Ręka w rękę

Nie są do siebie podobni. Różnią się charakterem i temperamentem. Ale wspólna pasja i to "coś" (właśnie, co?!) między nimi sprawia, że w swoich działaniach nie mają sobie równych.

Jeden ruch, jedno ciało Akrobaci z Melkart Ball: Jacek Wyskup i Bartłomiej Pankau częściej przebywają ze sobą niż z własnymi rodzinami. Ale zarówno w pracy, jak i w życiu umieją osiągnąć równowagę.

Reklama

Spotykam ich w Warszawie, kiedy pojawiają się na naszej sesji zdjęciowej. Przyjechali zaledwie na tydzień z zagranicy, gdzie występują z kanadyjskim cyrkiem Eloize. Przyglądam się, jak przygotowują się do zdjęć. Bartek jest trochę przeziębiony. Widać, że Jacek się tym przejmuje, bo to właśnie jego przyjaciel musi mieć siłę do podnoszenia go wysoko, kiedy trenują. On jest tzw. dźwiganym, czyli lżejszym, a Bartek Pankau - dźwigającym.

Blisko, coraz bliżej

Spokojny, refleksyjny, cichy, za to Jacek Wyskup mówi bez przerwy. Jest energiczny, wręcz szalony. Obaj są zdyscyplinowani i systematyczni. Na prośbę fotografa szybko zgadzają się umalować ciała na złoto. Jeden pomaga drugiemu. Widać, jak bardzo są ze sobą zżyci. Dla heteroseksualnych mężczyzn taka bliskość bywa trudna, ale oni są do niej przyzwyczajeni.

Na co dzień znoszą razem wielki wysiłek, pot i łzy, bo przede wszystkim liczy się dla nich praca i jej wizualny efekt.

Koniec listopada ubiegłego roku, finałowy odcinek popularnego programu "Mam talent". W studio Farat, w podwarszawskich Włochach kilkaset osób; przed telewizorami prawie sześć milionów. Na scenie pozostali najlepsi. Do końca nie wiadomo, kto wygra: jedenastolatka o niezwykłym głosie, młody pianista, zespół wokalny Audiofils czy Melkart Ball.

Pokaz duetu akrobatów trwa około pięciu minut. Widzowie wstrzymują oddech. Ich ekwilibrystyki wydają się przeczyć prawom fizyki. Nie ma tu fajerwerków, ogni sztucznych, nachalnej muzyki, ale występ odsłania najwyższy kunszt artystyczny i piękno ludzkiego ciała. Akrobaci sprawiają wrażenie, że są jednością, żywym pomnikiem wyrzeźbionym przez Michała Anioła. Melkart Ball zdobywa główną nagrodę: 100 tysięcy euro.

Nie są debiutantami, razem pracują już od 10 lat. W kraju byli do tej pory prawie nieznani. Chcieli pracować w Polsce, ale nie było tu dla nich miejsca. Drażniło ich, że sztuka cyrkowa wciąż kojarzona jest u nas z kiczem i dręczeniem zwierząt. Wyjechali więc za granicę. Zainteresował się nimi cyrk Eloize, bo wysłali mu nagranie swojego programu. Jego twórcy zaprosili akrobatów do siebie. Wraz z trupą występowali już na całym świecie, a po przedstawieniach dostawali gratulacje od królowej Elżbiety II, Nicole Kidman, Romana Polańskiego.

Ręka w rękę

Spędzają ze sobą więcej czasu niż z własnymi rodzinami. I od samego początku dobrze się rozumieli. Poznali się w Złotoryi. Trafili tam do jednej z najlepszych szkół Towarzystwa Akrobatycznego w Polsce. Obaj ćwiczyli od dziecka. Pankau pochodzi z Bydgoszczy i wcześniej trenował w klubie Zawisza. Wyskup mieszkał w Złotoryi - gdy miał 11 lat, był już mistrzem Polski w czwórkach męskich w gimnastyce. Zaprzyjaźnili się, bo obaj chcieli czegoś więcej, niż tylko trenować gimnastykę. Z czasem rywalizacja na zawodach przestała im wystarczać. Zaczęli wymyślać nowe akrobatyczne układy.

Godzinami, niezależnie od pogody trenowali na podmiejskiej łące. Sami dobierali muzykę, wymyślali choreografię. Wszystko nagrywali na amatorską kamerę i przeglądali wieczorami. Perfekcjoniści, ciągle czuli niedosyt.

Dowiedz się więcej na temat: spektakl | ciało | Warszawa | studio | bartek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje