Seksualne wygibasy

Trzeba być nie lada akrobatą, aby w swoim życiu seksualnym odtworzyć różne pozycje miłosne proponowane przez podręczniki ars amandi czy podpatrzone na stronach internetowych. Niektóre z nich są tak dziwaczne i skomplikowane, że człowiek o przeciętnej kondycji nie jest w stanie im sprostać. I nie powinien z tego powody popadać w popłoch.

Siła rozkoszy bynajmniej nie zależy od tego, jaką pozycję uda nam się zastosować z partnerem w łóżku. Gdyby tak było, pełna satysfakcja spotykałaby jedynie tych najbardziej wygimnastykowanych kochanków, a cała reszta co chwilę skazana byłaby na różne urazy.

Reklama

Zastanawiając się nad wyborem odpowiedniej pozycji, pamiętajcie, że najważniejsza jest nie technika, lecz przyjemność, którą się daje i otrzymuje. Każdy sposób uprawiania miłości jest dobry, jeśli tylko oboje znajdujecie radość i satysfakcje. Jeśli sprawdzone pozycje przynoszą zaspokojenie, to nie ma sensu zmuszać się do wymyślnych akrobacji, a później frustrować z powodu niepowodzeń. Intymne zbliżenia to nie konkurs na akrobatyczną sprawność i czas dochodzenia. Tu liczy się poczucie bliskości, czułość, wzajemne obdarowywanie się rozkoszą.

Owszem, pomysłowość w seksie również się liczy, ale niekoniecznie ta obliczona na ilość nowych, coraz bardziej skomplikowanych pozycji. Można wprowadzać zmiany w scenerii, dodawać nowe rekwizyty, w zależności od potrzeb przedłużać lub skracać grę wstępną, różnicować tempo miłosnych zbliżeń. Takie modyfikacje sprawią, że ta sama pozycja może mieć wiele wersji.

Nie zrobimy wrażenia na partnerze, jeśli skupimy się tylko na tym, aby wiernie odwzorowywać nową pozycję. Tym bardziej, jeśli on wcale nie ma ochoty na takie gimnastyczne eksperymenty. W takim wypadku nie frustrujmy go, podsuwając pod oczy najnowsze wydanie Kamasutry. Wręcz przeciwnie - odkryjmy na nowo piękno klasycznych pozycji. A że to już było? Ale zawsze inaczej!

Dowiedz się więcej na temat: seksualna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje