Seksualni manipulatorzy

W relacjach, w których jedno z partnerów ma duże potrzeby seksualne, a drugie stara się z tego „korzystać”, może dochodzić do sytuacji, gdzie partnerzy poza seksem nie bardzo potrafią sobie coś innego zaproponować, bo seks stał się główną wartością i spoiwem danej relacji. O manipulacji cielesnością rozmawiamy z ekspertem EksMagazynu – Danielem Cysarzem.

Karina Maciorowska: Często w związkach zdarza się tak, że seks jest "kartą przetargową"?

Reklama

Daniel Cysarz, terapeuta i seksuolog kliniczny: - Zaspokajanie popędu seksualnego jest jedną z podstawowych potrzeb każdego z nas. Ale czy uprawiamy seks tylko po to, by zaspokoić popęd? Okazuje się, że seks bardzo często jest jedynie narzędziem do zaspokajania swoich poza seksualnych celów.

- Kontakt seksualny może spełniać funkcje biologiczne, psychologiczne i społeczne. Jednak, według kryteriów klinicznych, aby mógł wpisywać się w tzw. normę, powinien spełniać przynajmniej dwie z trzech wymienionych funkcji.

- Pewne ryzyko manipulacji pojawia się wtedy, gdy każde z partnerów potrzebuje seksu, by zaspokoić potrzeby z innego poziomu. W tym kontekście dość typowym schematem jest np. biologiczno-społeczna motywacje jednego i psychologiczno-społeczna drugiego z partnerów. Na przykład, on chce rozładować popęd seksualny i poczuć się sprawnym samcem alfa, a ona chce poczuć się kochana i bezpieczna oraz spełnić jego oczekiwania.

- Co charakterystyczne, często odbywa się to na poziomie nieświadomym. A bazą takiego postępowania może być przekaz społeczny i wzorce wyniesione z domu.

Co się dzieje w relacji, kiedy kobieta decyduje, że seks będzie "nagrodą" za coś dla jej partnera?

- Taka kobieta prawdopodobnie powiela schemat, który obserwowała w swoim domu. Gdzie np. mama nagradzała starania ojca większą czułością i seksem. Bez względu na to, czy ten schemat się sprawdzał czy też nie. Postępując w ten sposób, często nieświadomie uprzedmiotawia swoje ciało, które staje się towarem wymiennym za inne dobra. Można powiedzieć, że płaci seksem za zaspokajanie swoich innych ważnych potrzeb.

- Do takiej formy uprzedmiotowienia swojego ciała dochodzi często u osób, które postrzegają swoją seksualność, jako swoją główną wartość w oczach partnera. W takim układzie często zdarza się, że kobieta, zaspakajając potrzeby seksualne partnera, może działać wbrew biologii i swoim potrzebom. Mówiąc brutalnie, czasem może dawać się nadużywać partnerowi.

Kiedy najczęściej używa się tego typu "miłosnej manipulacji"?

- Może tak dziać się w związkach, które zaczynają się od seksu i później bazują na nim. Szczególnie w relacjach, w których jedno z partnerów ma duże potrzeby seksualne, a drugie stara się z tego "korzystać". Układ, który na początku był jasny i gratyfikujący dla obydwojga partnerów, może przerodzić się w sytuację, gdzie partnerzy poza seksem nie bardzo potrafią sobie coś innego zaproponować, bo seks stał się główną wartością i spoiwem danej relacji.  

Jakie są konsekwencje takiego postępowania dla strony "nagradzającej" i "nagradzanej"?

- W relacjach, gdzie seks ma być "nagrodą" dla jednej ze stron, niestety dla drugiej z czasem może okazać się karą. Bo traktowanie seksu jako formy gratyfikacji dla partnera może wiązać się z ryzykiem, że będzie się ten seks uprawiało, nie mając na niego ochoty. A to już prosta droga do tego, żeby stracić przyjemność ze współżycia.

- W takich relacjach z czasem mogą pojawić się nawet zaburzenia seksualne np.: u niej brak ochoty na seks, a u niego - problemy z erekcją. Seksualność powinna być wypadkową relacji i pewnym barometrem zażyłości i uczuć w danym związku. Seks traktowany jako narzędzie, pozbawiony obustronnej chemii i spontaniczności, może z czasem zamierać.

A jak to działa w drugą stronę? Mężczyźni również używają "seksualnego szantażu" w relacjach z kobietami?

- Coraz częściej trafiają do mojego gabinetu pary, w których to mężczyźni odmawiają kontaktów seksualnych. Opisują swoje partnerki jako dominujące i bardzo wymagające, czują się przy nich słabsi i "wykastrowani" w swoim męstwie i poczuciu sprawstwa. Przy silnej i autonomicznej kobiecie, seksualność tych mężczyzn staje się z czasem jedynym obszarem, którym oni sami mogą zarządzać, często wyrażając tym złość i bierną agresję wobec swojej partnerki.

Co chcą przez to osiągnąć?

- Dla nich seks często okazuje się jedyną dostępną formą służącą do tego, aby postawić granice w związku. Taki mężczyzna, potrzebujący zainteresowania, wsparcia i docenienia, odmawiając seksu, pogłębia jeszcze bardziej swoje poczucie bycia słabym i niesprawnym, co jedynie wzmaga frustrację jego niezaspokojonej partnerki. W tym kontekście, gdy sprawny seksualnie mężczyzna nie chce uprawiać seksu z partnerką, nieświadomie wysyła do niej komunikat: "Nie czuję się wystarczająco dobry, aby zaspokoić twoje potrzeby".

- Często jednak komunikat ten bywa mylnie interpretowany przez partnerkę, która, zamiast wzmacniać męskie ego partnera, czuje się nieatrakcyjna i niekochana, co sprawia, że wylewa na niego swoją frustrację i złość. To jedynie nasila problem, aż do czasu, kiedy te potrzeby w końcu zostaną nazwane wprost.

Kiedy rzeczywiście seks staje się zapłatą, nagrodą lub koronnym argumentem w związku, to czy taki związek ma jakąś przyszłość?

- Można stwierdzić, że gdy tak się dzieje, to może świadczyć o tym, że partnerzy w ten sposób uciekają od rozwiązania innych ważnych problemów w relacji, upatrując w seksie remedium na całe zło. Oczywiście, okazuje się, że sam seks nie ma takiej mocy sprawczej. Jeśli partnerzy nie zadbają o relację w różnych jej wymiarach, to sam seks nie wystarczy aby utrzymać związek. W takich relacjach mawia się, że "seks umiera ostatni". Jednak często "śmierć seksu" oznacza bardzo często również "śmierć związku".

Jak naprawić taką sytuację?

- Warto zastanowić się, jaką funkcję seks ma w moim związku. Aby to sprawdzić, często zalecam parom ćwiczenie nazywane przekornie miesiącem miodowym. Jest to czas, w którym partnerzy umawiają się na to, że nie będą uprawiać seksu. Ta metoda często zdejmuje ze związku "piętno seksualności" i dopiero wtedy można zobaczyć, jakie ważne potrzeby każdego z partnerów się pod tym kryją, np. u facetów "muszę uprawiać seks, żeby spełniać oczekiwania i czuć się ważnym", a u kobiet - "muszę uprawiać seks, żeby czuć się kochaną, czuć się bezpiecznie". Często zapominamy o tym, że podstawowym warunkiem satysfakcjonującego zbliżenia dwojga osób jest obustronna ochota na seks, która wypływa z ciała, a nie wyrachowanej kalkulacji umysłu. Wskazówką do tego, w jaki sposób można odbarczyć seks z roli narzędzia wpływu i manipulacji wydaje się być brutalne w swej prostocie przysłowie: "Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz".

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje