Te SMS-y przychodzą nocą

Sądziłam, że to tylko głupie żarty, ale gdy mimo zmiany numeru nadal otrzymywałam wiadomości, spanikowałam...

Padł mi telefon. Tak zwyczajnie. Pewnego dnia podczas pisania jakiegoś SMS-a ekran nagle zamigotał i zgasł. Myślałam, że komórka się rozładowała, chociaż wcześniej nic nie wskazywało na to, że tak się stanie, bo bateria była do połowy pełna.Ale kiedy podłączyłam telefon do kontaktu, nie chciał się włączyć i żadne moje zaklęcia nie były w stanie go wskrzesić.

Reklama

W serwisie poinformowano mnie, że koszt naprawy przewyższy z pewnością wartość aparatu. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko kupić inny. Na nowy nie bardzo było mnie w tym momencie stać, gdyż miałam spore wydatki. Postanowiłam więc sprawić sobie używaną komórkę. Odwiedziłam kilka komisów i w jednym z nich znalazłam telefon, który był niemal w idealnym stanie, odpowiadał moim potrzebom i miał przyzwoitą cenę.

Wróciłam do domu zadowolona z zakupu. Ustawiłam dzwonki, tapety, ściągnęłam kilka aplikacji i przed snem jeszcze trochę się pobawiłam nowym nabytkiem.

W środku nocy obudził mnie jakiś dźwięk. Okazało się, że pochodził z mojej komórki, choć dałabym sobie rękę uciąć, że ustawiałam inny dzwonek przychodzących wiadomości... Sięgnęłam po aparat, aby odebrać SMS-a i... z przerażenia opuściłam komórkę, kiedy przeczytałam: "Trumna gotowa do odbioru". Aż przeszedł mnie zimny dreszcz!

- No co za głupi żart! - wykrzyknęłam po chwili na cały głos, aby dodać sobie animuszu. Wiadomość była wysłana z nieznanego numeru, co tylko upewniło mnie w tym, że ktoś sobie robi głupie kawały.

Poszłam spać przekonana, że pewnie jakiś smarkacz wpisał pierwszy lepszy numer, jaki mu przyszedł do głowy, i pewnie chichocze z radości, że kogoś zestresował. A to wszystko przez te "Zmierzchy"i inne filmy... Moda na wampiry trwa!

Byłam pewna, że to tylko jednorazowy wygłup. A co do dzwonka, który zasygnalizował tamtego SMS-a innym dźwiękiem, uznałam, że to był tylko przypadek. 

Następnej nocy także spałam, kiedy nadszedł SMS... o takiej samej treści!- No co za kretyn! - zdenerwowałam się na nadawcę.Tym razem mu odpisałam: "Jeszcze jedna taka wiadomość, a zgłoszę sprawę na policję!".

Miałam szczerą nadzieję, że smarkacz się przestraszy i odpuści sobie. Ale się przeliczyłam. Koleś najwyraźniej uznał, że włączyłam się do zabawy, bo kolejnej nocy znów wysłał mi SMS-a! Miałam tego naprawdę dosyć!

"No to się doigrałeś, smarkaczu!", odpisałam wściekła. Nie zamierzałam tego tak zostawić! Zabawa zabawą, ale trzeba znać umiar. A poza tym to, co robiła ta osoba, to był zwyczajny stalking! Gdyby trafiło na kogoś mniej odpornego psychicznie ode mnie, pewnie mógłby dostać ataku serca. Ludzie zresztą z bardziej błahych powodów doznają zawału...

Kiedy jednak poszłam na policję, funkcjonariusze nie przejęli się moją historią.- To pewnie jakiś pani znajomy robi kawały. A może były chłopak? - zasugerował jeden z nich.Po czym poradził mi, abym wyłączała komórkę przed snem.

Tak też zrobiłam. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy w środku nocy znowu zadzwoniła! Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. To, co się działo, nie było normalne!- W takim razie zmienię numer! Niech ten idiota wysyła sobie teraz te wiadomości w kosmos! - postanowiłam z mściwą satysfakcją.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Następnego dnia kupiłam nowy starter i uznałam, że jest po kłopocie. Ale kiedy kolejnej nocy usłyszałam dzwonek przychodzącego SMS-a, zerwałam się na baczność i wpatrzyłam w telefon z przerażeniem. Ponad wszelką wątpliwość działo się coś... nieprawdopodobnego i jednocześnie przerażającego!

Oczywiście, ponieważ miałam zupełnie nowy numer, wychodziło na to, że kawał mogą mi robić te osoby, które poinformowałam o zmianie numeru. Kłopotw tym, że... dałam go jedynie mojej mamie! I jakoś trudno mi było sobie wyobrazić, że moja własna matka straszy mnie jak jakaś zwariowana nastolatka.

Nie chciałam jej niepokoić, ale musiałam się komuś zwierzyć z tego problemu. Nie miałam żadnej zaufanej przyjaciółki, a z chłopakiem zerwałam niedawno... Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko porozmawiać z mamą.Była zdumiona tym, co jej powiedziałam.

- Rozumiem, że te pierwsze SMS-y były przypadkowe. Ale że przyszły także na twój nowy numer? To naprawdę dziwne... - minę miała nietęgą, kiedy to mówiła.

Moja mama nie wierzy w duchy ani zjawiska paranormalne. Jest matematyczką i uważa, że wszystko da się policzyć albo zmierzyć.- Mam pomysł. Zamieńmy się komórkami! Tylko nie mów nikomu, że to zrobiłyśmy! Zobaczymy, co się stanie - zaproponowała. Skinęłam głową z aprobatą.

Tym razem w nocy nie obudził mnie sygnał SMS-a, tylko telefon od mamy. Odebrałam go zupełnie nieprzytomna, w końcu była druga w nocy!

- Przyszedł! - rzuciła mama do słuchawki, a mnie natychmiast otrzeźwiło.

- I co teraz? - poczułam, jak oblewa mnie zimny pot.

SMS o trumnie nie przychodził na konkretny numer. Był w jakiś tajemniczy sposób przyporządkowany do telefonu, który kupiłam w komisie!

- Słuchaj, a ty sprawdzałaś ten numer,z którego przychodzą SMS-y? - zapytała całkiem przytomnie mama.

- No nie... Nie sprawdzałam. Jakoś się tak zafiksowałam treścią, że nie przyszło mi to do głowy - odparłam.

Tak naprawdę nie zadzwoniłam pod ten numer, bo nie chciałam rozmawiać z idiotą, który robi takie głupie kawały. W końcu wysłanie zwrotnego SMS-a jest mniej stresujące, niż wchodzenie w bezpośrednią relację.Postanowiłam sprawdzić ten numer w internecie, bo a nuż wpadnę na jakiś trop!I tak zrobiłam. Jakież było moje zdumienie i przerażenie, kiedy odkryłam, że należy do... zakładu robiącego trumny!

- Mamo! Ja... ja się boję! - cała się trzęsłam, dzwoniąc do rodzicielki, by podzielić się tym, co odkryłam.

- Spokojnie, kochanie. Jesteśmy już blisko rozwiązania zagadki - mama nadal zachowywała zimną krew. - Chyba będzie najlepiej, jak tam pojedziemy, rozmówimy się osobiście z właścicielem i dowiemy się, o co tu biega.

Sama pewnie bym się na to nie zdobyła, ale z mamą było mi raźniej. Wybrałyśmy się tam jeszcze tego samego dnia. Zakład jak zakład. Pachniało drewnem i kiedy się zamknęło oczy, można było sobie wyobrazić, że robią tu zwyczajne meble. A i właściciel okazał się sympatyczny.

- Może się panu wyda, że przychodzęz jakąś bzdurą, ale... ta sprawa mnie naprawdę niepokoi i spędza mi sen z powiek! - zaczęłam, relacjonując mu wydarzenia z kilku ostatnich dni.- SMS-y przychodziły z pana zakładu na trzy różne numery! Dwa moje i jeden mamy - wyjaśniłam. - Zawsze w nocy! I zawsze tej samej treści.

- W takim razie sprawdzimy, kto mógł się zabawiać w ten sposób - mężczyzna był wyraźnie zaskoczony tym, co usłyszał. - Wprawdzie w nocy zakład jest zamknięty, ale mamy przecież nocnego stróża. Jeśli go przyłapię na głupich żartach, to popamięta!...

Podeszliśmy do komputera. Właściciel włączył stronę operatora swojej sieci komórkowej, zalogował się i zaczął przeglądać połączenia.

- Hmmm... Widzę tutaj SMS-y wysyłane w nocy, ale... Mówi pani, że otrzymywała od nas informacje na trzy różne numery? Bo ja tutaj mam tylko jeden, który się powtarza.

- Proszę mi go pokazać! - wykrzyknęłam. To nie był żaden z naszych numerów...

Jak to możliwe? Czułam, że nie mamy do czynienia z czymś normalnym i znowu oblał mnie zimny pot.

- Do kogo może należeć ten numer? - zaczęłam się zastanawiać.

- Może do jakiegoś naszego klienta? - zasugerował właściciel, po czym wpisał numer telefonu do swojej bazy danych.

- O proszę! Jest! - ucieszył się swoim odkryciem, ale za moment zbladł.

- Pamiętam ten numer - stwierdził powoli. - To niesamowita historia.

I tak dowiedziałyśmy się z mamą, że właścicielem numeru był człowiek, który stracił w wypadku syna.

- Dzieciak miał czternaście lat i dostał na urodziny motor. Wiadomo, że takim smarkaczom różne rzeczy przychodzą do głowy, a ten chyba był nieco pozbawiony wyobraźni. Zdjął bowiem u mechanika jakieś zabezpieczenia, które nie pozwalały mu rozwinąć większej prędkości, i zaczął popisywać się przed kolegami. Nie trzeba było długo czekać na nieszczęście. Rozbił się na latarni pod własnym domem! Na oczach matki...

- To była straszna tragedia. Matka mi tutaj fiksowała. Przyszła z rodzicami, czyli dziadkami chłopca, wybierać trumnę. Ja wiem, że to traumatyczne zajęcie, ale ona była wyjątkowo zdenerwowana. Kiedy więc poprosiła, abym o odbiorze trumny poinformował jej byłego męża, a nie ją, zgodziłem się. I stąd mam jego numer. To na niego wysłałem SMS-a, że trumna jest gotowa - ciągnął opowieść właściciel zakładu.

- Tyle że ten facet nigdy po nią nie przyjechał - zamilkł na chwilę. - Rozbił się jeszcze tego samego dnia samochodem. Jechał za szybko... I tak miałem do przygotowania dwie trumny, a nie jedną. Pogrzeby także odbyły się tego samego dnia. Cóż mogę pani powiedzieć? Te SMS-y, które przychodziły do pani... Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, jakoś racjonalnie wyjaśnić - wzruszył ramionami i rozłożył bezradnie ręce.

Ale ja musiałam to rozwikłać. Czułam, że tajemnicę skrywa ta komórka. Postanowiłam porozmawiać ze sprzedawcą z komisu, w którym kupiłam telefon. Przypomniałam sobie, jak powiedział mi, kiedy ją nabywałam, że "właścicielowi już nie będzie potrzebna". Nie zwróciłam na to uwagi, sądząc, że może zwyczajnie kupił sobie inną. A on... umarł!

Kiedy pojechałam do komisu z pytaniem, czy tak istotnie było, sprzedawca zdziwiony potwierdził, mówiąc, że zmarły był jego wujem. Dlatego też zapewniał mnie, że telefon jest w niemal idealnym stanie. Zastanawiałam się, czy powinnam mówić  mu o wszystkim, ale w końcu podzieliłam się z nim historią o SMS-ach. Chłopak przejął tym, co usłyszał.

- Zwrócę pani pieniądze - zaoferował się z miejsca, a potem zapytał: - Jak pani sądzi, co powinienem zrobić z tym telefonem? Zniszczyć?

- Nie mam pojęcia - uśmiechnęłam się do niego blado.

Nie wiem, co zrobił z aparatem i nie dbam o to. Dla mnie temat nawiedzonej komórki skończył się definitywnie z chwilą zostawienia jej w komisie. Nie kupiłam kolejnego używanego telefonu i pewnie już nigdy się na to nie skuszę. Nie wiadomo przecież, do kogo należał i jaka historia się z nim wiąże!

Iza P., 30 lat

Dowiedz się więcej na temat: sms | smsy | tajemnica

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje