Przedmałżeńska terapia

Zapomnijmy o małżeńskiej terapii, gdy nadchodzą pierwsze oznaki kryzysu w związku. Okazuje się, że coraz większym zainteresowaniem - przynajmniej na Zachodzie - wśród narzeczonych lub zamierzających się zaręczyć jest... terapia przedmałżeńska.

Młodzi chcąc przewidzieć zbliżające się problemy we wspólnym pożyciu jeszcze przed wstąpieniem w związek chcą nabyć umiejętności ich rozwiązywania.

Reklama

Może nowe pokolenie 20- i 30-latków wychowywanych w świecie, w którym do rozwodów dochodziło niemal codziennie i znających ból rozstania rodziców, chce zapobiec zawczasu takiej sytuacji. Czy da się jednak pracować "na sucho"? I czy na tym poziomie gry, gdy małżeństwo widzi, że nadchodzi kryzys, może skorzystać z doświadczenia przedmałżeńskiej terapii, jakiej kiedyś się poddało?

Według niektórych ekspertów prewencyjna terapia to coś w rodzaju niekończącej się analizy, wzbudzającej więcej pytań niż odpowiedzi. Uznają oni, że nie sposób się przygotować do szczęśliwego pożycia aż do śmierci przed wstąpieniem w taki związek.

Małżeństwo to też po części rzucenie się w... przepaść. Wymaga ślepej wiary i ogromnej dawki optymizmu, przyprawione jest też sporą dozą fascynacji partnerem. Doradztwo przedmałżeńskie nie uchroni przed wybuchem różnych konfliktów w przyszłości, ale jeśli ma wyraźnie pomóc w wypracowaniu sposobów dochodzenia do kompromisu, to czemu nie. Może też uzmysłowić przyszłym małżonkom, że zawsze warto podejmować trud codziennej troski o związek, bo po udanym przejściu pewnego etapu, wchodzi się na znacznie wyższy.

W terapii przedmałżeńskiej tkwi też niebezpieczeństwo doprowadzenia do rozpadu zaledwie zawiązującej się relacji. Roztrząsanie potencjalnych przyczyn konfliktów w obecności osoby trzeciej - terapeuty - prowadzi niekiedy do nadmiernego krytycyzmu wobec wciąż mało jeszcze znanego partnera i jego zranienia. A stąd już tylko krok do zerwania.

Oczywiście niekiedy ma to też swoje plusy - odgrywanie przyszłych ról może w sposób ewidentny ukazać prawdziwe oblicze niedoszłego partnera i zapalić ostrzegawczą czerwoną lampkę zanim podejmie się ostateczną decyzję.

Wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy mogli zawrzeć związek na czas określony, niczym odbyć testową jazdę nowym samochodem. Z małżeństwem nie da się tego jednak uczynić. Dobrze, gdy podczas terapii przyszli małżonkowie dowiedzą się, że zacznie się teraz dla nich czas prób, błędów i ciężkiej pracy nad trwałością związku. Bo też do wygrania biegu nie wystarczy długodystansowcowi, by założył najlepsze buty i wystartował, przedtem musi nużąco długo, intensywnie i wyczerpująco trenować.

Zapobiegliwość współczesnych młodych ludzi może jednak dobrze im wróżyć. Znają z doświadczenia ból rozwodu rodziców, wiedzą, że odsetek rozwodów wzrasta i zdają też sobie sprawę z tego, że małżeństwo to nie bajka - stąd też jeśli poszukują pomocy specjalisty, to znak, że poważnie podchodzą do związku. Chcą uniknąć błędów rodziców i swych przyjaciół, chcą zadać kłam współczesnej tendencji do szybkiej rezygnacji z niełatwych związków.

Pragną być zalążkiem nowej mody - na trwałość i siłę małżeństwa w trudnych i niestabilnych czasach. I przynajmniej za to im chwała.

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje