Problem: Miłość bez przyszłości

Zaczęłam się spotykać z facetem pół roku temu, na dodatek żonatym, z trójką dzieci, i co najlepsze jest mężem mojej szefowej.

Nic, tylko powiedzieć: "co za wredna suka", i nie dziwię się, jakby ktoś mnie tak nazwał, tyle że do tego jest nas dwóch i ja nie zmusiłam go ani nie namawiałam do spotkania, ponieważ sam tego bardzo pragnął.

Reklama

Bardzo się kochamy, pragniemy być razem, czujemy się ze sobą wspaniale, czego on nigdy nie czuł do żony. Ale niestety nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać. Mimo tak głębokiego uczucia, mój mężczyzna nie zostawi swojej rodziny, dzieci. Nawet tego nie żądam - wiele osób odwróciłoby się ode mnie, gdyż wina leżałaby po mojej stronie, że doprowadziłam do rozpadu rodziny i małżeństwa.

Ale sama nie wiem, co ja mam dalej robić, jestem taka bezradna, nie potrafię się rozstać, bo niesamowicie go kocham, jak nikogo. Wiem, że również jestem kochana i to jest piękne. Ostatnimi czasy często wpadam w depresję, a co się z tym wiąże, mam myśli samobójcze.

A dla tych, którzy użyją na mój temat niecenzuralnych słów, mam propozycję, niech najpierw sami pokochają, a potem się wypowiedzą. Ja nie chciałam, długo unikałam tego mężczyzny, żeby tylko się nie zakochać, bo znamy się już 10 lat, ale niestety coś pękło i stało się.

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Dowiedz się więcej na temat: problem | miłość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje