Posłańcy euforii

Każda przyjemność jest odurzeniem. Zupełnie obojętne, czy to będzie zimne piwo w upalny dzień, profesjonalny masaż, romantyczna kolacja czy namiętny seks.

Przy każdej z tych rozkoszy działają te same mechanizmy, a ponadto mają identyczny skład chemiczny i odpowiadają za nie te same układy przełączające w mózgu. W powstawaniu każdej przyjemności maczają palce opioidy. W krzywym jądrze wszystkie rozkosze są więc takie same. Różnica między przyjemnością masażu a przyjemnością schłodzonego piwa - nie polega na zmianie podstawowej "melodii" w mózgu, ale w dużym stopniu instrumentu, który wytwarza te dźwięki. Raz sygnały pochodzą od czujników rozsianych na skórze, innym razem z języka i podniebienia. Jednak gdy bodźce zmysłowe dotrą do mózgu, w obu przypadkach powstanie to samo uczucie zadowolenia.

Reklama

Być może francuski poeta Charles Baudelaire przeczuwał te zależności, gdy zaklinał sobie współczesnych: "Zawsze powinno się być odurzonym. Wszystko się z tym wiąże. To jest jedyna kwestia. Dzięki temu nie czujecie strasznego ciężaru czasu, który łamie wam ramiona i ciśnie do ziemi, musicie upajać się bez przerwy. Czym? Winem, poezją, cnotą, czym chcecie. Ale upajajcie się".

Rozkosz zatrzymuje czas. I nie jest to wcale takie niedorzeczne jak się wydaje. Opioidy wpływają na przeżywanie czasu okrężnymi drogami chemicznymi. Orgazm każe pozornie zatrzymać się zegarom. Ale Baudelaire zauważył, że wszystkie środki uzależniające dają taki sam efekt, a ponadto, że wcale nie trzeba sztucznych środków, by osiągnąć upojenie. W jego czasach twierdzić, że nie ma różnicy między "dobrym" i "złym" upojeniem - o, to było dopiero coś! Już Kwiaty zła opublikowane w 1857 roku, gdzie tylko sugerował, że może tak być, wywołały w Paryżu prawdziwy skandal. Część twórczości Baudelaire'a mogła ujrzeć światło dzienne dopiero po jego śmierci.

Nie obyło się także bez emocji ponad sto lat później, gdy neurolodzy dostarczyli biologicznego uzasadnienia śmiałej tezy Baudelaire'a. W roku 1973 trzy grupy badawcze ogłosiły niezależnie od siebie, że neurony posiadają receptory, a więc chemiczne przyłącza dla środków zawierających opium, na przykład morfiny czy heroiny. Po co ewolucja miała przewidzieć coś takiego? Z pewnością nie po to, by ludzkość czerpała przyjemności z makowego kompotu.

Rozpoczęto gorączkowe poszukiwanie i okazało się, że mózg może wyprodukować substancje, które pasują do tajemniczych receptorów, a ich skład jest podobny do morfiny. Odkryto pierwsze endogenne środki zawierające opium - narkotyki, które we własnym zakresie produkuje organizm. Nazwano je endorfinami, nazwa została utworzona z greckiego przedrostka "endo" co oznacza "wewnętrzne" i "morfiny". Wkrótce znaleziono kolejne tego typu substancje, enkefaliny. W końcu odkryto dynorfiny, które są dokładnym przeciwieństwem endorfin. Podczas gdy endorfiny i enkefaliny wywołują uczucie błogości - dynorfiny wstrętu. Dzisiaj endorfiny, enkelfaliny i dynorfiny nazywa się "opioidami". Opioidy są tak zwanymi neuropeptydami, molekułami, które są o wiele większe i bardziej skomplikowane od dopaminy.

Niewiele potrzeba było czasu od wyodrębnienia opioidów w ludzkim mózgu, by odkryć podobne przekaźniki przyjemności także u zwierząt. Opioidy płyną w mózgach psów, gryzoni, owadów, a nawet dżdżownic. Czyżby cała natura poszukiwała szczęścia?

Wydawnictwo Jacek Santorski & co

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje