, co ją spotkało i słabego zdrowia Ola to istny wulkan energii. Chociaż przyznaje, że zdarza jej się zapłakać czasem w samotności, to swoją siłę czerpie ze wsparcia najbliższych! Ma cudownych rodziców, którzy wspierają ją w tej walce i zawsze stoją za nią murem, brata, któremu bardzo wiele zawdzięcza, a przede wszystkim ma ośmioletniego synka! Jak przyznaje nie ma dla niej większego motywatora: "Synek jest dla mnie wszystkim, jest najważniejszą osobą w moim życiu, to on dodaje mi sił"- mówi. Od pewnego czasu wychowuje go sama, i troska o jego los motywuje ją do walki!     

Mimo choroby Ola ciągle realizuje swoje marzenia, Zawsze chciała jeździć na desce snowboardowej - i udało się! Syn także złapał bakcyla i w wolnych chwilach jeżdżą oboje. Ola uwielbia też żeglowanie, jak mówi: “Czuję wtedy wiatr we włosach i spokój, czuje się po prostu wolna". Nie ma czasu na negatywne myśli, zawsze znajduje sobie jakieś zajęcie i bardzo pomagają jej w tym znajomi. Często dzwonią do niej i mówią; "Olka, chodź z nami na miasto, co będziesz siedziała w domu" i Ola idzie. Przyznaje, że otaczają ją dobrzy i pozytywni ludzie, i bez pomocy nie dałaby rady!

Gdy rozmawiamy o marzeniach Ola mówi, że chciałaby po prostu żyć. W rzeczywistości to marzenie każdej osoby chorej na raka. Leczenie nowotworu w Polsce oznacza wojnę i nieustającą walkę pacjentów onkologicznych. Walkę, na którą chorym zbyt często brakuje pieniędzy i którą będą mogli wygrać tylko dzięki naszemu wsparciu. Fundacja Alivia kontynuuje kampanię "Wojna z rakiem". Przekażmy 1% na działania Fundacji i jej Podopiecznych.

 

 


INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje