Problem: Wątpliwości przez ślubem

Jestem z moim chłopakiem siedem lat. Dziś on ma lat 25, ja 24. Zupełnie niedawno zaczęliśmy rozmawiać o ślubie, dochodząc do wniosku, że oboje jesteśmy na niego gotowi.

No i ja, jak to kobiety już mają w zwyczaju, zabrałam się za przedślubne przygotowania: sala, orkiestra, rozglądanie się za suknią ślubną i całą, niezbędną resztą.

Reklama

On natomiast nie dość, że tematu ślubu nie poruszał w ogóle to jeszcze do dziś mi się nie oświadczył. Zaczęłam się więc zastanawiać nad naszą miłością. Zauważyłam, że myśląc o wyjściu za niego za mąż czuję nie tylko strach, ale także wątpliwości i rozpaczliwy krzyk we mnie samej: nie!

Na dodatek rozmawiałam z kolegą, który żeniąc się z prawdziwej miłości, właśnie rozwodzi się, bo jego żonie tej miłości zabrakło. Zapytałam go więc, po czym poznał, że ich związek zaczyna się psuć. On wymieniał: zero seksu, osobne wyjścia ze znajomymi, inne zainteresowania, a ja miałam wrażenie, że opowiada o moim związku. Na dodatek pewna obca osoba poradziła mi bym zabawiła się w grę: czego NIE chcę w życiu. Odpowiedzi, którą sobie udzieliłam chyba już nie muszę pisać.

Powiedziałam mojemu chłopakowi o swojej niepewności. Zaczął płakać i pytać dlaczego tak go ranię. Powiedział, że nie podda się tak łatwo, że nie wyobraża sobie życia beze mnie itd. Dlaczego więc dopiero teraz poczułam, że mu na mnie zależy... A wcześniej nie było, gdy go potrzebowałam (obrona, egzaminy, depresja po stracie pracy...).

Kolejną sporną kwestią są nasze charaktery: ja jestem niepoprawną romantyczką, artystką, chcę zdobywać wykształcenie i ciągnie mnie do świata, do ludzi. On jest strasznym realistą, nie zależy mu raczej na samodoskonaleniu się. I jeszcze coś mnie przeraża: mimo, że jesteśmy ze sobą 1/3 naszego życia, nie mamy wspólnych planów, pasji, wspólnej ulubionej piosenki, książki, filmu i wszystkiego tego, co tłumaczy reszcie świata dlaczego tych dwoje jest razem. Właściwie to już wiem, że uczucie, które do tej pory nazywałam miłością jest już tylko przyzwyczajeniem. A przecież przyzwyczajenie to za mało, żeby iść przez życie razem. Bo w moim odczuciu to nasze życie będzie bardzo nudne... Stabilne, ale nudne i bez uniesień. Jak mam nabrać tej ostatecznej pewności i odwagi, aby powiedzieć: to koniec?

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Dowiedz się więcej na temat: problem | wątpliwości

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje