To tylko wymysł nastolatki?

Gdy córka oświadczyła, że właśnie postanowiła zostać wegetarianką i teraz jej życie zmieni się o 180 stopni, tylko machnęłam ręką. Moja Madzia miała tysiące pomysłów na życie, jednak żaden z nich nie wytrzymał próby czasu.

 Córka była już harcerką (niecały rok), uczyła się jazdy konnej (pół roku) czy śpiewała w kościelnym chórze (dwa miesiące). Trochę martwił mnie jej słomiany zapał, ale cóż, pocieszałam się, że wyrośnie z tego.

Reklama

Gdy zobaczyłam, że na obiad je tylko ziemniaki i surówkę, a na męża, który z apetytem pałaszował gulasz z żołądków, patrzy jak na mordercę, uznałam, że sprawa jest poważna. Kiedy Madzia oznajmiła, że nie będzie jadła także ryb, byłam załamana.

- Nie będę jadła niczego, co ma oczy. Dla mnie ryba to także mięso! - powiedziała stanowczo.

- Madziu, ja nie mam czasu ani siły gotować codziennie dwóch obiadów! Weź łaskawie pod uwagę, że pracuję do 17, co drugi dzień wożę babcię Krysię na rehabilitację i muszę pomagać Antkowi w lekcjach! - zdenerwowałam się.

Parówki sojowe i wegetariańskie pasztety, które teraz jada moja córka, są dość drogie. Poza tym Madzia ma dopiero 16 lat, jeszcze dojrzewa, a taka dieta może być po prostu niezdrowa. Gdyby chociaż jadła ryby!

- Gdy zaczniesz zarabiać, możesz jadać, co chcesz. Na razie jednak, dopóki mieszkasz pod naszym dachem, musisz jeść to, co my wszyscy! - wykrzyczałam raz w nerwach i zaraz się zawstydziłam.

Może jednak powinnam uszanować wybór córki, np, pod warunkiem, że kilka razy w tygodniu będzie gotować sobie sama? A może nie powinnam traktować poważnie jej wegetarianizmu, który może okazać się kolejną fanaberią?

Iwona Górska (41 l.) z Siedlec

Bella Relaks
Dowiedz się więcej na temat: list | wychowanie | wegetarianizm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje