Piękni dwudziestoletni?

Jacy jesteśmy - pokolenie dwudziestoparolatków początku XXI wieku? Jaka jestem ja i inni do mnie podobni? Przecież każdy z nas jest inny, każdy jest (wielką?) indywidualnością. Chyba nie jestem typową dwudziestoparolatką, o ile można mówić o typowości.

Historia mnie nie bierze, literatura nudzi
Ja tam dziś w nic nie wierzę,
A już na bank - nie w ludzi!
(Jacek Kaczmarski).

Reklama

Nie buntuję się głupio przeciwko wszystkiemu i niczemu zarazem, chodzę do teatru, odwiedzam muzea i galerie, czytam książki, mam swoich ulubionych poetów. Nieobce są mi nazwiska Hłasko, Bursa czy Stachura. Czasem nie mogę się odnaleźć wśród ludzi, którzy mają zupełnie inne wartości niż ja. Może raczej - nie tyle inne, co nie przyznają się do tych prawdziwych. Bo nie wypada. Bo się boją. Bo nie chcą. Dlaczego? Zmienia się świat, sposób myślenia i patrzenia na wiele spraw. Dlatego stajemy się coraz bardziej zagubieni, miotamy się nie bardzo wiedząc, czego tak naprawdę chcemy. Historia (ta, której ponoć nie znamy...) lubi się powtarzać. Coraz częściej zauważam dekadenckie tendencje.

Sen mara, Bóg wiara

Podobno (tak twierdzą niektórzy socjolodzy) w nic nie wierzymy, nie mamy Boga, do którego moglibyśmy się zwrócić i którego byśmy czcili. Ale przecież nie można w nic nie wierzyć, życie bez wiary jest puste i niewiele warte. Ja wierzę. Wierzę w Boga, który czuwa nad nami, który jest wszędzie w każdym z nas, w każdym zwierzęciu i każdej roślince. Wszędzie. Można powiedzieć - co to za wiara, kiedy nie chodzi się do kościoła. Do kościoła tak - ale nie na mszę. Nie sądzę, żeby Boga interesował program polityczny jakiejś - tam partii w jakimś - tam kraju. A jeśli nawet, to czy kościół jest najlepszym miejscem, żeby o tym rozmawiać?

Autorytet Kościoła upadł, przestaliśmy mu ufać. Czy w ogóle mamy jakieś autorytety? Nie ma człowieka czy instytucji, który byłby godny naśladowania, służył za wzór cnót, zachowania, czy czegokolwiek. Widzę jedno. W tej chwili nie ma samoistnych gwiazd, są istoty najwyżej przeciętne, na siłę kreowane na wybitne jednostki. Media, reklama narzucają niejako co i kto ma mi się podobać. W gruncie rzeczy to bardzo wygodne, sama nie muszę się o nic martwić, inni zdecydują za mnie. Mimo to jednak szukam czegoś swojego, staram się być chociaż troszkę nie taka, jaką każą mi być. Szukam swoich lektur, swojej muzyki. Do szczęścia nie są mi potrzebne dyskoteki co tydzień, ciągłe wizyty w pubach, siedzenie i ględzenie o niczym, z ludźmi, z którymi wypada być, bo to się kiedyś opłaci. Jeśli idę na piwo to z tymi, z którymi mam o czym pogadać, albo i bez gadania czuję się dobrze, bezpiecznie. Nie muszę i nie chcę na siłę być kimś, kim nie jestem. Nie znoszę sztuczności, ludzi, którzy ciągle grają kogoś innego, chcą podobać się wszystkim, w każdym mieć przyjaciela. A z drugiej strony rozumiem to, bo wiem, że gdyby byli sobą, życie szybko by ich zniszczyło. Najgorsze jest jednak to, że w którymś momencie oni sami przestają wiedzieć, kiedy są sobą...

Duch czy materia?

Pewność i zaufanie... Nie przypadkiem coraz częściej używa się tego zwrotu jako hasła reklamowego. Coraz mocniej zaczynamy odczuwać ich brak, nigdzie nie czujemy się dość pewnie, rzadko trafi się ktoś, komu możemy zaufać...

Dowiedz się więcej na temat: rodzice | piękni | rzeczy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje