Starych panien już nie ma

Niemal 20 lat temu, w jednym z pierwszych numerów „Olivii”, reporterka Aldona Bejnarowicz sprawdzała, czy u schyłku XX wieku są jeszcze w Polsce stare panny. A jedna z bohaterek reportażu, 36-letnia piękna i inteligentna kobieta mówiła: „Tak, czuję się starą panną...”. Teraz, z okazji 18. urodzin „Olivii”, ta sama reporterka wraz z nami powraca do tamtego tematu i sprawdza, jak żyją i co myślą o sobie kobiety, które nie spotkały jeszcze w życiu drugiej połówki.

Stara panna? Skąd! Jestem singielką

Reklama

AGATA RYCHOWIECKA (30 LAT)

- Myślę, że gdzieś czeka na mnie ten jeden jedyny, a ja - mam jeszcze czas, by go spotkać. Dziś granica staropanieństwa wyraźnie się przesunęła, o ile w ogóle istnieje jeszcze takie zjawisko. Kiedyś kobiety wychodziły za mąż, by zapewnić sobie byt. Dziś możemy pracować. Często zarabiamy lepiej niż panowie. Czasy się zmieniły. Moja babcia została żoną, kiedy miała zaledwie 19 lat. Mama 25. A ja? Jeszcze nie wiem.

- To nie tak, że nie chciałabym z kimś być. Ale szkoda mi życia, żeby rozmieniać się na drobne, wiązać z kimś tylko dlatego, żeby nie być sama. Nie o to przecież chodzi. Tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia w pojedynkę. Nie spieszy mi się. Dopiero co skończyłam studia: administrację na Uniwersytecie Warszawskim. Znalazłam pracę w Muzeum w Wilanowie. Jestem też wolontariuszką w Muzeum Powstania Warszawskiego. A do tego jestem sędzią, na przykład na rajdach samochodowych. Uwielbiam ryk silników, zapach paliwa i tę niepowtarzalną atmosferę, która panuje podczas zawodów motoryzacyjnych. Czasem zawody trwają dzień, czasem kilka dni, ale zawsze pozwalają całkowicie się zresetować, oderwać od rzeczywistości, odpocząć. Zajęć mi nie brakuje. Ale na randki jakoś znajdę czas - mówi z uśmiechem.

- Samotność raczej mi nie doskwiera. No dobrze, czasami. W walentynki, sylwestra. Na ślubach koleżanek z liceum. Teraz wszystkie wychodzą za mąż, jakby się umówiły. A ja jestem sama. To niezbyt zabawne. Chociaż kilka lat temu wydawało mi się to znacznie trudniejsze. Teraz przyzwyczaiłam się. A może jestem mądrzejsza?

- Wiem, że niczego nie da się zrobić na siłę. Że na niektóre wartościowe rzeczy warto poczekać. Więc czekam. Najbliższa rodzina też zaakceptowała ten stan rzeczy. Zresztą nie mieli wyjścia. Mama wierzy, że wiem, co dla mnie najlepsze, i często to podkreśla. Nigdy niczego mi nie narzucała w kwestiach mojego życia osobistego. Tata trochę się niecierpliwi. Żartuje, że wreszcie chciałby napić się piwa ze swoim wnukiem. Ale na to będzie jeszcze musiał poczekać. Babcia i dziadek przy każdej okazji życzą mi, żebym kogoś znalazła. Dodają, że chcieliby zatańczyć na moim weselu. Wiem, że to troska, ale ich pytania nie sprawiają mi przyjemności.

- Większość moich znajomych jest w związkach. Ale czy wszyscy są szczęśliwi? Ich trzeba by zapytać. Fajnie się zakochiwać, mieć motyle w brzuchu, ale zawsze wcześniej czy później przychodzi codzienność, obowiązki, rutyna. Zamężne koleżanki z pracy mówią, że nie ma do czego się spieszyć. Żebym podróżowała, korzystała z życia, póki jestem wolna. Czy chcą mnie pocieszyć? Czy naprawdę tak myślą? Nie wiem. Na pewno nie życzą mi źle.

- Są takie stereotypy, że osoby samotne nie potrzebują wakacji, mogą odwołać urlop, w ostatniej chwili nie pojechać na długi weekend. Uważam, że to trochę niesprawiedliwe. Zdarzają się chwile, kiedy myślę, że miło byłoby mieć kogoś blisko, kogoś, kto byłby wsparciem, kiedy mam gorszy dzień (każdy je ma), śmiałby się z tych samych dowcipów i lubił to, co ja lubię. Chciałabym, ale skoro jestem sama, nie będę przecież siedzieć i płakać. Tym bardziej że samotne życie ma też swoje zalety. Choćby to, że z nikim nie muszę konsultować swoich zajęć, dopasowywać ich do cudzych planów czy obowiązków.

- Mogę działać spontanicznie. Jeździć, dokąd chcę i kiedy chcę. Mogę szaleć albo leniuchować. Sama decyduję, z kim i jak spędzam czas. Marzenia? Pracę mam. Samochód kupiłam. Teraz potrzebuję mieszkania, bo ciągle mieszkam z rodzicami. A na faceta przyjdzie czas - śmieje się Agata. - Teraz mam pilniejsze sprawy.

Jestem sama, ale szczęśliwa

PAULINA MAKARCZYK (40 LAT)

- Tak. Jestem sama. Ale czy jestem starą panną? - zastanawia się Paulina. - Dla mnie w tym określeniu nie ma nic złego. To raczej opis stanu rzeczy. Tak ułożyło mi się życie. Nie mam męża i tyle. Nie wybrałam samotności, tak samo jak nie wybrałam sobie koloru oczu. Nie wierzę w singli z wyboru. Nic na to nie poradzę. Na szczęście żyć można różnie. Nie istnieje jeden właściwy sposób. Chociaż wielu wydaje się, że tak właśnie jest. Ale to nie mój problem.

- Niedawno byłam na spotkaniu klasowym z okazji 20-lecia matury. Kiedy powiedziałam, że jestem sama, zapadła niezręczna cisza. Wtedy chyba po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, za jak wielkie niepowodzenie życiowe wciąż uchodzi w naszym społeczeństwie brak partnera. Możesz być zdradzana, bita nawet czy biedna, ale samotna być nie możesz. Czy to nie jest dziwne?

- To nie tak, że zawsze byłam samotna. Lubię facetów. Kiedyś myślałam, że będę żoną i matką. Nawet przez myśl nie przeszło mi, że mogłoby być inaczej. Pochodzę z rodziny, gdzie te wartości zawsze były wysoko cenione. Ale nie udało się. Mój pierwszy chłopak mnie zdradzał. Drugi za długo nie mógł się zdecydować, kolejny - zapoznany przez internet - po czterech latach związku okazał się łobuzem z trzema narzeczonymi jednocześnie. Byłam załamana, potem wściekła. Kochałam go. To przecież miał być mój mąż, ktoś, z kim miałam spędzić resztę życia. Dostałam nawet pierścionek zaręczynowy...

- Gdy się dowiedziałam, nie jadłam, nie spałam. Kompletnie nie umiałam się pozbierać. Wreszcie, by się uspokoić, zająć czymś myśli, zaczęłam chodzić do siłowni. Godziny spędzałam na bieżni, najpierw chodząc, potem biegając. Wreszcie mój brat wyciągnął mnie do parku i tak zaczęła się największa przygoda mojego życia - maratony. Wymyśliłam sobie, że do pięćdziesiątki przebiegnę wszystkie największe. Byłam już w Chicago i Nowym Jorku. Jesienią planuję Berlin.

- Treningi wypełniają mi czas. No i praca oczywiście. Z ojcem i bratem prowadzę firmę produkującą kosmetyki dla dzieci. Zajmuję się marketingiem, rachunkami... Mam co robić. Mam też wielu przyjaciół. Wśród nich kilka singielek - niektóre zawsze były same, inne są "z odzysku", ale ani jedne, ani drugie nie czują się gorsze. Razem spędzamy czas. Spotykamy się na pogaduchy, bywamy w kinie, teatrze. Nawet sylwestra spędzamy razem. Ostatnio umawiamy się na bieganie. Rzadko mi się nudzi. I dobrze.

- Nuda jest największym przyjacielem samotności. To wtedy pojawiają się smutki i smuteczki. Myśli o przegranym życiu, byciu nikim. Ludzie wariują, gdy wracają do pustego mieszkania. Nie mają do kogo się odezwać, do kogo przytulić. Najważniejsze to mieć plan, zaplanować czas w najdrobniejszych szczegółach. Nie pozwolić, by dopadły cię złe myśli. Bo to nie tak przecież.

- Mam cudowną rodzinę. Czuję się potrzebna. Czasem nawet za bardzo. Dwaj bracia mają żony, dzieci. Razem sześcioro. Mam się kim zajmować. Uwielbiam się z nimi bawić. A że nie będę mieć własnych dzieci? Trudno. Pogodziłam się z tym. Przemyślałam. Ktoś sugerował mi nawet, żebym "zrobiła sobie dzieciaka" - dokładnie tak to ujął. Ale to nie dla mnie. To byłaby nieuczciwość wobec tego dziecka, które ma przecież prawo do obojga rodziców.

- Kiedyś zamartwiałam się tym, że jestem sama. Troska taty i pytania babci o chłopaka strasznie mnie irytowały. Przecież też chciałam kogoś spotkać. Dziś zrozumiałam, że po prostu dobrze mi życzą, a nie chcą dokuczyć. Przestałam się złościć. Zrozumiałam, że staropanieństwo to raczej stan umysłu. I, z moich obserwacji, równie często jak kobiety samotne, dotyka mężatki. Znam kilka takich, które zgorzkniały i pogrążone w marazmie na nic już nie czekają. Niczego od życia nie chcą. A ja biorę pełnymi garściami.

- W każdej sytuacji można znaleźć plusy i minusy. W samotnym życiu też. Człowiek ma czas na wszystko, czego zapragnie. Sam sobie określa warunki. Na pewno nie chcę poznawać kogoś za wszelką cenę. Byle z kimś być. Nie interesują mnie romanse z czyimiś mężami, przypadkowe, przelotne związki. Nie wyobrażam sobie związku z kimś, o kim nie miałabym przekonania, że chcę spędzić z nim resztę życia. Nikogo nie będę podrywać. Jestem pełnowartościową osobą, kobietą, a nie towarem, którego nikt nie chce.

- Żyję i lubię swoje życie. Im więcej mam lat, tym bardziej je doceniam. I jestem szczęśliwa - wbrew temu, co kiedyś wyobrażałam sobie o swojej przyszłości. Może po prostu nauczyłam się żyć sama ze sobą. I nie szukam już. Nie szukam, ale dam się znaleźć - dodaje z uśmiechem Paulina.

-----------

Czas już nie pogania kobiet jak dawniej

Olivia: Czy określenie "stara panna" ciągle u nas funkcjonuje?

Anna Bator, psycholog: - Jakiś czas temu starą pannę zastąpiła singielka. Od lat nie słyszałam, żeby ktoś mówił o staropanieństwie. Ani u mnie w gabinecie, ani wśród znajomych.

Może singielka lepiej brzmi?

- To nie jest tak, że termin, który się źle kojarzy, zastąpiono bardziej poprawnym politycznie. Singielka ogromnie różni się od starej panny. Dla kobiet małżeństwo nie jest już jedynym pomysłem na życie. Robią kariery, kształcą się, podróżują. A im bardziej są samodzielne, tym mają większą świadomość, jakiego pragną związku i mniejszą ochotę wiązać się z kimś przypadkowym, kto nie spełnia ich oczekiwań. Czas ich tak nie nagli. Granica młodości wciąż się przesuwa, więc nawet pierwsze dziecko mogą urodzić około czterdziestki. Coraz trudniej określić wiek kobiety na podstawie wyglądu. Zadbana, pewna siebie, jest atrakcyjna nie tylko dla rówieśników, ale i młodszych mężczyzn. Przymiotnik "stara" do niej nie pasuje.

Innymi słowy, świat dłużej stoi przed nami otworem.

- Singielka to dziś kobieta, która aktualnie nie jest w związku. A to się może zmienić w każdej chwili. Nie zapominajmy również, że dawniej staropanieństwo oznaczało brak kontaktów seksualnych. Teraz, kiedy coraz więcej osób wybiera związki nieformalne, takie znaczenie tego słowa zupełnie straciło sens.

A presja społeczna?

- Wszystko zależy od środowiska, ale przekonanie, że trzeba wyjść za mąż, jest coraz rzadsze. A bliscy raczej martwią się nie tym, co powiedzą sąsiedzi, ale czy w pojedynkę kobieta odnajdzie szczęście.

A odnajdzie?

- Wyznacznikiem życiowego sukcesu nie jest stan cywilny, tylko świadomość, że sami mogliśmy dokonywać wyborów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje