Rozwód po polsku

Zamiast łez, wstydu i poczucia klęski - impreza rozwodowa z przyjaciółkami, blogi porzuconych żon, korzystanie z usług profesjonalistów, np. detektywa zbierającego dowody przeciwko niewiernemu małżonkowi... Rozwód nie tylko stał się powszechnym zjawiskiem, ale i zmienił swoje oblicze.

"Jednak się rozwodzimy" - taki komunikat wypowiedziany przed kogoś znajomego słyszymy coraz częściej. I coraz rzadziej nas to szokuje! Rozwód stał się czymś tak normalnym, jak... zawarcie małżeństwa. Zmieniły się za to powody rozstania - kiedyś była to najczęściej zdrada, nielojalność. Teraz coraz powszechniejsze są niezgodność charakterów i wypalenie uczucia. Z badań CBOS (2008 r.) wynika, że proc. Polaków nie ma wątpliwości i uważa za naturalną kolej rzeczy, że nawet jeśli para pobiera się z miłości, to po pewnym czasie uczucie, nawet wielkie, wygasa.

Reklama

Bardzo zmieniły się obyczaje wokół rozwodu. Kiedyś, traktowany jak rodzinny dramat, był skrzętnie ukrywany za drzwiami. Kobieta po rozwodzie właściwie nie miała szansy, by ułożyć sobie życie. Dziś świeżo upieczone rozwodniczki, niemal chwilę po ogłoszeniu wyroku biegną na spotkanie z przyjaciółkami, by wznieść toast "za odzyskaną wolność". Albo wyjeżdżają na wakacje marzeń. Od dwóch lat odbywają się w Polsce profesjonalne targi rozwodowe. Wystawiają się tam firmy dotąd zajmujące się organizacją ślubów i wesel. Odpowiadając na potrzeby rynku, dołączyły do oferty zorganizowanie rozwodu, od A do Z.

Porażka? Skąd, nowe życie!

Liczba rozwodów rośnie w Polsce dwukrotnie szybciej niż ślubów! Trzykrotnie częściej rozwodzą się mieszkanki miast niż wsi. Największą "grupą ryzyka" są trzydziestoparolatkowie, będący ledwie kilka lat po ślubie. Zjawisko potwierdzają dane GUS. W latach 40. rozwiodło się zaledwie 10 tys. polskich małżeństw. W roku 1970 było toż 34 tys. par. W 2001 r. w sądach zapadło już ok. 50 tys. wyroków rozwodowych, a obecnie średnio na 100 małżeństw rozwodzi się ok. 40, co stawia nas na wysokim, bo piątym miejscu w Europie.

Według analityków, zaczęliśmy rozwodzić się lawinowo w latach 90., kiedy w naszym kraju rozpoczęły się wielkie przemiany gospodarcze, kulturalne i społeczne. Rozpad rodziny przestał być uważany za życiową porażkę, a stał się... jedną z możliwości bycia szczęśliwym. Zniknęła presja utrzymywania małżeństwa za wszelką cenę. Powszechne przyzwolenie ułatwiło mężczyznom pozostawianie rodzin i rozpoczynanie nowego życia z kolejną kobietą u boku. Ale i kobiety zaczęły poczynać sobie śmielej. Przestałyśmy się poświęcać: wybaczać zdrady, godzić się na rodzinną przemoc. A rozwódka, nawet z małymi dziećmi, przestała być osobą "społecznie podejrzaną" i stawianą na marginesie.

- Byłe żony przestały się wstydzić tego, że zostały same. Na swój sposób cierpią, ale od kilku lat, zarówno te "po", jak i w trakcie" rozwodu mają z coraz mniej problemów! Odradzają się jak Feniks z popiołów, a pomaga im w tym emancypacja i niezależność finansowa - podkreśla socjolog Sylwia Groszewska, od roku rozwódka. Jej zdaniem, niezwykle ważne jest to, że panie zaczęły jednoczyć siły.

Dowiedz się więcej na temat: impreza | blogi | pomysły | party | małżeństwa | kryzys | firmy | żona | targi | rozwód

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje