Toksyczni ludzie: Jak sobie z nimi radzić?

Rzadko mamy wpływ na to, kim się otaczamy w pracy, a nawet w rodzinie. Zamiast jednak narzekać i zrzucać winę na okoliczności, możemy nauczyć się dogadywać także z tymi, z którymi nam nie po drodze.

Trudny człowiek to nie zawsze ten, kto się awanturuje, obraża innych i nie umie współpracować. To najczęściej człowiek, z którym akurat my, z różnych względów, nie potrafimy się porozumieć. Powody konfliktów bywają różne: od odmiennych upodobań po inne życiowe doświadczenia i cechy charakteru. Najrozsądniej byłoby unikać się nawzajem, ale niestety, nie zawsze jest to możliwe. Dojrzałość polega też m.in. na tym, że jesteśmy w stanie wypracować kompromis i w imię wspólnego dobra zapanować nad uprzedzeniami.

Nie możemy wytrzymać pod jednym dachem

Reklama

Weronika, 22 lata, nie akceptuje męża mamy

Ojca nie pamiętam zbyt dobrze. Miałam pięć lat, kiedy rodzice się rozstali, a on wkrótce wyjechał za granicę. Przysyłał pieniądze, życzenia na święta i urodziny, czasem dzwonił. Wreszcie kontakt całkiem się urwał. Nie czułam jego braku, dobrze mi było z mamą. Aż któregoś dnia przedstawiła mi Adama. Też był rozwodnikiem, miał dorosłą córkę. Po roku wzięli ślub i Adam przeprowadził się do nas.

Nasze relacje się nie poprawią

Dawno wyrosłam z wieku, kiedy chce się mieć mamę tylko dla siebie. Nigdy nie byłam zaborcza i naprawdę pragnęłam jej szczęścia. Ale Adama nie sposób było polubić. Już na pierwszym spotkaniu zrobił na mnie fatalne wrażenie. Popisywał się i puszył jak paw. We własnym mniemaniu zna się na wszystkim: motoryzacji, gotowaniu, medycynie, komputerach, ekonomii i literaturze. Rozmowa z nim jest jednak niemożliwa, bo gdy ktoś ma odmienne zdanie, natychmiast przechodzi do ataku. W dodatku swoje opinie wygłasza tonem nieznoszącym sprzeciwu.

O wszystkich, bez wyjątku, mówi źle. Jego szef jest idiotą, kolega pantoflarzem, eks-żona wyciągała od niego pieniądze. Byłam pewna, że mama w końcu zorientuje się, jakim jest zakompleksionym i aroganckim człowiekiem, ale tak ją zauroczył, że nie widziała jego wad. I o ile na początku Adam tylko mnie denerwował, to teraz, kiedy mieszkamy razem, ciężko mi znosić samą jego obecność. Nie dość, że muszę wysłuchiwać ciągłych przechwałek i wykładów, to ten obcy facet wtrąca się w moje sprawy. Kiedy przychodzą do mnie znajomi, wyprasza ich o godzinie jedenastej, bo jest zmęczony po całym dniu. Nieustannie poprawia mnie i krytykuje.

A kiedy się wściekam, stwierdza, że jestem przewrażliwiona i źle wychowana. Nie wolno mi głośno słuchać muzyki ani oglądać ulubionych programów w telewizji, bo zdaniem Adama to papka dla kretynów. Doszło do tego, że do własnego domu wracam jak najpóźniej, bo już nie czuję się w nim jak u siebie. Najchętniej wyprowadziłabym się, ale studiuję i na razie nie mam pieniędzy na wynajęcie mieszkania. Próbowałam rozmawiać z mamą, ale ona uważa, że powinnam być dla Adama bardziej wyrozumiała i mniej pyskata. Wiem, że nasze relacje nigdy się nie poprawią, bo on również mnie nie cierpi. Zastanawiam się tylko, jak długo wytrzymamy razem pod jednym dachem.

Porada eksperta: Sławomira Rozbicka psycholog

Pisze pani, że nie czuła braku taty i dawno wyrosła z wieku, gdy chce się mieć mamę tylko dla siebie. Chociaż tak pani myśli, to prawdopodobnie wcale tak nie jest. W swojej praktyce obserwuję, że niezałatwione sprawy z własnym ojcem mają znaczący wpływ na relacje z mężczyznami, zwłaszcza tymi, którzy zajmują miejsce nieobecnego rodzica. Dlatego trzeba wziąć pod uwagę, że pani reakcje na zachowanie Adama mogą, choć nie muszą, być zbyt emocjonalne. Jednak niezależnie od tego, warto byłoby ułożyć sobie z nim stosunki na bardziej równych zasadach. Jako dorosła osoba ma pani prawo oczekiwać, że ojczym będzie respektował pani potrzeby. I to nie on będzie decydował, co pani ogląda i do której przyjmuje gości. Proszę zastanowić się, z czego nie zamierza pani rezygnować, a następnie porozmawiać o tym z Adamem. Jeśli podczas dyskusji nie tylko przedstawi pani swoje oczekiwania, ale też okaże się elastyczna i ustąpi w mniej istotnych sprawach, to szansa na porozumienie wzrośnie. Być może rozmowa prowadzona w nowy sposób, rzeczowo, bez wybuchów emocji i z gotowością do częściowego kompromisu, przyniesie rezultaty.

Moja koleżanka z pracy jest intrygantką

Mój szef długo starał się ściągnąć do naszego biura rachunkowego Justynę. Miała świetną opinię jako specjalistka od podatków, a my dopiero rozkręcaliśmy działalność. Szef uważał, że ktoś taki jak ona pomógłby nam zyskać przewagę nad konkurencją. Wreszcie po kilku tygodniach negocjacji Justyna przeszła do naszej firmy i zaczęłyśmy pracować w jednym pokoju.

Ona skłóciła połowę firmy

Przez pierwsze miesiące byłam nią zachwycona. Wydawała się taka serdeczna! Rano robiła mi śniadanie, bo martwiła się, że mało jem. Opowiadała o swoim narzeczonym, młodszej siostrze. Szybko wzbudziła moje zaufanie, więc i ja zaczęłam jej się zwierzać z domowych kłopotów. Sprawiała wrażenie współczującej. Wkrótce okazało się, że o naszych rozmowach wie całe biuro. Justyna przekręcała fakty, dodawała złośliwe komentarze, ośmieszała mnie przed zespołem. Kiedy prosiłam o wyjaśnienia, udawała, że nie ma pojęcia, o co mi chodzi. Dała się poznać jako podżegaczka pierwszej klasy. Skłóciła połowę firmy, rozsiewając plotki. O tym, co się u nas dzieje, opowiadała nawet klientom. Jest zawistna i źle znosi sukcesy innych. Niby gratuluje, ale natychmiast zaczyna kopać dołki pod rywalem. Do perfekcji opanowała sztukę manipulacji.

Dopóki ktoś się na niej nie pozna, nie może uwierzyć, że ta blondynka o słodkim uśmiechu to zwykła intrygantka. Jedno trzeba jej oddać: jest doskonałym specjalistą w swojej dziedzinie. Kiedy poszłyśmy z koleżankami do szefa na skargę, powiedział, że choć nie podoba mu się postępowanie Justyny, firma nie może sobie pozwolić na to, by ją stracić. Poradził, byśmy ją ignorowały i nie rozmawiały z nią o prywatnych sprawach. Rozumiem jego motywy, ale nie podoba mi się, że wszystko uchodzi Justynie na sucho. Poza tym ciężko siedzieć z kimś w jednym pokoju i uważać na każde słowo.

Porada eksperta: Ryszard Lichuta, psycholog 

Z listu wynika, że zespół oczekuje, by to szef rozwiązał definitywnie sprawę nielubianej koleżanki. Tymczasem szanse na to są niewielkie, bo Justyna jako jedyna w firmie ma kompetencje, które szef uważa za unikalne i których nie posiada nikt inny. Dlatego może pozwolić sobie na więcej. W sytuacji gdy przełożony nie zamierza ingerować, powinna się pani skoncentrować na obronie swoich granic. Justyna powinna wiedzieć, że jej ataki będą miały konsekwencje. Jeśli panią obmawia, trzeba żądać wyjaśnień, nie zważając na wykręty. Jeśli ujawnia osobiste informacje, do końca piętnować to jako niedopuszczalne zachowanie i powód do towarzyskiej izolacji. Osoby takie jak Justyna zwykle szukają łatwych ofiar. Jeśli napotkają opór, zwracają się gdzie indziej. A solidarne postępowanie całego zespołu może skłonić ją do ograniczenia destrukcyjnej działalności.

Sam widok mojej lokatorki sprawia, że się denerwuję

Agnieszka, 45 lat, kłóci się z kobietą, której wynajmuje pokój

Dopóki żyli rodzice, nie mieliśmy problemów z utrzymaniem domu. Ale po ich śmierci ciężko było mi zarobić na wszystkie opłaty. Jestem rozwiedziona i choć nie mam dzieci, pensja urzędniczki ledwo starcza mi na najpilniejsze potrzeby. Segment, w którym się wychowałam i mieszkałam przez większość życia, zaczął powoli niszczeć, tak samo jak ogród. Wiem, że 180 metrów kwadratowych dla jednej osoby to luksus, ale nie umiałam zdecydować się na sprzedaż. Ten bliźniak był dumą rodziców, włożyli w niego wszystkie oszczędności. Spędziliśmy w nim razem wiele szczęśliwych chwil.

„Sprzątnę za momencik”

Pomysł wynajmu podsunęła mi kuzynka. Przekonywała, że nie tylko zarobię na remont, ale będę mieć towarzystwo. A najlepiej gdybym wynajęła dom firmie. Plan był dobry, lecz jego wykonanie okazało się trudne. Firmy nie były zainteresowane, bo dom stoi daleko od centrum, poza tym nie jest przystosowany do potrzeb biurowych. Inni ewentualni klienci też narzekali, że nie ma Wi-Fi ani drugiego miejsca do parkowania. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach udało mi się znaleźć chętną, która właśnie podjęła pracę w moim mieście i była gotowa wprowadzić się natychmiast. Byłam tak szczęśliwa, że nie zadawałam pytań.

O przyszłej lokatorce wiedziałam tylko, że jest samotna i młodsza ode mnie. Przed podpisaniem umowy nie spotkałyśmy się ani razu. Dziś wiem, że popełniłam błąd. Bo chyba nie istnieje na świecie osoba tak różna ode mnie jak Aldona: dzielą nas nie tylko poglądy, upodobania, ale i codzienne przyzwyczajenia. Chociaż się starałam, od roku nie tylko nie udało mi się jej polubić, ale nawet zaakceptować. Aldona to straszna bałaganiara. Nie ma zwyczaju sprzątać ani kłaść rzeczy na miejsce. Kiedyś wróciłam z wyjazdu i zastałam pusty, za to rzęsiście oświetlony dom. Podobną beztroską wykazuje się w kwestii wody.

Odkręca kurek, a potem zaczyna gadać przez telefon i zapomina o bożym świecie. Już w pierwszym miesiącu jakimś cudem udało jej się wyrwać klamkę w drzwiach i zarysować czymś ostrym drewniany parkiet. Kuchnia po jej gotowaniu wygląda niczym pobojowisko: wszędzie leżą brudne naczynia, które obiecuje zmyć "za momencik". Wiele razy tłumaczyłam, że niszczy rzeczy i musi przestrzegać moich warunków. Niestety, nasze rozmowy nie przyniosły efektów. Nie mogę się jej pozbyć, ponieważ nie mam nikogo na jej miejsce, a sama nie podołam wszystkim kosztom. Wygląda na to, że choć sam widok Aldony niebezpiecznie podnosi mi ciśnienie, będę zmuszona ją tolerować.

Porada eksperta: Iza Kurzejewska, psycholog

Nawet wspólne mieszkanie z ludźmi, których kochamy, może stać się źródłem konfliktów. Nic więc dziwnego, że dogadanie się z obcą osobą jest tak trudne. Dużo łatwiej dostosować się do kogoś w młodym wieku. Większa jest wówczas nasza tolerancja na zachowania, których nie akceptujemy. W przypadku pani i Aldony przeszkód w dopasowaniu się jest, niestety, całe mnóstwo. Po pierwsze, na wynajem zdecydowała się pani pod przymusem. Po drugie, nie miała pani wpływu na wybór lokatorki. A po trzecie, musiała pani udostępnić przypadkowej kobiecie dom, który, jak wynika z opisu, jest miejscem szczególnym, pełnym osobistych wspomnień.

Rozumiem też, że wcześniej mieszkała pani samotnie, układając sobie życie wedle własnych upodobań. Te wszystkie czynniki sprawiły, że dziś ciężko jest pani znieść obecność intruza, który naruszył pani terytorium. Ponieważ jednak rezygnacja z wynajmowania nie wchodzi w grę, warto choć trochę ułatwić sobie życie. Na początek radzę spisać regulamin korzystania ze wspólnych przestrzeni. Nie powinien być zbyt długi, bo im będzie prostszy, tym łatwiej będzie go przestrzegać. Lepiej ograniczyć się do punktów, na których pani szczególnie zależy, np. na oszczędzaniu energii. Gdy lokatorka zniszczy wyposażenie domu, powinna je odkupić lub naprawić.

Jeżeli pani żądania nie będą wygórowane, Aldona powinna zgodzić się na taki pakt bez problemów. Nie sądzę, by jej postępowanie wynikało ze złośliwości, to raczej kwestia przyzwyczajeń. Aby zminimalizować ryzyko nieporozumień, proponuję także wydzielić jej osobne szafki kuchenne, w których będzie chować swoje rzeczy. Wtedy nie będzie pani raził ich widok.

Maria Barcz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje