Pan Czesiek i inne chłopaki

Kochać znaczy traktować kogoś w taki sposób, żeby mu życzyć wszystkiego najlepszego i nie oczekiwać niczego - twierdzą autorki książki "Chcę być kochana tak jak chcę" Katarzyna Miller i Ewa Konarowska.

Katarzyna Miller: Pani Agnieszka Osiecka zrobiła prześliczny podział mężczyzn na trzy typy: wieczny chłopiec, dostojnik i pan Czesiek. Wydaje mi się to niezwykle trafne i ja ci o tych panach opowiem wszystko, co wiem. Wieczny chłopiec to jest chyba najliczniej uprawiany przez inteligentne kobiety rodzaj mężczyzny.

Reklama

Ewa Konarowska: Czyste paznokcie, skrzypce lub co najmniej gitara...

K: ...falujące włosy, chyba że łysy, szczupłe dłonie, romantyzm, bajer, przeczytanych dużo dobrych książek, zna się na filmach, liznął różnych teorii, w ogóle uczy się i rozwija.

E: Tylko, że się rozwija wiecznie, toteż nigdy nie jest rozwinięty. A kim jest kobieta dla wiecznego chłopca?

K: Wieczny chłopiec potrzebuje kobiety, która go przytuli, opierze, roznamiętni oczywiście i pozwoli mu przez jakiś czas uważać, że spotkał boginię swego życia, do której będzie pisał wiersze albo dla niej śpiewał, albo myślał o niej tęsknie i wystawał pod oknem, co ona zauważy i przyjmie z wielkim zadowoleniem, bo wydaje się, że w końcu prawdziwy rycerz jej się trafił.

E: Jak z piosenki Demarczyk, kiedy on kupuje drugą gazetę i sterczy na deszczu pod jej oknem.

K: Ale to nie jest na stałe, oczywiście. Bo gdy już bogini przestaje być boginią - a nie może nią być, jeśli jednocześnie go opiera i się nim opiekuje - wieczny chłopiec znajduje nową boginię, która na pewno spełni te romantyczne pragnienia i uniesienia...

E: Oj, wiem coś o tym, wiem! I ja, i moje przyjaciółki przerabiały to już z niejednym wychudłym literatem... Swoją drogą ciekawe, dlaczego zawsze on jest takim chuderlakiem?

K: No co ty? Inaczej nie wyglądałby jak chłopiec. Za to dostojnik jest mężczyzną raczej postawnym, chyba że ma urodę Ryszarda Kalisza, ale jednak częściej przypomina pana Olechowskiego. Wyniosły, poważny, posiada władzę, władzą się posługuje, jest absolutnie KIMŚ. Nawet jeśli nim naprawdę nie jest. Kobieta dla niego to, oczywiście, ukoronowanie jego pozycji. Ma to więc być kobieta do pokazania, do pochwalenia, do zazdroszczenia. Kobietę się nosi.

E: W tym sezonie nosi się blondynki, a w następnym już nie będą w modzie?

K: Oczywiście. Kobietę nosi się też w celu rywalizacji z innymi.

E: Ale, broń Boże, nie nosi się jej na rękach.

K: Nie, tego się nie robi, bo i po co? Natomiast ona ma nosić za swoim panem różne rzeczy. Być wdzięczna, że jej się tak wspaniały mężczyzna w ogóle trafił. Czcić, szanować i obsługiwać, również seksualnie, oczywiście.

E: To ciekawe, co mówisz. Bo z drugiej strony rozumiem, że on by chciał, żeby ona sama była osobą niezwykłą...

K: On też by chciał, żeby ona go kochała... O co już naprawdę niełatwo.

E: No może na początku łatwiej?

K: Tak, bo kobiecie się wydaje, że ten pan da jej wszystko, o czym ona marzy. Mianowicie: opiekę, wsparcie, dobrą sytuację materialną, pozycję, bezpieczeństwo. I być może tak będzie, aż do następnej, którą się bardziej nosi w tym sezonie. Ale, na szczęście, mamy jeszcze pana Cześka.

E: Pan Czesiek nas uratuje!

K: Pan Czesiek zreperuje kran, zrobi zakupy. Pan Czesiek poklepie po pupie i przytuli, jak baba płacze, i powie: "No, głupia, już nie rycz!" I to jest mężczyzna, za którym warto się rozejrzeć.

E: To ja jestem jednak za związkami bigamicznymi.

K: Najwyżej osiągniesz to, że część twojego serca będzie zaspokajana z jednej strony, druga z innej, trzecia z jeszcze innej.

E: Innego wyjścia nie mam. Bo nie chcesz powiedzieć, że są jeszcze mieszanki, dajmy na to pan Czesiek złączony w biźniaczo-syjamskim uścisku z wrażliwym chłopcem? No w takie połączenie to naprawdę nie uwierzę!

K: To jest czysty podział. Tu trafiamy w dziesiątkę. Mogą być typologie według innych wskaźników. Natomiast ta jest naprawdę bardzo celna. Widać, że kobieta znała świat i ludzi.

E: Mnie, ilekroć o tym rozmawiamy, zadziwia ten klub iluzjonistów i iluzjonistek, którzy się za każdym razem na to nabierają. Zdaje się, że cały dramat polega na tym, iż kolejny raz zmienia się kobietę, z nadzieją, że następna spełni te oczekiwania. A one są nie do spełnienia.

K: Dostojnik nie zmienia kobiety dlatego, że ona nie spełnia jego oczekiwań. On wybiera taką, która spełnia. I bierze następną, bo ta druga mu się bardziej opłaca.

E: No tak, bo poprzednia jest już démodé. Czy on w ogóle słyszał coś o uczuciach?

K: Wiesz, on gdzieś w głębi swojego zapomnianego serca marzy o prawdziwej miłości, ale chyba jednak to już dawno zakopał. Już wie, że prawdziwa miłość nie istnieje. Wie, że istnieją tylko władza i pieniądze.

E: Naprawdę? To biedny jest...

K: Tak. I on myśli, że tylko to warto mieć. I kobiety na topie. Ty mówisz o iluzji. Ale ja bym się tu nie tylko do kobiet, ale i do mężczyzn zwróciła, że nieszczęśliwi z powodu niespełnienia iluzji jesteśmy tak długo, jak długo tę iluzję hodujemy.

Bo jeżeli zechcesz się ucieszyć wiecznym chłopcem na romantycznych spacerach i w łóżkowych przeżyciach i nie będziesz spodziewać się, że on odprowadzi dzieci do szkoły, będzie pamiętał, że należy przyjść na wywiadówkę, to może ci być z nim bardzo miło.

Jeżeli będziesz się chciała pokazać w świecie i zabierze cię tam dostojnik, oprowadzi i zaprezentuje parokrotnie, choć może już nie więcej, to w tym czasie nawiążesz interesujące znajomości...

E: ...z innymi dostojnikami...

K: ...o ile ci na tym zależy, bo jesteś takim typem kobiety, którą obnoszą dostojnicy. Jest taki typ kobiet i one są z tego zadowolone. To jest właśnie to, o co chodzi. Może by chciały przy którymś zakejować na dłużej, no i jeśli są, jakby to powiedzieć, wystarczająco wykształcone, to im się uda. Trzeba się nauczyć obchodzić z dostojnikiem.

E: A jak robisz remont mieszkania, to pan Czesiek jest jak znalazł.

K: Ja, odkąd stałam się kobietą dojrzałą, jestem fanką pana Cześka. Bo, po pierwsze, on zna życie bliższe temu, co kobiety uznają za życie. Nie musi być ważny, bo jest potrzebny. Nie musi dokładać sobie wartości, bo to jest chłop z krwi i kości.

E: A czyta książki jakieś?

K: No, może niechętnie, obawiam się.

E: A do kina chodzi tylko na bombachy?

K: Może na komedię romantyczną by z tobą poszedł, a na bombachy niech sobie chodzi z kolegami.

E: A na rozmowy intelektualne będziemy się umawiać z wiecznymi chłopcami...

K: Trzeba sobie z nich zrobić kumpli. Ale pan Czesiek jak już coś powie, to zwykle mądrze. Bo on jest życiowy.

E: Ciekawe, jaki pan Czesiek jest w łóżku?

K: To już zależy od jednostki. Ale powiem ci, że nie mogę zapomnieć jednego hydraulika, który pracował u mnie "na remoncie". I ten pył, ze ściany, którą pracowicie kuł, osadzał mu się na rzęsach, a rzęsy miał jak lalka, dłuuuugie i zawinięte do góry i powiem ci, że ja tego do końca życia nie zapomnę. Oczy miał niebieskie....

E: Ale do czegoś, poza twoim zachwytem, doszło?

K: Nie, nie doszło, bo remont był robiony szybko i sprawnie. Nie było przestojów.

E: Nie było powodu psuć remontu.

K: Poza tym przyjemne jest marzenie o oczach hydraulika. Dlaczego ja mam mieć spełnione to marzenie. Fajnie mieć niespełnione marzenia.

E: To prawda, większość marzeń, które spełniłam, okazała się moją zgubą.

K: Niektóre moje marzenia wracają, zmieniają się i przekształcają, ale mam też oczywiście i takie, których spełnienie wyszło mi bokiem. Dlatego jest takie ważne, żeby pamiętać, o czym się naprawdę marzy, żeby to było zdefiniowane. Może lepiej: uważaj, czego naprawdę pragniesz, bo ci się to spełni.

E: Tak, to jest to słynne chińskie przekleństwo. Wiesz co, Kasia? Ja tak sobie myślę o tym, co mówisz, i znów mnie smutek ogarnia. Czy ja jestem jakaś nostalgiczna, czy co? Bo taki pan Czesiek to jest fajny facet, naprawdę, i bardzo się sprawdza w życiu, żeby on był jeszcze trochę bardziej oczytany, inteligentny, miał dobrą rodzinę...

K: ...nieduży zameczek nad Loarą, to ty byś wtedy proszę bardzo...

E: Albo nawet w te pędy... No, żeby on chociaż był psychoterapeutą.

K: Nie chciałabym się narazić moim wspaniałym kolegom, ale nie radzę. No chociaż może paru.

E: To ty nie wiesz, że większość kobiet marzy o psychoterapeucie? Im się wydaje, że jak będą z kimś, kto jest świadom wszystkiego, co się dzieje, to on ich nie skrzywdzi, zajmie się nimi, pozwoli im te meandry psychiczne hodować.

K: Po to ludzie idę też na psychologię, przynajmniej niektórzy. Uważają, że nareszcie ich cudowna wrażliwość zostanie doceniona i zyska stosowną oprawę. Jednym to przechodzi, a innym nigdy...

E: Ależ, Kaśka, bezlitośnie rozwiewasz wszystkie moje rojenia na temat sensownego faceta. W tej sytuacji chyba muszę zostać sama.

K: Na jakiś czas bym ci to radziła.

E: W tej książce złożę śluby wieczyste.

K: Nie, nie! Niczego nie mów na zawsze.

E: A może to właśnie jest sposób na życie? Żeby nie chcieć niczego zmieniać, nikogo na nic nie namawiać, po prostu wziąć go takim, jakim jest, i próbować mieć z tego największą radość, jaka jest możliwa.

K: Święte słowa! Cieszyć się, ale naprawdę.

E: Mieć z tego tyle, ile się da, a jak wyciągają rękę z młotkiem, to się wtedy uchylać. I uciekać na z góry upatrzone pozycje i czekać, aż minie.

K: O ile to naprawdę miałby być młotek, to w ogóle uciekać, ale jeśli są to takie tylko szpilki, gorsze momenty, dni, to wszyscy je mamy. My też jesteśmy paskudy czasem.

E: To prawda. A wracając do wiecznych chłopców, oni raczej nie chcą mieszkać z kobietami...

K: Nie, rzeczywiście. Chyba że przemieszkać, a potem odfrunąć. Ewentualnie za trzy miesiące wrócić i powiedzieć: "Jednak tylko ciebie kocham!"

E: Na razie, tymczasem.

K: O, tego nie powiedzą, bo tego kobieta słuchać nie lubi. Ale ?tylko ciebie kocham naprawdę? kobieta lubi słuchać. I daje się na to złapać, że ho, ho!

E: Trzeba przyznać, że wieczny chłopiec pod tym względem zna się na kobietach. To jest pod wieloma względami koleżanka, z którą można pójść do łóżka. Nie przyjaciółka, ale taka dobra kumpelka.

K: Myślę, że nie. Bo jeśli jest tak, jak mówisz, to nawet kiedy on odejdzie, ty tak znów strasznie nie cierpisz. Natomiast jeśli on cię weźmie na ten romantyzm, to nie jest kumpel, to jest dobry bajerant. Już sobie posprawdzał na tylu przykładach, co dobrze robi dziewczęcemu sercu, niezależnie od tego, w jakim ciele przebywa, czy 15-, czy 50-latki. Wieczny chłopiec też może mieć z sześćdziesiątkę.

E: Myślę o takiej bardzo ludzkiej tęsknocie za miłością, co z nią?

K: Wieczny chłopiec bardzo tęskni za miłością. On wszystko robi w imię miłości, w związku z tym wszystko mu wolno. No i to jest tragiczne.

E: Ojej, ale w imię jakiej miłości?

K: No właśnie wiecznej, nieuchwytnej, prawdziwie wielkiej. Gdy ona jest już prawdziwie wielka, to nie jest ludzka. Ludzka miłość jest ułomna, a ułomnej on nie zdzierży.

E: A to ja już rozumiem: albo jest idealnie, albo w ogóle niczego nie ma.

K: Gonić króliczka, gonić, gonić go.

E: To znaczy, że są to gry i zabawy towarzyskie, jeśli je znamy i przestrzegamy reguł, to możemy w nie grać z tymi wiecznymi chłopcami.

K: Wieczny chłopiec może pomóc sercu, które się musi pozbierać. Tylko, żeby wiedzieć, że to nie ma być "zamiana na", tylko taki balsam, chwilowy kompres. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jakoś zupełnie strasznie, cynicznie, w każdym razie dla niektórych, bo dla innych nie...

E: Ale to, co robi wieczny chłopiec, też jest cyniczne bardzo.

K: Tak, i nawet zdarzają się wieczni chłopcy, którzy już wiedzą, że są cyniczni. I robią sobie z tego jakiś sztandar. O, to jest coś, czego bardzo nie lubię. Chodzą tacy panowie, co często otarli się o to, że są KIMŚ. Jakiś średnio znany, a może już nawet niektórym bardzo znany piosenkarz, wybitny tłumacz, niegdyś przez chwilę słynny aktor... I czegoś zabrakło, nie podtrzymała się ta wielkość, wszak każdy z nich został stworzony do bycia kimś (tu patrz: wychowanie przez mamusię nadopiekuńczą i bałwochwalczo zakochaną w syneczku. To nie jest jedyna wersja, ale jedna z wyraźnych). On poczuł się obrażony na świat, bo nie został przezeń wystarczająco doceniony i wyniesiony na złote stolce. W związku z tym należy się za to światu odwet.

A jak się jest inteligentnym i nie jest się ze światem zaprzyjaźnionym, to się swojego potencjału intelektualnego używa do gryzącej ironii. To jest niesłychanie niszczące. Z jednej strony, oczywiście, daje pozorną ochronę cierpiącemu sercu. Z drugiej natomiast sieje spustoszenie, na przykład u młodych dziewczyn, które się łapią na tę pseudowielkość i nawet jeszcze wymyślają sobie, że to może będzie miłość. Oczywiście, nie tylko im robi szkodę, robi szkodę też swoim przyjaciołom, z którymi chodzi na wódkę i razem sobie podgryzają świat. A potem się dziwią, że świat ma wygryzione miejsca i nie jest wcale taki fajny.

Może robi też krzywdę młodym facetom, którzy nie wiedzą, w którą stronę pójść.

E: I chcieliby się od niego dowiedzieć, bo on jednak jest dla nich jakimś rodzajem autorytetu.

K: I ma coś do powiedzenia, ale to, co mówi, jest straszne, zabijające i toksyczne. No i w tym sensie jest szkodliwe społecznie.

E: Bo kształtuje obraz świata, który zaraz staje się ponury i niedostępny.

K: Ci chłopcy chodzą falangami, takimi dużymi grupami, wspierają się i popierają, oczywiście przeciwko kobietom.

E: Stwarzają wrażenie, że skoro jest ich tak wielu, to racja jest po ich stronie.

K: Ludzie się na to łapią, a potem nie wiedzą, dlaczego ich boli.

E: Ale ja jeszcze wrócę do mojego ulubionego pytania: czemu to robimy, że bierzemy, dajmy na to, pana Cześka i chcemy go przerobić na wiecznego chłopca, a romantyka próbujemy za to zrobić "na Cześka". Realistę odrealnić, a utopistę postawić na ziemi. Przecież to znaczy, że same nie umiemy ich pokochać. No właśnie, Kasiu, co to właściwie znaczy kochać?

K: O tutaj, pani, ruszyłaś niezłą kolubrynę.

E: Czy można kochać kogoś, kto jest taki poniszczony w środku, bardzo trudny, sam nie umie za bardzo kochać, czy to jest tak, że można kochać kogoś takiego i można z nim być?

K: Kochać kogoś takiego można, jeśli jest to twój przyjaciel, brat, mąż, a może twój tatuś, natomiast nie wolno zbyt wiele oczekiwać. To jest jedna z odpowiedzi, co to znaczy kochać. Kochać to nie oczekiwać zbyt dużo. A to się ludziom dokładnie miesza, prawda? My chcemy czegoś dla siebie od osoby, którą "kochamy". Natomiast kochać znaczy traktować kogoś w taki sposób, żeby mu życzyć wszystkiego najlepszego i nie oczekiwać niczego. Jak się coś dostanie to cudnie, a jak nie, to nie.

E: I to jest bardzo trudne.

K: Bardzo. Toteż łatwo można przestać, w tym sensie, kochać. Bo przecież zwykle tak się robi. A to by znaczyło, że jednak się czegoś oczekiwało. I jeśli się tego długo nie dostawało, to się przestaje "kochać", czytaj: przestaje się oczekiwać, bo już się wie, że się nie dostanie.

E: A tak się przyjemnie rozmawiało na początku...

K: Też mi trochę szkoda... No to pozwólmy sobie na małą, miłą iluzyjkę o uroczym wiecznym, ale wiernym chłopcu, który z powodu swojej inteligencji został wspaniałym dostojnikiem o duszy i cieple pana Cześka...

Fragment książki "Chcę być kochana tak jak chcę"

www.ravi.com.pl
Dowiedz się więcej na temat: miłość | książki | świat | kochać

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje