Sprawdź, czy jesteś malkontentką

Maruderzy, zrzędy, pesymiści, frustraci i jęczydusze - słowem: malkonteci. Skąd się biorą, jaki mają wpływ na nasze życie i czy da się ich z tego wyleczyć - na te pytania odpowiada psycholog Ewa Woydyłło w książce "Ludzie, ludzie...". Radzi też, abyś sprawdziła, czy sama do malkontentów należysz.

Przeczytaj fragment książki "Ludzie, ludzie..." Ewy Woydyłło:

Reklama

Jest ich co niemiara. To osoby chronicznie niezadowolone i to nie tylko z tego, co jest, lecz również z tego, co było i co będzie. Są to więc osoby na wszystkich frontach przegrane. Nawykowo patrzą przez czarne okulary. Dopatrują się problemów tam, gdzie ich nie ma. Przypisują złe intencje innym ludziom, a także losowi. Przewidują wyłącznie najgorsze i nie dają sobie niczym poprawić humoru. No, po prostu maruderzy, zrzędy, pesymiści, frustraci i jęczydusze. Jednym słowem, malkontenci.

- Mamo, tato, no i co sądzicie o moim chłopaku, którego wam przedstawiłam?
- Owszem, przystojny. Będzie cię zdradzał.
- Ten chudy okularnik przystojny? Będzie zazdrosny. Jak tu takim dogodzić?

Ktoś opowiadał mi o podobnej żonie: "Co zaproponuję, ona jest zawsze na nie. Zaczynam opowiadać dowcip, ona - że dawno go zna. Kupię jej prezent, ona - że po co taki drogi albo czemu taki tani. Dzieci wychodzą z domu - narzeka, że się szwendają; dzieci siedzą w domu - marudzi, że wyrosną na odludków. Ona ma starszych rodziców - biadoli, że będziemy musieli się nimi opiekować; ja mam młodych rodziców - jeszcze bardziej biadoli, gdyż będziemy musieli dłużej się nimi opiekować". Wzorcowa malkontentka.

Analizują przede wszystkim przykre zdarzenia

Malkontenci poświęcają uwagę przede wszystkim przykrym zdarzeniom i prawdopodobnie dlatego lepiej je zapamiętują. Każdorazowo długo je analizują, przyglądają się im ze wszystkich stron, oceniają pod każdym kątem i w ten sposób utrwalają je znacznie lepiej niż zdarzenia przyjemne. Te natomiast traktują jako przypadkowe i nieistotne.

Przyczyną negatywnej selekcji materiału pamięciowego może być poczucie zaniżonej wartości, zapoczątkowane w dzieciństwie przez nadmiernie krytyczne osoby. "Skoro jestem niewiele warta, to dlaczego miałoby mnie spotykać coś dobrego?" - zdają się myśleć malkontenci.

Roztrząsają w kółko najdrobniejsze przykrości i przeciwności losowe oraz własne i cudze porażki, błędy i niedociągnięcia. W każdej niedogodności doszukują się pesymistycznych wytłumaczeń i nawet w powszednich niefartach dopatrują się działania wrogich sił. Warto zauważyć, że niemal we wszystkich zaburzeniach psychicznych wśród kryteriów diagnostycznych wymienia się uporczywe rozpamiętywanie traum, krzywd i przykrości.

W nerwicach i fobiach małe trudności urastają do paraliżujących rozmiarów. Depresja to jeden długi ciąg pesymizmu bez "światełka w tunelu". Psychozy paranoidalne polegają na megastrachu przed "najgorszym", to nic, że przeważnie urojonym i nierzeczywistym. W autyzmie i Zespole Aspergera też występuje lękowe reagowanie na bodźce zewnętrzne, także zupełnie niezagrażające (jak pieszczotliwy dotyk czy dźwięki muzyki), powodując paniczną chęć ucieczki w głąb siebie.

Są rozczarowani i sfrustrowani

Szczególnie skłonne do drobiazgowego i długotrwałego roztrząsania niefortunnych zdarzeń, strat i przykrych życiowych sytuacji są kobiety. Inna rzecz, że właśnie one częściej znajdują się w przykrych życiowych sytuacjach. To one w przeważającej większości są ofiarami rozmaitych nadużyć i przemocy, od werbalnej przez fizyczną, seksualną aż po ekonomiczną. Trudno pozytywnie odnosić się do życia, gdy ktoś w domu bywa krzywdzony, na rynku pracy dyskryminowany, a przy tym stara się dorównać upowszechnianym masowo wizerunkom kobiet-modelek, kobiet-pokus erotycznych lub kobiet-celebrytek.

Sama jestem kobietą, żyję wśród kobiet i pracuję z kobietami, więc wiem, co mówię. Rewolucja kobiet już się zaczęła, ale z powodu naturalnego oporu starego przed nowym jeszcze trochę potrwa, zanim na dobre się przetoczy i kobiety zaczną mieć mniej powodów do narzekania i użalania się nad sobą.

Czy da się przetworzyć niezadowolenie w zadowolenie? Bez krytycznej refleksji nad swoim stosunkiem do świata - nie da się. Żeby negatywizm zmienił się w nastawienie bardziej optymistyczne, ufne i pogodniejsze, konieczna jest zmiana myślenia, a przede wszystkim oczekiwań. Trzeba nauczyć się kilku rzeczy. Na przykład - cieszyć się tym, co się ma, a nie martwić tym, czego brak. Zająć się rozwiązywaniem problemów, zamiast je w kółko analizować, stojąc w miejscu i niczego nie zmieniając. Pogodzić się w końcu ze złą przeszłością - z taką, jaka była, bo inna nie będzie. Mówiąc obrazowo, trzeba iść przed siebie, nie oglądając się ciągle wstecz. A już najgorsze jest rozpamiętywanie złych przeżyć. Przysparza to jedynie smutku, żalu złości... uczuć, które są głównymi składnikami emocjonalnego portretu malkontentów.

Rozczarowania i frustracje nie pochodzą jedynie z rozpamiętywania złej przeszłości. Nękają nas również na bieżąco, w codziennym życiu. Wielu ludzi zatraciło zdolność akceptacji niepowodzeń i własnych lub czyichś niedoskonałości. Jednym z winowajców jest rozpowszechnione dziś szafowanie obietnicą szczęścia rozumianego jako połączenie bogactwa, urody i sukcesu. W bezowocnej pogoni za tymi wyidealizowanymi obietnicami wielu nabiera wątpliwości, czy szczęście jest w ogóle osiągalne. Bo oto człowiek przygląda się sobie i swojemu życiu - i cokolwiek dostrzeże, nawet w miarę dobrego, to i tak daleko temu do wygórowanych aspiracji.

Przecież miało być upojnie i ekstatycznie jak na obrazkach reklamowych. A nie jest. Nie jest, ponieważ prawdziwe życie nigdy nie ma tylko tęczowych barw. Ma również wiele plam - szarych, czarnych i burych, i w dodatku jest ich niekiedy więcej niż akcentów ślicznych i kolorowych. Jak tu nie zostać malkontentem?

Mają pretensje do losu

No właśnie, wielu ludzi narzeka na los nie z powodu wielkich nieszczęść, lecz z braku spektakularnych sukcesów. Ileż to razy w moim gabinecie widywałam osoby bliskie załamania, rozczarowane i pełne pretensji do losu, który śmiał na ich drodze nie postawić podium dla czempionów, tylko dał szansę na udział w wielotysięcznym, anonimowym maratonie. Sam bieg, od startu do mety, to dla nich za mało. Ich miarą szczęścia i sensu życia jest ponadprzeciętne bogactwo, ponadprzeciętna uroda lub ponadprzeciętnie wysoka pozycja w hierarchii społecznej. A najlepiej wszystkie te rzeczy naraz.

Z okładek setek kolorowych pism uśmiechają się twarze celebrytów, o których żartobliwie mówi się, że jedyną ich zasługą jest to, że są celebrytami. Podziwiamy ich kolejnych partnerów, potomstwo oraz rezydencje w stylu boho, glamour, shabby czy scandi. Na wielu wizerunki te działają jak narkotyk. Zresztą nie tylko obrazki kreują światopogląd. Robią to także przekazy informacyjne zachwalające błyskawiczne rozwiązanie każdego problemu, wystarczy rozmowa z renomowanym coachem. Przemysł kosmetyczny w parze z chirurgią plastyczną obiecują wyzwolenie od starości. Psychiatrzy gwarantują błogostan nawet na pogrzebie. A banki spieszą z szybką gotówką na szybkie zachcianki. Co się dziwić, że oduczyliśmy się starać o dobre samopoczucie. Przecież można je sobie kupić i to w dowolnej ilości.

To jeszcze nie wszystko. Rozpędziliśmy na cztery wiatry nasze duże rodziny, wprowadziliśmy się masowo do zurbanizowanych molochów, gdzie nikt nikogo nie zna. Stajemy się coraz bardziej wyobcowani i samotni, czemu bardzo dobrze służy wpatrywanie się w czubek własnego nosa. Albo w swój pępek. Wszystko, co dzieje się wokół nas, odnosimy do siebie, a więc wyolbrzymiamy. Szef nie odkłonił się na korytarzu - godzinami się zastanawiamy, co zrobiliśmy źle, i w głowie obracamy całą historię swoich relacji nie tylko z tym szefem, ale w ogóle ze wszystkimi. Partner nie miał wczoraj ochoty na seks - pół nocy obracamy w głowie wszelkie możliwe i niemożliwe powody tej chwilowej oziębłości. Po takiej nocy, wiadomo, w jakim humorze obudzimy się nazajutrz rano. A w złym humorze słońce nie grzeje, tylko razi w oczy. To cholerne słońce, niech je szlag trafi.

Malkontent nie pomyśli, że szef zwyczajnie nie usłyszał jego "dzień dobry", a osobie na sąsiedniej poduszce po prostu chciało się spać. Takie myślenie jest za proste. Malkontent tak interpretuje zdarzenia, aby wydobyć z nich zawsze sens negatywny. Dzięki temu może użalać się i złorzeczyć, rozmyślając nad marnością świata, wrogością szefów i oziębłością najbliższych. Zwyczajne sprawy rosną w głowie malkontenta jak monstra w koszmarach nocnych.

Nie ma żadnych powodów do zadowolenia

Życie składające się z podstępów, spisków, zakusów i klęsk jest okropne. Malkontent nie znajduje żadnych powodów do zadowolenia. Nie znajduje, bo żeby znaleźć, trzeba szukać. Przyzwyczajenie do niezadowolenia jest swoistym nałogiem. Rozwija się również przez nawykowe powtarzanie, rujnuje też zdrowie i zatruwa innych; a jeżeli ci umieją się bronić, to prowadzi do rozstań i samotności. Przypomina mi się wiele historii, w których zżyta rodzina oddaliła się od malkontenta czy malkontentki, zrywając z nimi w końcu stosunki jak z kimś zadżumionym. Malkontenci to zadżumieni psychicznie maruderzy, od których inni uciekają, żeby nie ulec ich ponuractwu.

Oczywiście, zamiast od nich uciekać, lepiej by było pomóc maruderom wydostać się z pułapki negatywizmu. Na początek musieliby sobie uświadomić, że ich własne malkontenctwo szkodzi im samym oraz ich najbliższym. Bycie "popsuj-zabawą" jest dla otoczenia dokładnie tym właśnie, popsuj-zabawą. Malkontenctwo przejawia się w powszechnym braku uśmiechu na twarzach ludzi zamieszkujących kraj nad Wisłą. Mamy widać pod nogami podatny grunt dla negatywizmu i narzekania.

Według Janusza Rudnickiego: "...co trzeci Polak jest zagorzałym fanem teorii spiskowych. Ten Polak dobrze się czuje pod kołdrą ze spisku, ona go grzeje, świat cały tak starannie wtedy uczesany, taki równy ma przedziałek, my ofiary po jednej stronie, a po drugiej czyhający na nas oni, jakie bajecznie proste wtedy wszystko..." (Są pierwsi ranni i krew, "Gazeta Wyborcza", z 23-24 IV 2016).

Teoria spiskowa jest prostym algorytmem zjawisk podlegających w istocie ogromnej złożoności. Ponieważ jednak sprawy skomplikowane trudno bez wielkiej wiedzy i cierpliwości zrozumieć, nasz mózg je upraszcza, tworząc sztywne schematy przyczynowo-skutkowe. Na tej zasadzie wymyślamy przesądy, stereotypy i zabobony. Możliwość zastosowania prostego algorytmu, skracającego czas analizy i pozwalającego pojąć "na skróty" nieskończenie złożoną rzeczywistość, to wielka pokusa. Żeby się z tego wyzwolić, człowiek musi to sobie uświadomić i zakwestionować spiskowe "wyjaśnienia". Do tego potrzebne są wiedza i umiejętność akceptacji życia takiego, jakie jest, a nie takiego, jakie chcielibyśmy, aby było.

Lekarstwem pokora i wdzięczność

Lekarstwem na malkontenctwo jest połączenie pokory i wdzięczności. Pokora każe usunąć swoją osobę z centrum wszechświata i uznać, że nie wszystko, co się wokół dzieje, dzieje się nam "na złość" lub w ogóle pod kątem naszych osobistych celów lub odczuć.

Drugi składnik tej leczniczej mikstury, czyli wdzięczność, jest tak ważny, że warto go omówić. Gdyby ktoś chciał wytłumaczyć sens wdzięczności małemu dziecku, to by powiedział, że jest to umiejętność dziękowania. W tej najprostszej interpretacji zawiera się ogrom znaczeń. Wdzięczność umacnia związki międzyludzkie i poprawia jakość codziennego życia - a obydwa te wymiary składają się na odczucie szczęścia i życiowego powodzenia. Wdzięczne osoby są skupione mniej na sobie, a bardziej na stosunkach z innymi. Wdzięczność to nasz wkład w życie innych i innych w nasze, to łącznik i spoiwo dobrych więzi.

Malkontent nie używa na co dzień języka wdzięczności. Rezerwuje go na okoliczność wyjątkowo korzystnych dla siebie sytuacji, jak na przykład trafienie szóstki w totolotka lub ocalenie z powodzi czy pożaru. Tak rzadko się to jednak zdarza, malkontentom również, że w rezultacie malkontent pozostaje malkontentem. A przecież każdy mógłby zdobyć się na wdzięczność choćby za ten cud, dzięki któremu jesteśmy na tym świecie i mamy szansę pozostawienia tu dobrego śladu swego istnienia. Brzmi górnolotnie? Owszem, ale cud to cud, jest górnolotny. No to teraz się przetestujmy.

CZY JESTEŚ MALKONTENTKĄ?

Przy każdym ze stwierdzeń: myślę o..., wpisz jedną z czterech odpowiedzi: Nigdy lub prawie nigdy; Czasami; Często; Zawsze lub prawie zawsze.

1. Myślę o tym, jak bardzo samotnie się czuję.

2. Myślę o tym, jaka jestem pokrzywdzona.

3. Myślę o tym, jak ciężko mi się na czymkolwiek skupić.

4. Myślę o tym, że niczego mi się nie chce.

5. Myślę: "Dlaczego nic mi się nie udaje tak, jakbym chciała?".

6. Myślę wciąż o tym, co było kiedyś, i żałuję, że sprawy nie potoczyły się inaczej.

7. Myślę o tym, że jest mi smutno i czuję żal.

8. Myślę o swoich niepowodzeniach i popełnionych pomyłkach.

9. Myślę o tym, że brak mi sił, żeby cokolwiek zmienić.

10. Myślę: "Dlaczego nie potrafiłam lepiej urządzić swego życia?".

(Według Susan Nolen-Hoeksema z książki Women Who Think Too Much: How to Break Free of Overthinking and Reclaim Your Life, Michigan 2006).

Jeżeli przy większości stwierdzeń odpowiedziałaś "Nigdy" lub "Czasami", to nie jest źle. Jeżeli jednak większość odpowiedzi to "Często" lub "Zawsze", to gorzej. Zrozumiałe byłoby to w ciężkiej chorobie lub w stanie głębokiej depresji, lecz nie w trakcie normalnego życia. Zacznij szukać wokół siebie dobrych momentów i dobrych ludzi, a w sobie samej dobrych wspomnień. O kilku sposobach uwolnienia się od negatywnego myślenia już wspomniałam. Poniżej jeszcze jeden.

Humor. Wesołość. Rozbawienie. Śmiech. Uśmiech. Żart. Komizm. Figlarność. Zabawa. Ten szereg bliskoznacznych pojęć wytycza drogę do rozładowania napięć i zmniejszenia lęków. I przez to również do porzucenia ponurej wizji świata. Osoby o pogodnym usposobieniu są lubiane, mają powodzenie, łatwiej znajdują pracę i rzadziej są samotne. Poczucie humoru zmniejsza stres i chroni przed depresją. Gdy uda się spojrzeć na problemy i konflikty z żartobliwej perspektywy, to nie wydają się beznadziejne i ponure. Humor ćwiczy sprawność psychiczną, tak jak sprawność fizyczną wyrabia gimnastyka czy aerobik.

Poczucie humoru jest przejawem inteligencji. To wypróbowany sposób wzbudzania i utrwalania zadowolenia ze swego życia.

Nie ma chyba nikogo, kto by tego nie pragnął.

Fragment książki Ewy Woydyłło "Ludzie, ludzie". Wydawnictwo Literackie. Premiera: listopad 2016 r.

Ewa Woydyłło jako psycholog zajmuje się leczeniem uzależnień w Ośrodku Terapii Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W ramach Fundacji im. Stefana Batorego kieruje Regionalnym Programem Przeciwdziałania Uzależnieniom. Jej dziełem jest rozpowszechnienie w Polsce leczenia według tzw. modelu Minnesota, opartego na filozofii Anonimowych Alkoholików.

Autorka książek m.in.: Zaproszenie do życia; Wyzdrowieć z uzależnienia; Sekrety kobiet; My-rodzice dorosłych dzieci; W zgodzie ze sobą; Podnieś głowę; Rak duszy. O alkoholizmie; Buty szczęścia; Bo jesteś człowiekiem; Dobra pamięć, zła pamięć.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.


INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje