Problemy rodzinne z finansami w tle

Nieporozumienia dotyczące pieniędzy bywają najczęstszym powodem kłótni między bliskimi. Dobrze jest szybko dostrzec te zagrożenia i nauczyć się im zapobiegać, by konflikty nie przerodziły się w wojnę.

To właśnie finanse są główną przyczyną rozwodów i sporów rodzinnych. Mamy sobie za złe rozrzutność albo skąpstwo. Nie potrafimy porozumieć się w sprawie tego, ile i na co należy wydawać.

Reklama

Trudno tu wypracować kompromis, bo podejście do pieniędzy wynika z naszego charakteru i przekonań. Świadczy też o wartościach, które cenimy w życiu. Dlatego gdy druga strona nie podziela naszego podejścia do spraw materialnych, ciężko jest się dogadać. Łagodzenie tych konfliktów wymaga taktu i sporej dawki empatii.

Straciłam sporą kwotę lekcji dorastania i kogoś bliskiego

Natalia, 24 lata, pokłóciła się z bratem o pieniądze:

- Mój starszy o sześć lat brat wynajmował mieszkanie z kolegą, ale kiedy tamten się ożenił, Jacek namówił mnie na zamieszkanie razem. Ale mój pierwszy rok na swoim okazał się finansową katastrofą. Chciałam się usamodzielnić, bo dostałam stałą pracę.

- Miała być wolność, luz, a skończyło się powrotem do rodziców. Jacek nie panował nad wydatkami, a ja musiałam znosić konsekwencje jego beztroski. Przedtem nie znaliśmy się chyba zbyt dobrze: gdy rozpoczął studia, byłam w podstawówce. Szkoda, że teraz poznałam go z tej gorszej strony.

Coś we mnie pękło

- Układ był prosty: wynajem, czynsz i opłaty dzielimy po połowie. Lodówkę zapełniamy według potrzeb. Nie widziałam konieczności szczegółowych ustaleń, bo nie traktowałam Jacka jak kogoś obcego. Oboje mieliśmy stały dochód, zero obciążeń. Ale szybko poczułam się wykorzystywana. Tylko ja robiłam zakupy. On wpadał do domu głodny jak wilk i wyjadał zapasy.

- Kiedy odwiedzali go koledzy, pożyczałam mu drobne, żeby kupił piwo w kiosku na dole, bo przecież nie będzie latał po nocy do bankomatu. Następnego dnia słyszałam: "Siostra, jestem ci dłużny tyle a tyle", ale nigdy nie doczekałam się zwrotu pieniędzy. Opłaty też dzieliliśmy do czasu. W lecie Jacek poprosił, żebym pożyczyła mu tysiąc złotych na zakup auta. Nie dość, że mu je dałam, to zgodziłam się opłacić dwie kolejne raty za mieszkanie.

- Pożałowałam tego, gdy wyszło na jaw, że zamiast uregulować długi, zafundował swojej dziewczynie tydzień w Chorwacji. Wtedy coś we mnie pękło. Wypomniałam mu, że na własny urlop musiałam pożyczyć od przyjaciółki. Obiecał, że przy kolejnej wypłacie odda wszystko co do grosza. Owszem, raz dostałam pięćset złotych, ale potem słyszałam tylko wymówki. Któregoś dnia popsuła się pralka. Naprawa okazała się bardzo droga. Oznajmiłam Jackowi, że ten wydatek ma pokryć sam.

- Najpierw wynikła awantura, a potem brat przestał się do mnie odzywać. Bilans roku jest taki, że jestem zadłużona, właściciel mieszkania upomina się o zaległe pieniądze. Ale najgorsze, że chyba straciłam też brata. Gdy poskarżyłam się na niego rodzicom, obraził się i w rezultacie nie rozmawiamy od trzech miesięcy. On nie odbiera moich telefonów, a znajomym powiedział, że jestem niedojrzałą smarkulą. Ale czy nie miałam racji?

Porada eksperta: Warto udzielić bratu lekcji dorastania

Sławomira Rozbicka, psycholog:

- Czytając opisaną przez panią historię, odnoszę wrażenie, że brat zaproponował wspólne mieszkanie głównie po to, by zapewnić sobie dodatkowe źródło dochodu. Prawdopodobnie już wcześniej korzystał z pomocy współlokatorów i przywykł do takiego układu. Trudno się dziwić, że własnego brata nie traktowała pani jak obcej osoby, z którą z góry ustala się szczegółowe zasady wspólnego gospodarowania.

- Uważam, że dobrze pani zrobiła, informując o sytuacji rodziców. Jednak brat nadal prowadzi swoją grę. Zerwanie kontaktu jest dla niego w gruncie rzeczy wygodnym unikiem. Dzięki temu nie musi spłacać swoich zobowiązań. Stawiając siebie w roli ofiary, próbuje dodatkowo wzbudzić w pani poczucie winy. Rozstanie z wyobrażeniem dobrego brata, jakie miała pani przedtem, może być raniące i bolesne.

- Rozczarowanie postępowaniem bliskich osób jest szczególnie ciężkie, zwłaszcza gdy nieoczekiwanie nadużywają naszego zaufania. Sądzę, że mimo wszystko warto udzielić mu lekcji dorastania - nie spłacać jego części zaległości za mieszkanie i konsekwentnie dopominać się zwrotu pożyczki.


Jestem co dzień rozliczana z każdej złotówki

Iza, 34 lata, ma skąpego męża:

- Mąż nie zdradza mnie, nie pije, jest dobrym, uczciwym człowiekiem. Niedawno jednak w mojej głowie pojawiła się myśl o rozwodzie. Bo on z roku na rok staje się coraz bardziej skąpy. Rodzice i koleżanki twierdzą, że to niewystarczający powód do rozstania, ale ja jestem u kresu wytrzymałości.

- Gdy się poznaliśmy, nie zauważyłam niepokojących sygnałów. Witek kupował mi prezenty, pieniądze nie były tematem naszych rozmów. Ale to zmieniło się po ślubie, gdy przyszedł na świat nasz syn.

Urlop to ekstrawagancja

- Z dnia na dzień zaczęły się kontrole. Witek tłumaczył, że należy oszczędzać, bo idą niepewne czasy, a w jego firmie zaczęły się zwolnienia. Zgadzałam się, że nie możemy pozwolić sobie na szastanie pieniędzmi, ale jego obsesja wciąż przybierała na sile. Założył zeszyt, do którego wpisujemy codzienne wydatki. Mąż rozlicza mnie z nich, kwestionując sens wydania każdego grosza.

- Zawsze muszę wyjaśniać, dlaczego kupiłam synkowi skórzane sandałki zamiast tanich klapek z supermarketu. Witek powinien pilnie pójść do dentysty, ale żałuje pieniędzy. Kino albo wyjazd na wakacje uważa za niepotrzebny luksus. Wieczory spędzałby przed telewizorem, a urlop u teściów na wsi. Niechętnie chodzi na imieniny do znajomych, bo przecież nie wypada przyjść bez upominku.

- Od dawna nie sprawiłam sobie żadnej przyjemności. Wolę zrezygnować z kupna torebki niż potem tłumaczyć się godzinami. Sytuacja jest tym bardziej niezrozumiała, że przecież oboje zarabiamy. Zaczynam podejrzewać, że nie chodzi tylko o pieniądze, że męża przytłacza odpowiedzialność za rodzinę, że boi się przyszłości i ewentualnej utraty pracy.

- Od dłuższego czasu przygotowuję się do rozmowy o zamianie małego mieszkania na większe, ale boję się, że wizja kredytu spowoduje u Witka stan przedzawałowy. A ja nie chcę żyć, wyrzekając się wszystkiego!

Porada eksperta: Ważna jest konsekwencja

Iza Kurzejewska, psycholog:

- Zachowanie męża rzeczywiście budzi niepokój. Tym bardziej że nie znajdujecie się w dramatycznym położeniu. Słusznie pani podejrzewa, że w takiej sytuacji skąpstwa nie spowodowały okoliczności zewnętrzne. Dlatego należałoby sprawdzić, jakie są jego przyczyny. Może w dzieciństwie rodzice męża kłócili się o pieniądze? Teraz on wyobraża sobie, że bez nich stanie się coś strasznego, bo ludzie przestają się kochać.

- Czasem skąpstwo wynika z lęku przed życiem. Oszczędzanie daje wtedy poczucie bezpieczeństwa i ochrony przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem. W obu przypadkach doradzam rozmowy z mężem. Proszę pokazać mu uczucie, rozwiewać jego obawy. Niech pani wyjaśni, że droższe zakupy są bardziej opłacalne. I proszę konsekwentnie nie rezygnować z przyjemności! Niech mąż się przekona, że nie oznaczają dla was finansowej zapaści.

Wystarczył jeden telefon, a ja już robiłam przelew

Aleksandra, 42 lata, od dawna pomaga krewnym finansowo:

- Wychowałam się w wielopokoleniowej, kochającej rodzinie. Byłam jedynaczką, ale nie czułam się samotna, bo dorastałam z kuzynami. Agata, Kasia i Łukasz byli nie tylko krewnymi: z czasem stali się też moimi przyjaciółmi. Choć wyprowadziłam się z rodzinnej miejscowości, często ich odwiedzałam, wspólnie spędzaliśmy święta.

- Niestety, życie nie ułożyło im się tak pomyślnie jak mnie. Ja miałam dużo szczęścia: dziś jestem dyrektorem marketingu dużej firmy kosmetycznej. Dlatego przez wiele lat uważałam za swój obowiązek wspierać ich. Jednak niedawno uznałam, że nasze relacje tylko na tym ucierpiały. Zauważyłam, że nie są już tak bezinteresowne jak dawniej.

Rozkapryszona księżniczka

- Agata zaszła w ciążę tuż po maturze. Jej chłopak uciekł od odpowiedzialności, dlatego ciężar wychowania dziecka spadł na nią. Małżeństwo, które zawarła kilka lat później, okazało się pomyłką, więc prędko się rozwiodła. Jej siostra Kasia także została sama. Obie miały dzieci na utrzymaniu i ledwo wiązały koniec z końcem. Chociaż o nic nie prosiły, dla mnie było naturalne, że będę im pomagać, jak potrafię. Tym bardziej że nie miałam dzieci i córki Agaty i Kasi traktowałam jak swoje.

- Z własnej woli kupowałam kuzynkom AGD na imieniny. Wprawdzie mąż uważał to za przesadę, ale tłumaczyłam, że my przecież mamy wszystko, a one nic. Trudno przecież prowadzić dom bez miksera! Sprawiało mi przyjemność, gdy widziałam, jak dzieciaki cieszą się na mój przyjazd. Wiedziały, że ciocia zawsze ma dla nich słodycze i zabawki. Gdy szykowały się dodatkowe wydatki, też mogli na mnie liczyć. Pożyczyłam pieniądze Łukaszowi, gdy jego interes zbankrutował. Podżyrowałam mu kredyt na nowe przedsięwzięcie. Przyzwyczaiłam ich do tego, że wystarczy telefon, a ja robię przelew.

- Kilka lat temu przeżywałam kryzys w związku i zwierzyłam się Agacie. Usłyszałam, że problemy to ma ona, bo musi wykarmić dwójkę dzieci, a klepie biedę i choruje. Ja natomiast nie wiem nic o prawdziwym życiu. Jej reakcja podziałała na mnie jak zimny prysznic, bo potraktowała mnie jak rozkapryszoną księżniczkę. Nie zależało mi nigdy na hołdach, ale wówczas uświadomiłam sobie, że od dawna uważano mnie za dojną krowę.

- Może rację miał mój mąż, kiedy mówił, że rodzina mnie naciąga, a jej zła sytuacja spowodowana jest w równej mierze wypadkami losowymi co lekkomyślnością. Od tamtej pory stałam się ostrożniejsza, ale wciąż biję się z myślami. Kim dla nich jestem? Pogotowiem finansowym czy kimś bliskim? I czy sama doprowadziłam do tego swym zachowaniem?

Porada eksperta: Pieniądze przykrywają czasem wiele spraw

Ryszard Lichuta, psycholog:

- Dzięki kuzynom w dzieciństwie nie czuła się pani samotna, bo miała pani poczucie więzi, której zazwyczaj brakuje jedynakom. Ta więź była na tyle silna, że nawet nie zauważyła pani, kiedy z roli przyjaciółki weszła w rolę "dobrej cioci" przynoszącej prezenty.

- Rzeczywiście, czasami w rodzinach jest oczekiwanie, że ci, którym się powiodło, mają Nasz ekspert radzi pieniądze przykrywają czasem wiele spraw obowiązek pomagania słabszym. Jest to dobre, pod warunkiem że żadna ze stron nie czuje się przez to pokrzywdzona.

- W opisanym przypadku pierwsze "ukłucie" miało miejsce, gdy sama znalazła się pani w trudnej sytuacji i oczekiwała wsparcia. Niezrozumienie, że sprawy osobiste są dla pani tak samo istotne jak dla kuzynów kłopoty materialne, było pierwszym sygnałem, że w waszej relacji zachodzi nierówność. Często bywa tak, że osoby, którym się udało, mają podświadome poczucie winy wobec tych członków rodziny, których "życie nie rozpieszczało". Dlatego by uciszyć wyrzuty sumienia, tak łatwo weszła pani w rolę anioła stróża.

- Proszę jednak pamiętać, że sukces zawodowy nie jest losem wygranym na loterii, ale także wynikiem pani zdolności oraz ciężkiej pracy. Nie jest pani nic winna osobom, które miały mniej talentów lub okazji do rozwoju. Proszę spróbować przyjrzeć się relacji z rodziną z innej perspektywy. Jak bardzo kuzyni są pani bliscy, jak mocno czuje się pani z nimi związana?

- Jeśli rzeczywiście są dla pani ważni (i to nie tylko dlatego, że dzięki nim czuje się pani lepsza), to warto zachować tę więź. Słusznie pani robi, powstrzymując się teraz od pomagania. Tak sprawdzi pani, co naprawdę was łączy, bo pieniądze przykrywają niekiedy wiele spraw. Czasem można przekonać się, że pod nimi nic nie ma. Albo jest mniej, niż mogłoby się wydawać.

Maria Barcz



Dowiedz się więcej na temat: związek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje